KLM #100: Wszystkie (4) twarze i głosy Klientomanii

Za nami 99 (będąc precyzyjnym 99 odcinków i 8 pododcinków, 3 vlogi i 3 inspirujące historie obsługi klienta). W ciągu niemal sześciu lat zbudowaliśmy audycję, którą dzisiaj subskrybuje ponad 6,5 tys podcastosłuchaczy. Do rozmowy zaprosiliśmy 52 gości (w tym 10 kobiet… podpowiada Ela). Żeby przesłuchać wszystkich klientbomaniackich rozmów potrzeba 130 godzin. A jeżeli ktoś woli czytać to napisaliśmy słowami „książkę”, która składa się z ponad 3 mln znaków. 

Setny odcinek jest wyjątkowy, inny niż wszystkie do tej pory. Jest podsumowaniem, uporządkowaniem, wspomnieniem niesamowitej przygody jakim jest współtworzenie tego podcastu. Poznaj wszystkie cztery twarze oraz głosy Klientomanii: Elę, Filipa, Arka i Macieja.  

Minuta po minucie, czyli o czym rozmawiamy:

01:00Kim są, skąd się wzięli i czym się zajmują: Filip, Ela, Arek i Maciej 06:30Jak to wszystko się zaczęło? 16:18Czym dla nas jest Klientomania jako projekt(16:18) 16:18Jak rozumiemy Klientomanię 30:50Jak się czujemy po 99 odcinkach ? 39:10Klientomania to rozmowy, nie wywiady 44:25Moje Top 3 – Które odcinki spośród dotychczas nagranych powodują „szczególne” bicie serca 57:25Z czym mierzy się Filip 61:03Największy zachwyt związany Klientomanią 67:24Fuckup Stories – czyli historie mrożące krew w żyłach 74:55Najbardziej stresujące momenty przy nagrywaniu podcastu 81:22Najzabawniejsze momenty w podcastach

Przydatne linki

Transkrypt

Dzień dobry, dzień dobry wszystkim, witam wszystkich Klientosłuchaczy oraz przede wszystkim witam naszych współpracowników, czyli Elę, Filipa i Arka. Do tej pory głównie słyszeliście mnie i Arka, natomiast w tle tego całego przedsięwzięcia są jeszcze dwie osoby, które dzisiaj dołączają do naszej dyskusji. No i właśnie chcielibyśmy najpierw poznać i troszkę zaktualizować informacje kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Może zacznijmy od naszego mistrza ceremonii od dźwięku – Filipie, powiedz kim jesteś, skąd się wziąłeś, czym się zajmujesz? 

Na co dzień jestem głosem Kilentomanii, który ludzie kojarzą z jingli i zapowiedzi. Dzisiaj ujawniam się jako aktywny rozmówca, który będzie opowiadał już nieco szerzej co się konkretnie wydarzyło, co i jak. Natomiast to nie jest moja główna działalność. Ja przede wszystkim zajmuję się pracą na pełen etat. Jestem liderem w jednym z polskich Contact center. W Klientomanii poza tym, że zajmuję się głosem jestem chodzącym montażem. To ja wycinam wszystkie eee yyy ohhh, aahhh, powoduję, że ludzie z nagrań często niemalże telefonicznych brzmią mam nadzieję tak, że da się tego słuchać, że jest ten podcast przyswajalny i jakość dźwięku nie przeszkadza, nie utrudnia w odbiorze tej części merytorycznej.

Ja myślę, że ilość i jakość tej pracy też wyrażona jest w liczbach, bo jak zobaczyłem w tych zapowiedziach naszych do odcinka ile Ty wykonałeś cięć, a ile jeszcze znaków z transkrypcji to tak naprawdę nie wierzyłem, że tego tyle jest.

Przygotowując się do tego jingla zapowiadającego odcinek sam się ciężko zdziwiłem. Później zacząłem się zastanawiać jakim cudem to wytrzymał sprzęt. Tam było 125 tysięcy cięć, które wykonałem na przestrzeni 60 odcinków, które montowałem, 10 tysięcy minut nagrań – to jest w miarę ok, w miarę realna liczba. Natomiast to, co mnie bardziej zaskoczyło to 276 milionów znaków napisanych przy okazji transkrypcji. Nawet próbowałem sobie to przełożyć na ilość klawiatur, którą powinienem zużyć to zakładając, że mamy brytyjski alfabet z 26 znakami to średnio by wychodziło po 10 milinów kliknięć na znak, a standardowa klawiatura ma trwałość 5 milionów.

To jeszcze musimy przeliczyć ile tomów musiałaby mieć książka prezentująca spisane odcinki podcastu od numeru 40-go?

Nie przeliczałem tego na tomy, ale na pewno bardzo gruba książka by się napisała, kto wie, czy nie swojego rodzaju encyklopedia. Biorąc pod uwagę czas, który spędziłem przy Klientomanii mogę być z siebie dumny, nie wiedziałem, że napisałem tyle znaków przez całe swoje życie.

Mogę powiedzieć, że napisałeś fantastyczną książkę. Filip, za chwilę do Ciebie wrócimy. Zapraszamy naszą Ulę Elę do wypowiedzi. Skąd się wzięłaś, czym się zajmujesz?

W Klientomanii jestem od samego początku, od pomysłu, chyba nawet od Wiednia gdzie to się wszystko zaczęło. Obecnie zajmuję się zawodowo digitalizowaniem procesów w firmie ceramicznej jednej z największych w Polsce. 

A jeśli chodzi o Twoją rolę w Klientomanii?

Na początku robiłam parę transkryptów, to były też moje początki, recenzowanie i przesłuchiwanie pierwszych odcinków i wrzucenie swoich uwag. A później doszło jeszcze zapraszanie gości. 

Czyli Ela jest naszym z jednej strony researcherem, ale z drugiej strony jest autorem najbardziej, spektakularnych, niemożliwych wręcz zaproszeń, które nasi goście przyjęli. O tym będziemy tez trochę mówić. Arku, zupdate’ujmy Ciebie. Kim jesteś, czym się zajmujesz? 

Z zawodu jestem dyrektorem, witam Państwa serdecznie. A tak na serio teraz pracuję w bankowości. Przez swoje życie zawodowe przewijam się na styku bankowości i IT, sprzedaży, marketingu, obsługi klienta. Jestem człowiekiem, który chciałby powiedzieć, że starzeje się godnie, bo ciągle rozumiem co się dzieje wokół mnie w tym świecie technologicznym i ciągle w tym chcę uczestniczyć. Taka jest moja wizja na następne 50 lat. 

No właśnie, bo Ty w tej Klientomanii jesteś współprowadzącym, czyli odpowiadasz za dużą część naszych rozmów, ale również rozmów z naszymi gośćmi. 

Przyznam, że kiedy to się wydarzyło, była to środa popielcowa i tego będę się trzymał. 

Ja twierdzę, że to były walentynki… 

To kiedyś jeszcze na ubitym śniegu zdążymy… Powiem tak, zaprosiłeś mnie, porozmawialiśmy, dzisiaj wracam do tego podcastu bodajże 40-go z pewną radością, ale i też z pewnym zażenowaniem, bo myślę, że wtedy Filip miał bardzo dużo roboty z ychami, achami itd. To taki mój pierwszy popełniony dłuższy występ publiczny przy mikrofonie i wtedy to najbardziej słychać, natomiast uważam, ze to, o czym wtedy rozmawialiśmy to był fajny temat, na czasie, dzisiaj chyba bardziej, jak w tym całym pędzie do cyfryzacji trochę nie zwariować i robić fajne rzeczy. A potem kiedy powiedziałeś, żebyśmy rozmawiali razem to też było ciekawe wyzwanie, uczyłem się jak to wszystko robić i potem kiedy gdzieś mi zaświtało w głowie, że właściwie też bym mógł kogoś zaprosić i z nim porozmawiać i zaczęło się. Tak naprawdę zrobiłem to, dostałem od Ciebie zielone światło i trochę się tu czasami szarogęszę. 

No i bardzo dobrze, że się szarogęsisz, dobre rzeczy robisz. Wszedłeś w tę historię. Dopowiem może od siebie jak się zaczęła Klientomania, bo właściwie ja jestem dumny z tej całej historii, ale ona chyba dawno nie wybrzmiała, ponieważ to jest taki odcinek porządkująco sentymentalny w związku z tym Klientomania zaczęła się jeszcze w czerwcu 2015 roku. Zaczęła się w Wiedniu podczas pewnej imprezy, na którą byłem zaproszony i spotkałem tam Piotra Merkela i spędziliśmy cały wieczór na wiedeńskiej Gloriette, to taki pałacyk, pawilon wzniesiony na górze z przepięknym widokiem i w zasadzie rozmawialiśmy o Klientach, o obsłudze klienta, o sprawach zawodowych, które nas interesują i stwierdziliśmy, że nagle zrobiła się północ, zrobiło się ciemno i warto to było kontynuować, a ponieważ ja byłem wówczas pod dużym wrażeniem podcastów, głównie Michała Szafrańskiego – on mnie ukształtował pod kątem tego jak to powinno wyglądać. Stwierdziłem w sumie to czemu nie? Czemu by nie zacząć rozmawiać ze sobą, a może przy okazji ktoś tego posłucha? No i tak trwa to do dzisiaj. Ja na co dzień zajmuję się tematami związanymi z obsługą klienta, budowaniem strategii, wspieraniem firm w zakresie organizacji tej komunikacji efektywnej pomiędzy marką i klientami także ta Klientomania jest jak najbardziej elementem bardzo spójnym z moim życiem zawodowym. Przejdźmy do kolejnego pytania historycznego. Filip, przypomnijmy skądś Tyś się wziął? To ciekawa historia, bo tym bardziej, że gdyby się zastanowić to my wszyscy w czwórkę spotkaliśmy się pół roku wcześniej na jednej imprezie i jeszcze o tym nie myśleliśmy, że to pójdzie w tym kierunku?

My naprawdę wtedy byliśmy wszyscy w tych ogrodach?

Na pasterce?

Nie w tych ogrodach, byliśmy na konferencji ZBP-u, Ty jako laureat konkursu, Arek jak współorganizator, a my jako tam wymądrzający się. 

Dobrze, że na to zwróciłeś uwagę. Myślałem przez moment, ze spotkaliśmy się na innym wydarzeniu, na którym Maciej widziałem Cię po raz pierwszy, ale nie mieliśmy wtedy linii styku – na gali rozdania nagród Telemarketera Roku. To było w 2016 roku.

Chcesz powiedzieć, że to było Finance Contact Center Forum? 

Tak. Wróćmy do naszej historii, bo to była dość niespodziewana historia. Wróćmy do tego jak to się stało, jak to wyglądała z Twojej perspektywy.

Ta historia powinna być opowiedziana z dwóch perspektyw, i z Twojej, i z mojej. Fajnie, że zwróciłeś uwagę na to, że byliśmy już kiedyś razem na imprezie kompletnie nieświadomi tego, że będziemy razem współpracować. Też okoliczności, w których my zaczęliśmy były kompletnie przypadkowe, bo spotkaliśmy się przy okazji jednego z projektów swoją drogą jako skutek tej konferencji ZBP. 

Tak jest, To były warsztaty. 

Były takie warsztaty, których byłeś współmoderatorem. Ja byłem uczestnikiem tych warsztatów no i wszystko elegancko, prowadziłeś tak, jak należy, było bardzo sympatycznie, polecam. Natomiast po samym zakończeniu tych warsztatów jako że one odbywały się w Warszawie, a ja jestem z Łodzi potrzebowałem wrócić do domu. I tak głośno, głośno o tym mówiłem i Maciej to usłyszał i uznał, że „to Cię podwiozę”. I się załapałem na darmowy transport za co bardzo dziękuję Ci dzisiaj. Maciej postanowił zabrać biednego człowieczka, który dzięki temu nie musiał tłuc się pociągiem z Warszawy do Łodzi. I od słowa do słowa zaczęliśmy sobie gadać a to o projekcie, a to obsłudze klienta. Ni stąd ni zowąd wyszło, że przy okazji przyznałem się, że edukowałem się z realizacji dźwięku, a Maciej powiedział „No co Ty?”. A ja mówię „no tak”. Od słowa do słowa Maciej stwierdził, że kogoś takiego w danej chwili potrzebuje, więc dzięki temu, że mieliśmy duża przestrzeń czyli te półtorej godziny z grubsza z Warszawy do Łodzi zdążyliśmy omówić cały świat i przy okazji umówiliśmy się, że być może w przyszłości będziemy współpracować jeżeli chodzi o realizację podcastu i to wiem, że kiedyś przy okazji 50 odcinka Klientomanii, w którym przytaczałeś tę historię też potrzebowałem trochę na to czasu – to fakt. Wziąłem sobie to zaproszenie głęboko do serca, postanowiłem jeżeli już to rozpocząć to rozpocząć to dobrze, więc cierpliwie gromadziłem sprzęt przez chyba półtora miesiąca. No i to ruszyło. Kompletnie z przypadku. Współpracowaliśmy w ramach kreatywnego zajęcia kompletnie niezwiązanego z dźwiękiem, tylko z przygotowaniem merytorycznym bardziej w sferze bankowości i dzięki zupełnie przypadkowej podróży rozpoczęła się ta współpraca. 

Ale musze powiedzieć, ze to trochę dzięki Arkowi, bo Arek tę konferencję zrobił. 

Nie, na tej konferencji Filip by był, bo ta konferencja działa się długo przede mną i tutaj całkiem inni tam byli duchowie byli tej konferencji. Myślę, że na tej konferencji Wy moglibyście się spotkać – pytanie, czy ja bym tam był.  

Ale Ty byłeś współorganizatorem, maczałeś w tym palce.

Tak, bo jak mnie gdzieś zapraszają, to staram się być współorganizatorem. 

Ja jeszcze wrócę do Filipa do tej mojej perspektyw. Ja w pewnym momencie faktycznie sobie pomyślałem, że bardzo głęboko sobie w serce wrzuciłeś, że zapomniałeś, a Ty w pewnym momencie napisałeś czy zadzwoniłeś „jestem gotowy”. I generalnie zaczynamy. Natomiast to, co było jeszcze bardzo ciekawe to jest to, że  2017 to był kryzys Klientomanii. Ja do tej pory właściwie sam składałem wszystkie te podcasty. Tak, jak umiałem. Mi zajmowało złożenie takiego pojedynczego odcinka około 8-16 godzin. Miałem swoją metodologię, która pewnie przez Filipa zostałaby wyśmiana, ale doskonale wiedziałem czego ja potrzebuję, żeby zdjąć z siebie, a z drugiej strony żeby ruszyć. I tak naprawdę pojawiły się dwie osoby, czyli w tym samym czasie Filip i Arek z przytoczoną historią o walentynkach,  kiedy ja się zapytałem, a on się zgodził. 

Jest prawda czasu i prawda ekranu, no.

Czyli rozumiem, że potrzebowałeś po prostu kilku bodźców na raz.

Potrzebne było nowe otwarcie z tego względu, że podcast Klientomania to zawsze była rozmowa. Jest to dla mnie bardzo duże wyzwanie, żeby prowadzić monologi, rozmawiać sam ze sobą, albo ze słuchaczami, ale jako gadająca głowa i zdecydowanie wolę kogoś do kogo mogę mówić, z kim mogę rozmawiać. No i w momencie, kiedy Piotr musiał zrezygnować to właściwie był taki prawie roczny kryzys. A Arek wydał mi się optymalną osobą ze względu na to, że to jest osoba, z którą co do zasady się nie zgadzamy i ja się w tej chwili dosyć źle czuję, bo Arek za często się zgadza ze mną w pewnych kwestiach. Natomiast faktycznie mieliśmy sporo takich kontrowersji, nie?

Po minie Arka widać, że to są tylko pozory. 

Słuchajcie, nawet ten dzisiejszy podcast zaczął się od niezgadzania się i w jakiś sposób musimy sobie podnieść poziom. A propos niezgadzania się to rzecz jest taka, że prezentujemy czasami różne spojrzenia na pewien temat i to jest mam nadzieję wartością dla ludzi, którzy nas słuchają. Nie musimy w sposób taki uzgodniony wcześniej zajmować pozycji kto jest adwokatem diabła, a kto nim nie jest. Często to wychodzi z tematu, który jest. Jeżeli Maciej ten temat czuje bardziej i jest obrońcą wiary na tym białym rumaku z tarczą no to ja automatycznie bardzo chętnie wchodzę w spór zbiorowy. Z drugiej strony jak Maciej czuje, że gdzieś ja stąpam po takim gruncie, gdzie on może pode mną kopać dołki no to to robi i to są takie moim zdaniem zdrowe zasady, bo nie robimy to po to, aby sobie zrobić krzywdę. Robimy to po to, aby się przekonać do różnych swoich racji, jak ci, którzy nas słuchają, myślę, że potem doceniają, że na koniec gdzieś tam wspólnie znajdujemy płaszczyznę porozumienia. Natomiast tak, jest dużo takich różnych emocji. Trochę z podejścia do pracy. Maciej, kim Ty jesteś z wykształcenia? Humanista czy taki bardziej technokrata?

Jestem magistrem od fikołków. 

No a ja jestem technokratą i może tu nam się czasami tak – bo Ty chciałbyś czasami elastycznie przeskoczyć, a ja bym sobie to jednak poukładał w paru punktach i czasami nawet potrzebuję listę z rozkazami zrób to, to i to. 

Czemu mam wrażenie, że jest odwrotnie? Powiedziałeś piękne dwie definicje pasujące do Was, ale odwrotnie.

Ja będę tutaj strażnikiem naszej agendy. Kolejne pytanie, które mam do Was – czym dla Ciebie jest Klientomania? Ale w dwóch wymiarach. Jako projekt i jako nazwa własna. I zacząłbym od tego pierwszego, czyli jako projekt. Elu, czym dla Ciebie jest w ogóle Klientomania jako projekt? Jak Ty go w ogóle widzisz, jak Ty go postrzegasz?

Dla mnie zawsze był miejscem poznawania nowych osób i nowego spojrzenia. Wyszukiwania nowej definicji rzeczy, której nie jesteśmy w stanie sami nazwać albo znaleźć. Jednak jeśli skorzystamy z rozmowy z kimś to ona powstaje i jest kompletna. 

Arek? Czym jest dla Ciebie Klientomania jako projekt? 

To jest bardzo dobre pytanie, proszę o następne. Jako projekt to jest chyba takie miejsce, trochę bym musiał powtórzyć to, co powiedziała Ela. Takie miejsce, które daje szansę na porozmawianie z ciekawymi ludźmi na ciekawe tematy, na które był normalnie nie miał czasu. A do tego zarejestrowanie tego i podzielenie się ze światem. A jak się okazuje, że jeśli ze swoim gościem zrobimy coś fajnego albo my zrobimy i to jeszcze idzie w świat i potem Ty czasami podajesz statystyki odsłuchań to w ogóle jakoś tak wtedy to serce rośnie, że się zrobiło coś fajnego. Zostawiło to nie tylko ślad węglowy po sobie. 

Albo jak właśnie słyszcie, że ktoś z tego korzysta i na tym się uczy.

Albo jako rozmawiasz przez telefon, a ktoś „przepraszam, przepraszam, czy Ty jesteś ten Arek z Klientomani? Po głosie Cię poznałem!”. 

Klientomania faktycznie powstała tylko i wyłącznie z jednego powodu – żeby pogadać. Tam nie było żadnego planu biznesowego, żadnego planu monetyzacji tego ani nic. To był po prostu forma tego, żeby pogadać ze sobą, z gośćmi, żeby poznawać ludzi. Fajnie, że Wy tak to w tej chwili też postrzegacie. Filip, a czym dla Ciebie jest Klientomania jako projekt? 

Złotym środkiem. Ty mi to dzisiaj przypomniałeś. Tym, że nagrywamy 100 odcinek. Jak jeszcze przeglądałem agendę to przypomniało mi się a propos tej historyjki, kiedy się spotkaliśmy, kiedy odbywaliśmy tę podróż z Warszawy do Łodzi. Kiedy ja się chwaliłem, że kończyłem realizację dźwięku to przy okazji sam byłem świadom tego, że jestem dźwiękowcem w stanie spoczynku. Zakończyłem tę edukację i faktycznie losy moje potoczyły się w taki sposób, że nie byłem w stanie kontynuować tego w zawodzie. Owszem, miałem jakieś epizody czy to w studio nagraniowym, ale koleje losu spowodowały, że gdzieś tam mnie „uwiązał” etat i sam się nawet zastanawiałem, stałem przed dylematem, że to ja, człowiek po szkole muzycznej, gdzieś tam artystyczna dusza i jednocześnie realizacja dźwięku… Jak się to ma do tego, że pracuję w tej chwili w branży bankowej i to mało tego, zdarzyło mi się parę lat temu być w tym najlepszym w Polsce i w tej chwili jeszcze poszedłem w ścieżkę dosyć menedżerską, że opiekuję ludźmi, dążymy do jakiegoś określonego celu i w tych strukturach korporacji wobec których zwykle dusza, która ma ochotę być artystyczna, wolna, stoi w sprzeczności i najchętniej ominęłaby to najszerszym możliwym łukiem. Zastanawiałem się, czy jest szansa pogodzenia tej rzeczywistości w jakikolwiek sposób i to Klientomania jest tym, co mi daje. Mogłem powrócić do tego, co lubię poza moją główną sferą zawodową, którą zajmuję się w tej chwili. Mogę zająć się z dźwiękiem, z przyjemnością odświeżyłem sobie tę wiedzę, mogę się pochylić nad jakimś montażem albo jeszcze porobić sobie dzięki temu inne rzeczy, które poza Klientomanią chętnie sobie pogrzebię jeśli chodzi o dźwięk i tym samym łączę zarówno tę sferę taką miękką, artystyczną, może bardziej dźwiękową, do której jest mi blisko ze sferą korporacyjno-obsługowo klienta, bo też w obsłudze klienta pracuję jeżeli chodzi o bankowość, którą daje Klientomania pod względem merytorycznym. To się pięknie nawzajem uzupełnia, czyli nie dość, że robię to, co lubię, czyli montuję dźwięk, coś powiem do mikrofonu, jest sympatycznie, to jednocześnie wchłaniam jakąś wiedzę, która swoją drogą jest mi przydatną w robocie na co dzień. To się cudownie wypełnia. Daje mi szersze spojrzenie, czyli nie jestem tylko w organizacji, w której się znajduję i widzę tylko horyzont tylko tego, co znajduje się tam, tylko mam ogląd nieco większy. Stąd jakbym wymieniał odcinki, które najbardziej mi się przydały to siłą rzeczy byłyby te odnośnie bankowości. Ze względu na ten dualizm realizacji dźwięku merytoryki z którą pracuję codziennie.

Bardzo mnie cieszy ta perspektywa. Długo zastanawiałem się czym jest dla mnie Klientomania i w ogóle w tej chwili przy wymianie strony internetowej na przełomie roku stworzyłem pewną definicję Klientomanii, za chwileczkę do niej dojdziemy. Natomiast powiem Wam, co odkryłem, jeśli chodzi o to, czym jest dla mnie Klientomania, bo ona się stała w pewnym momencie rutyną. Kiedyś opowiadałem taką historię, ze byłem na takim spotkaniu podcasterów i padło takie pytanie „co by się musiało stać, żebyście przestali nagrywać podcast?”. I wszyscy, którzy tam byli, a były to osoby, które dopiero zaczynały, stwierdziły, że kiedy przestanie im to sprawiać frajdę. Ja mówię kurczę, czy mi to sprawia frajdę? Czy mi sprawia frajdę prowadzenie tego podcastu? To był taki moment, kiedy stało się to pewną rutyną, bo to już jest dosyć rozpędzony pociąg, jest to pewna machina, która jest. Ustaliliśmy sobie prawie 6 lat temu ten rytm dwutygodniowy i staramy się go dotrzymywać, także my już zajmujemy się pewną produkcją. Natomiast to, co mnie zdziwiło to, zawsze mi się przypomina taki film z Meg Ryan i Tomem Hanksem Masz Wiadomość. Tam padło coś takiego, że ojciec chrzestny to jest taka odpowiedź na wszystko. Mam wrażenie, że Klientomania staje się taką odpowiedzią na wszystko. Podczas różnego rodzaju spotkań, rozmów, jeżeli ktoś słucha Klientomanii to sam wskazuje „a, bo o tym mówiłeś, rozmawiałeś ze swoim gościem w odcinku takim i takim”. Jeżeli nawet mam spotkanie to mogę wytłumaczyć jakąś tam rzecz, ale mogę równie dobrze odnieść do odcinka „a o tym znajdziesz więcej w tym i w tym odcinku”. Więc te 100 odcinków już na dzień dzisiejszy te historie, które gdzieś opowiadali nawet nasi goście, wypełniają potężną przestrzeń wiedzową, którą faktycznie można wykorzystać i to mnie cieszy, że ludzie faktycznie potrafią coś zbudować na tym podcaście na podstawie tej wiedzy i że faktycznie staje się takim ojcem chrzestnym, jing i jang, że wszystko możemy tam znaleźć.

Maciej, był taki moment, zwłaszcza na początku rejestracji Klientomani, kiedy trafiło się kilka odcinków, które niesamowicie pomogły mi w warsztacie mojej pracy. To może zabrzmi jako taka reklama, ale tak serio. Swoją drogą na tym etacie popchnęło to do przodu. Potwierdzam to, co mówisz. 

To się nazywa lokowanie produktu

Autoreklama

Jest jeszcze drugi taki wątek, z którym tak naprawdę ja miałem problem przez 6 lat. To jest to, jak nazwać, czym jest, bo znowu Klientomania to jest w ogóle pewien kontekst, o którym tez warto opowiedzieć, ale Ela, jak Ty w ogóle widzisz Klientomanię jako nazwę? Jak Ty ją rozumiesz? 

Każda rozmowa otacza klienta. To jest cała definicja, która mówi o tym czym jest Klientomania. 

Ok, Filip?

Klientomania to taka klientocentryczność, tak to odbierałem od samego początku. Co jest ciekawe, bo zwróćcie uwagę, że w Klientomanii mówicie o kliencie, który jest jednocześnie wielkim nieobecnym. O centrum, którego nie ma. Śmieję się, bo w sumie rzadko kiedy zdarza się, że to klient ma szansę się wypowiedzieć. Chyba, że mówimy o tych fragmentach czym zachwycił Cię świat, kiedy opowiadaliście o swoich przygodach klientów. Natomiast Klientomania – wszystko związane z klientem, jak go zaopiekować nawet dużo szerzej niż on sam pomyślałby niż jest opiekowany. 

Ok, chociaż pamiętam, że Arek jest autorem takiego bardzo dobrego stwierdzenia, które ja sobie zaadaptopwałem czyli zróbmy to wystarczająco dobrze. Arek, jak Ty widzisz Klientomanię. 

Wiesz co, na początku jak zacząłem w tym być to trochę się zamknąłem na pewien obszar, że Klientomania, czyli proces obsługi klienta, ale w rozumieniu już pozyskanego. Trochę być może przez to, że Cię znałem, wiedziałem czym się zajmujesz i trochę tak sobie zaszufladkowałem. Ale potem jak już pozwoliłeś mi się bardziej rozpychać to zacząłem się rozpychać w takim obszarze, że są też pewne elementy, które są przed tym nim ktoś się stanie naszym klientem. I dlatego stąd moje pomysły dotyczące tego, żeby więcej porozmawiać o sprzedaży, o marketingu, czyli o tych wszystkich elementach, które powodują, ze ktoś zostaje klientem danej instytucji, a tak naprawdę te tematy cyfryzacji, bo Ty sam już zacząłeś temat w 2016 odcinek czy jesteśmy gotowi wtedy na cyfrowę kanały, ale też ta cyfryzacja czy automatyzacja, bo ona też jest elementem, który ma służyć do tego, żeby tego klienta było można pozyskać lepiej, a potem można było lepiej go obsłużyć w taki właśnie sposób wystarczająco dobry. Żeby się nie napinać nie wiadomo jak, tylko zrobić to tak, żeby klienci byli zadowoleni, a na pewno nie czuli się oszukani. Dla mnie to jest tak, jak zostało powiedziane, taki właśnie element, który składa się z kilku warstw jak Shrek i one wszystkie po prostu są ważne. Nie ma czegoś, co jest mniej ważne. Jeżeli na którymś popełnimy błąd, to on się nam odbije prędzej czy później.  

W ogóle historia Klientomanii jako nazwy jest też dosyć ciekawa, bo kiedy startowaliśmy z tym podcastem to można powiedzieć, że przez 10 odcinków, czyli przez dobre 4-5 miesięcy on nie miał nazwy, nie miał swojego imienia. Jak dla mnie też sytuacja niezwykła, bo ja zazwyczaj tego typu projekty to ja muszę mieć piękne logo zrobione, musi być nazwa, a tak naprawdę wtedy, kiedy wypuszczaliśmy pierwszy odcinek to ten podcast nie miał nazwy. On miał taką nazwę tymczasową Podcast Forum Call Center, nim się posługiwaliśmy i szukaliśmy dobrej nazwy i ta nazwa przyszła mi, pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Skręcałem z mostu Rocha do parku idąc do domu i tak myślałem, myślałem, myślałem i nagle wpadło mi Klientomania. Nie wiedziałem skąd, zanim doszedłem do furtki to przescrollowałem Internet, zarezerwowałem domenę, ale wiedziałem, że coś mi to mówi. I okazało się, że faktycznie to coś, co mi mówiło to jest to, że na kilka lat wcześniej byłem na konferencji podczas której było coś właśnie z tą Klientomanią. Okazało się, że Netia miała taki program, dzisiaj byśmy powiedzieli CX-owy, czyli mający na celu lepszą obsługę klienta. To była taka Klientomania. Potem faktycznie nawet Piotr był w Netii na jakimś spotkaniu i pokazywał, że u nich do wtedy myślę, ze do dzisiaj też, jest nawet pokój, który się nazywa Klientomania, taki pokój spotkań. Minęło już wiele lat, Netia się nie upomniała na to, zresztą ja zweryfikowałem, że ta nazwa w żaden sposób nie była zastrzeżona, nic z tych rzeczy. W związku z tym stworzyliśmy można powiedzieć fajną markę, ludzie też zaczęli się odzywać, którzy byli związani z tym projektem i bardzo dobrze go wspominali. Także była to fajna rzecz. Natomiast tak naprawdę my nie do końca wiedzieliśmy – to była fajna nazwa, ale czym to jest ta Klientomania dla nas, to się rodziło, kształtowało przez wiele lat, można powiedzieć i próbowaliśmy jakoś to nazwać, pamiętam, że Arek chciał to nazwać, że wszyscy jesteśmy klientami, próbowaliśmy nawet te jingle, doktora Piekota przecież angażowaliśmy do stworzenia jakichś claimów dla Klientomanii. Sprowadziło się do tego, że jesteśmy rzetelni no i to ok, ale to już nie starcza. Ubrałem to w definicję, którą opublikowaliśmy na przestrzeni roku, zę jest to silne, niemalże chorobliwe zainteresowanie klientem, jako stroną relacji z marką, zamiłowanie do poznawania zależności rządzących światem klienta, konsekwentne dążenie do tworzenia rozwiązań zgodnych z rzeczywistymi i aktualnymi potrzebami klientów. Mam nadzieję, że to jest taki stan, ten opis opisuje to wszystko, o czym mówimy. Z jednej strony klient, który jest w centrum, ale z drugiej strony już odejście od takiego tematu, że zajmujemy się tylko obsługą klienta. Że ten klient jest różny, że ten klient ma swoje cechy, zainteresowania, ze żyje w jakimś świecie, że tak, jak Ela w tej chwili zgłębia ten temat różnych trendów  i to wydaje mi się taka definicja, w którą ja bym poszedł.

Szczęśliwej drogi. 

No oby wspólnie.

Wszystko to, co powiedziałeś fajnie, tylko trudno sobie z tego tatuaż zrobić. Musisz to jednak sparafrazować. 

Myślisz, że..? 

Nie no, jak Harley Davidson, któregoś dnia spotkamy ludzi na ulicach z myślą przewodnią i logo Klientomania. 

Póki co pozostaje to traktować jako paciorek przed snem.

Arek, jak się czujesz? Po 100 odcinkach? Ty po 60, ale jak się czujesz w ogóle? 

Wszystko dobrze? 

To niedyskretne pytanie, nie wiem, co mam odpowiedzieć. 

No bo mówisz, ze z tyłu masz Marihuanę.

Z tyłu mam rośliny zielone, które dotleniają pokój. Na pewno dla mnie jest to element fajnego doświadczenia, które spowodowało, ze musiałem zweryfikować swoje różne umiejętności mówienia i to jest taka fajna rzecz. Zawsze wiedziałem, że nie mam nic do powiedzenia to powinienem zamykać buzię i Klientomania mi to jeszcze bardziej uzmysłowiła, to taki element warsztatu. Kolejna rzecz to znowu takie, ja się zawsze śmieje, że zostałem handlowcem, bo byłem nieśmiały z natury i jest to dla mnie kolejny element przesuwania granicy, bo muszę czasami zadzwonić do ludzi, których nie znam. Po prostu wiesz, gdzieś ich zobaczyłem na LinkedIn, gdzieś ich usłyszałem i twierdzę, że no dobra, spróbuję. Jak nie spróbuję to nie będę wiedział czy to się uda. I z reguły to się udaje. Nie zdarzyło mi się, żeby mi ktoś odmówił. Ciekawym doświadczeniem jest to, że w całym tym procesie nagrywam rozmowy z ludźmi, którzy czasami są na drugim końcu świata. Wojtek Bolanowski w Bahrajnie, Marek Zmysłowski na Dominikanie. Rozmawiamy, Filip potem pewnie w pocie czoła dokłada starań, żeby to wszystko brzmiało i brzmi, więc to jest fajny element. A kolejna rzecz dotycząca tych rozmów biznesowych to chyba to, co we mnie a propos uczuć – poczułem, że muszę jeszcze zrobić coś więcej stąd zrobił się pomysł na nasz inny projekt, czyli To Zależy. Bo trafiają się ludzie i czasami z nimi rozmawiamy, oni mają jakieś pasje, coś takiego i nie pasuje to trochę do rozmowy w Klientomanii, bo nie na ten temat tam rozmawiamy i teraz tych ludzi można wyciągnąć na bok i w innej przestrzeni z nimi fajnie porozmawiać, to jest przykład Gosi Piaseckiej, Cuidadosa, gdzie w trakcie wyszło, że ona gra Capoeirę, no to już mamy temat do odcinka optymistycznego i rozmawiamy na temat co to znaczy grać Copoeirę. 

Ela, jak Ty się czujesz? 

Ja pamiętam te 100 odcinków, te wszystkie emocje. Od euforii, po zniechęcenie, frustrację, tu jest cały przekrój wszystkich. 

Czyli jesteś gąbką, która to gdzieś wchłania, czy aparatem, który robi zdjęcia z boku? 

Na początku byłam gąbką, a teraz stoję obok i przyglądam się temu, a czasem muszę po prostu potrząsnąć i popchnąć co przodu. 

Filip? 

Czuję się taki bardziejszy. 

Bardziejszy? 

Zdecydowanie jestem dużo bardziejszy niż przedtem. Znowu na tych dwóch płaszczyznach – i jeżeli chodzi o kwestie dźwiękowe i odnośnie obsługi klienta. Jeżeli chodzi o obsługę Klientomania dała szersze spojrzenie na rolę obsługi klienta, gdzie ten klient jest i jakie technologie, jakie narzędzia mamy do dyspozycji, jak można to ugryźć z różnych stron. To ułatwia zrozumieć swoją rolę w świecie klienta, świecie obsługi klienta i każdy następny odcinek, który się pojawia to koło obsługi klienta cały czas uzupełnia o jakiś element, to się staje coraz bardziej pełne, szczegółowe, to od strony merytorycznej. A bardziejszy jestem od strony technicznej. Ja nie wiem na ile jest to tylko działalność z mojej strony, może ktoś jeszcze ze słuchaczy to usłyszy, ale stopniowo te odcinki ewoluują jeśli chodzi o jakość. Na przykład to jak słyszycie Macieja i Arka – oni nagrywają od dłuższego czasu w podobnych warunkach i praktycznie każdy odcinek zawiera jakieś drobne usprawnienie. Dało mi to taki fajny warsztat, takie usprawnianie bardzo małymi krokami, więc okazuje się, że znalazłem dużo, dużo ciekawych myków, które można zastosować, żeby było jeszcze lepiej, jeszcze przyjemniej. 

To tylko nie mówmy Filipowi, że tylko on słyszy te jego poprawki. 

Spoko, kiedyś się z tym spotkałem… 

Dla mnie jeszcze jedna rzecz, która zmieniła Klientomanię na przestrzeni 100 odcinków to jest to, że przestała być zachowawcza. To dlatego, że Arek przyszedł i zmienił jej postrzeganie.

Arek, Ty rozbójniku… 

Ale co znaczy zachowawcza? 

Ona była poukładana w kostkę. 

Czyli co? Że ja byłem zachowawczy, tak? 

Tak, czasem było ąę pod linijkę. 

No tak, bo w sumie nawet Arek sam mówi, w którymś odcinku opowiadałeś, że jak ja siadam przed mikrofonem to włącza mi się tryb, nie pamiętam jak go nazwałeś, ale specjalny tryb. 

To akurat sobie omawialiśmy w To Zależy, kiedy rozmawiałem z Tobą odnośnie nagrywania podcastu i jeszcze był komentarz mojego kolegi, który wysłuchiwał Klientomanię od kuchni. Powiedział, że mógłbyś być angielskim lordem, czasami ten spokój, który z Ciebie bije, to opanowanie, ten tembr głosu powoduje, że on zastanawia się czy się nie pomodlić. 

Nie wiem czy ja to lubię…

Pamiętam ten odcinek To Zależy jak nagrywaliśmy z Tobą, to Ty nawet tam jesteś fajnie zirytowany jak ja zaczynam Cię ciągnąć za jakiś język żebyś wyluzował, a Ty „ale przecież nie będziemy o tym rozmawiali jak Ci się coś nie nagrało na mikrofonie”. I w tym momencie Maciej pękł i zaczęła się już całkiem fajna rozmowa. Wrzucił się luz, był już uśmiech w głosie Macieja, także chyba to o to chodzi, o taką zachowawczość. To jest fajny styl, jak najbardziej poprawny natomiast sami wiemy, że czasami trzeba wyjść poza pewne ramy, bo się sami usztywniamy. Klient nie jest taki pudełkowy – nawet kostkę Rubika można ułożyć na kilka sposobów, czy nawet naście. 

A ja Wam powiem taką rzecz, uwaga… 

Będzie ostro. 

Ponieważ jesteśmy w Łodzi, przynajmniej w 75%. 

Chyba Wy.

To może będzie tak unicornowo. Łódź jest stolicą jednorożców. Ja Wam chcę powiedzieć a propos jak się czuję, to czuję się dobrze. Czuję się szczęśliwy, cieszę się, że jesteście, że doszliśmy do takiego momentu, kiedy faktycznie to działa i ze każdy odnalazł w tej Klientomanii coś dla siebie i potrafimy trochę równolegle po turkusowemu prowadzić. To nie musi być jakiś projekt, który jest bardzo sztywno zorganizowany, tylko tak naprawdę pchamy go do przodu i myślę, że odnajdujemy w tym taką satysfakcję. Ja wiem, że sam bym nie pociągnął tego, dlatego mówię, że czuję się bardzo szczęśliwy z Wami. I, no. I tak się zrobiło… łzawo. 

A propos turkusu to już na tę nową setkę mam gościa, z którym porozmawiam na ile turkus jest turkusowy, a na ile trzeba go przeplatać czerwienią. 

To jest ciekawy temat, jest w nim mnóstwo kontrowersji i pytań. Chciałbym jeszcze jedną rzec zapowiedzieć. Mówiliśmy, że Klientomania jest rozmową, Ela powiedziała, że jest możliwością poznawania nowych ludzi. Dla mnie to jest też elementem w ogóle zdobywania wiedzy, bo wydaje mi się, że my podchodzimy do tych naszych rozmów z ciekawością. To jest bardzo istotne, ze to nie jest na zasadzie tego, że my zapraszamy gości, tylko my tych gości zapraszamy z pewną intencją. Myślę, że w Klientomanii można spotkać gości, których nigdzie indziej się nie spotka, bo miałem takie założenie, że to my jesteśmy tymi, którzy najpierw zapraszają, a potem inni zapraszają naszych gości. Przede wszystkim to jest to, że faktycznie można rozszerzyć swój zakres wiedzy czy wręcz światopogląd.

A propos tego jak roTo jest ciekawy temat, jest w nim mnóstwo kontrowersji i pytań. Chciałbym jeszcze jedną rzec zapowiedzieć. Mówiliśmy, że Klientomania jest rozmową, Ela powiedziała, że jest możliwością poznawania nowych ludzi. Dla mnie to jest też elementem w ogóle zdobywania wiedzy, bo wydaje mi się, że my podchodzimy do tych naszych rozmów z ciekawością. To jest bardzo istotne, ze to nie jest na zasadzie tego, że my zapraszamy gości, tylko my tych gości zapraszamy z pewną intencją. Myślę, że w Klientomanii można spotkać gości, których nigdzie indziej się nie spotka, bo miałem takie założenie, że to my jesteśmy tymi, którzy najpierw zapraszają, a potem inni zapraszają naszych gości. Przede wszystkim to jest to, że faktycznie można rozszerzyć swój zakres wiedzy czy wręcz światopogląd.zmowy z gośćmi – myślę, ze wartością naszych gości jest to, że my robimy pewien scenariusz. To są najczęściej zagadnienia, to, czego się nauczyłem od Ciebie, że robimy pewne zagadnienia, które chcemy poruszyć. Czyli gość ma komfort, bo wie, do czego się przygotować i o czym będziemy rozmawiali. Natomiast myślę, że największą wartością jest, że my w trakcie tej rozmowy pokazujemy, że my słuchamy tych gości. Czasami pojawiają się wątki, których my nie przewidzieliśmy albo oni sami tez nie przewidzieli, że opowiedzą, a my potem staramy się wykorzystać, pociągnąć ten temat. Jeżeli widzimy, że on jest ciekawy czasami jakoś spuentować, zrobić klamrę i mnie najbardziej cieszy, że kiedy wysyłam taki odcinek do autoryzacji i ktoś do mnie dzwoni i mówi „Jeeeeezus, ja nie wiedziałem, że ja tyle powiem, że to są takie tematy, że Ty tu to wyłapiesz, to jest super”. To jest taka radość, którą mam, że nie tylko gadam, ale to są dowody, że potrafię słuchać. 

Dopowiem, że jest taka dosyć charakterystyczna sytuacja, bo czasami spotykamy się z ludźmi, którzy mają swoje sekretarki, asystentów, kogoś takiego. Zazwyczaj te osoby pośredniczą w umawianiu z tymi osobami i za każdym razem one konsekwentnie umawiają swoich szefów na wywiad. A ja mówię, że to nie jest wywiad, to jest rozmowa. Pewne osoby nie są przyzwyczajone, ze tego typu format jest rozmową, zwykłą rozmową ludzką, gdzie mamy pewne zagadnienia, ale od początku uprzedzamy, że może pójść w prawo, w lewo i możemy zaraz po pierwszym pytaniu wyrzucić naszą agendę do kosza, bo my rozmawiamy jak ludzie. Przynajmniej wydaje mi się, że to jest wartością i też wraca, jak Arek mówi, bardzo poważni ludzie z „Ty, ale to była fajna ta rozmowa”. Że to nie było takie udzielenie wywiadu, tylko to była faktycznie taka ludzka ta rozmowa. 

Mnie cieszy, że na te kilkanaście rozmów, które ja przeprowadziłem nie zdarzyło się ani razu takie odrzucenie albo mocna ingerencja. Takie drobne ingerencje, bo ktoś powiedział za dużo i wolałby, zęby to nie wybrzmiało, bo robi jakiś projekt i został wyciągnięty na temat, który nie chciał, żeby stał się publiczny. Często są to niewielkie ingerencje i musze odsłuchać i staram się Filipowi dostarczyć, ze to jest między taką a taką minutą z sekundami żeby wiedział, gdzie swój skalpel przyłożyć i zrobić ciach. 

Może porządkując, mówisz o tym i też mamy taką przyzwoitość. My w zasadzie nie musimy autoryzować tych rozmów, natomiast robimy to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że szanujemy naszych gości i chcemy im dać taką przestrzeń, żeby oni wiedzieli co idzie w świat. Ale druga to jest to, że czasami ktoś coś chlapnie. Ja pamiętam cały czas rozmowę z Nikodemem, gdzie Filip mi w pewnym momencie przysyłał i mówił mi, że w tej rozmowie jest takie coś i czy to na pewno ma pójść? 

Ale co jest ciekawie to Wy to zrozumieliście inaczej niż miało być intencją Nikodema Krajewskiego. Ale faktycznie spowodowało, że jeżeli masz pewne doświadczenia to pewne rzeczy mogą być użyte przeciwko Tobie albo inaczej zrozumiane. Szybka rozmowa z Nikodemem, Nikodem wyjaśnił o co chodzi, ale stwierdziliśmy, że jednak wytniemy ten fragment, bo może jednak budzić pewne kontrowersje, bo tak jak wiemy. 

Chodziło o to porównanie? 

Tak. Tym bardziej, ze Nikodem nie krył, że zajmował się kiedyś mocno branżą rozrywkową dla dorosłych patrząc jak dobrze robiony jest streaming. 

Kiedy się przygotowywaliśmy, mieliśmy taką burzę mózgów dotyczącą tego o czym będziemy rozmawiać, to ten punkt wzbudził największe emocje, ale jako organizator postanowiłem przy nim zostać. Moje TOP 3. Chciałbym Was zapytać o trzy odcinki, nie te, które uważacie, że są najlepsze, ale z którymi wiążą się jakieś szczególne wspomnienia, być może właśnie emocje? Coś, co zapamiętaliście najbardziej. Zacznijmy może od Filipa. 

Patrząc po agendzie, którą będziemy przechodzić…. 

Już wiesz, gdzie będą cięcia! 

…jak sobie myślę, że mam nie dawać swojego TOP 3, bo najbardziej przebiło mi serce, ale co mi zostało w pamięci to możemy odłożyć na później, bo jeszcze trochę przed nami. Spójrzmy na to ze strony mojej pracy, czyli mam pewne spostrzeżenie jak sobie myślałem o tym, o czym powiem. Było kilka odcinków, przy których szczególnie się nie narobiłem, z bardzo leniwego punktu widzenia. To pokrywa się z powiedzeniem, które kiedyś usłyszałem, że człowiek poetą się rodzi, a mówcą się staje. Jest w tym dużo prawdy, że mówić trzeba umić. Arek, na podstawie tego, co mówiłeś wcześniej też się z tym zgodzisz, że Klientomania Cię nauczyła tego, kiedy trzymać buzię zamkniętą. O ile większość jak nie wszyscy, bo to byli naprawdę nieprzypadkowi ludzie w Klientomanii z dużą wiedzą mieli czym się pochwalić, wiedzieli co mówią, mieli swój plan na rozmowę, widać było, ze naprawdę są w tym obeznani to jednak były trzy przykłady, w których wystąpili ludzie, którzy nie tylko mają pewien zasób merytoryczny wynikający z tego, co robią, ale dodatkowo jest to czymś, czym oni zajmują się na co dzień, czyli element mówienia jest kluczowy dla ich pracy. Przypomina mi się Tomasz Piekot – to był jeden z pierwszych odcinków i on postawił bardzo wysoko poprzeczkę jeżeli chodzi o formę wypowiedzi o jakość tego języka, jak się słucha, jednoznaczność wypowiedzi, prostotę komunikacyjną, że choćby mówił o fizyce kwantowej to zrozumiałby go każdy, dotarłby do wszystkich. Marta Jeż – tu zasługi są dwie. Nie dość, że występuje publicznie, więc umie mówić, umie zainteresować ludzi to jeszcze robi to szczególnie dobrze ze względu na zawód, którym jest… 

Jest logopedą. 

Ale ona ma jeszcze specjalizację dotyczącą wystąpień związanych z mediami. To się jakoś nazywa. Trzeci, żeby nie było, ze odnoszę się do starszych odcinków. Arek, rozmawiałeś z takim człowiekiem, który kiedyś był albo nadal jest rzecznikiem prasowym banku. 

Rozmawialiśmy na temat CSR, Bałtycka Odyseja. 

Na temat przygody związanej z przejściem wzdłuż Bałtyku i zbieraniem śmieci. 

Też będę go miał w To Zależy, bo na co dzień jest korespondentem radia.

I to mogę powiedzieć, że jak szacowałem sobie, bo te 125 tysięcy cięć z zapowiedzi to nie jest tak, ze ja siedziałem przez miesiąc i liczyłem każde cięcie i przyjąłem pewien szacunek oparty między innymi na tym, że średnio w minucie podcastu, dam widełki od 12 do 15 cięć na minutę. To jest moja praca, która przekłada się na płynność Klientomanii. W tym odcinku z CSR wykonałem 3 cięcia przez cały odcinek. 

Wiem o czym mówisz, montowałem część odcinków To Zależy i wiem ile trzeba dołożyć atencji żeby to dobrze przyciąć żeby to wszystko dobrze brzmiało i faktycznie z szacunku dla naszych gości, żeby oni dobrze brzmieli w tej strefie publicznej. 

Tak, to nie ujmuje kompetencji żadnemu z gości, tylko rzeczywiście zwracam uwagę na to, że ludzie, którzy są zawodowymi mówcami z mojej perspektywy człowieka, który to montuje dają mi dużo ulgi i przyjemności.

Elu Droga… 

Może nie mam trójki, ale są dwa podcasty, które mi utknęły. Pierwszy to pierwszy gość, którego zaprosiłam, czyli dr Blikle, czym zaskoczyłam Macieja, bo stwierdziłam czy nie chciałby porozmawiać. On tak na mnie spojrzał dziwnie, po czym po godzinie przychodzę, że masz umówioną rozmowę i nie mógł w to uwierzyć. A drugi to jest jeden z niedawnych podcastów, gdzie odkryłam mojego byłego dyrektora na nowo, Michała Drożdża, w jaki sposób on tworzy produkty. Dla mnie to pokazało go w zupełnie innym świetle. Pracując z nim już praktycznie dwa lata nie wiedziałam, że obok siebie mam tak niesamowitą osobę.

A to fakt, z Michałem to była taka dosyć ciekawa sytuacja, bo Ela już dawno proponowała rozmowę, że jest taki ciekawy i w sumie ja go zaprosiłem do tej rozmowy przy okazji pewnego projektu, który akurat robiliśmy dla tej firmy, ale wcześniej usłyszałem zupełnie przez przypadek w jego podcaście Produktowcy, gdzie on opowiedział historię swoją zawodową, skąd się wziął, jaką drogę wybrał… 

To jest podcast serowarów? Produktowcy?

Czemu serowarów? 

Produkt-owcy – mleko – ser. 

Owfcowanie to jest zdobywanie uprawnień do sprzedaży ubezpieczeń. 

A Mannowce to są owce, które wyglądają jak Wojciech Mann. 

Arek, wiem, że pytanie jest bardzo niewygodne dla Ciebie, ale spróbuj do niego podejść w taki sposób, chyba, ze powiesz radykalne nie, strzelisz focha.

To nie jest kwestia strzelić focha, bo nie umiem zrobić z tego TOP 3.  

To wymień wszystkich! 

Musiałbym wymienić wszystkich, którzy się tam pojawili… 

Ale rozumiem, że podobały Ci się jakieś inne odcinki niż te, które nagrywałeś? 

Po pierwsze mam do Ciebie żal, że nie powiedziałeś mi o Blikle, że ten odcinek nagrałeś i sam musiałem na niego trafić. Bo ja przyznam, że jak dołączyłem do Klientomanii to nie wiedziałem o tym jakoś tak. Nie przeglądnąłem archiwum, uznałem, że punkt startowy jest 40, wszystko co było wcześniej mnie nie interesuje. A szukałem czegoś a propos turkusu, takich rzeczy i patrzę – Andrzej Blikle w Klientomanii. Ale co? I wtedy sobie to odsłuchałem. Także to jest to. Odcinek z Martą Jeż, który odsłuchuję raz na jakiś czas, nawet jeżeli to nie jest w całości właśnie po to, żeby sobie przypomnieć pewne zalecane przez nią ćwiczenia. I to jest odcinek, który wykorzystuję w pracy mojej w ramach programu mentoringowego, który mam na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, gdzie moim studentom daję odsłuchać jako zadanie domowe i potem przygotowujemy się do rozmowy. To taka wiedza w pigułce, to, co właśnie zostało powiedziane. Więc jeżeli w ten sposób to te dwa są takie po prostu dla mnie rozmowa z profesorem Blikle bardzo fajna – pewnie ja bym wszedł z nim w spór zbiorowy także dobrze, że Maciej to nagrał z pewną atencją, bo w paru miejscach bym się nie zgodził. No i Marta Jeż, bo uważam, że to naprawdę wartość. Tomka Piekota słyszałem częściej i od tamtej pory nie wiem czy do niego lepiej mówić, czy pisać, obie drogi komunikacji są niebezpieczne. Natomiast to też z ciekawostek Tomek Piekot będzie gościem najbliższych To Zależy, bo tez wymyśliliśmy sobie bardzo fajny temat, który tam będziemy omawiali. Także nie tracimy kontaktu z naszymi gośćmi. Także mogę im powiedzieć inaczej – nie czujcie się bezpieczni. Może jeszcze znajdziemy miejsce na trzeci projekt. Już jesteście z nami.

Wygląda na to, że rozmowa z profesorem Blikle ma trzeci głos, więc jest absolutnym faworytem. Dla mnie to był taki przełom. To była taka rozmowa, której w ogóle sobie nie wyobrażałem, nie brałem pod uwagę, że mogłem rozmawiać z taką osobą. Co więcej, że on jeszcze mnie zaprosił do swojego domu. To było tak wszystko niesamowite wtedy jeszcze, bo to był jeszcze początek podcastu. Pamiętam, że profesor też nie do końca wiedział co to jest ten podcast. On był tak zdziwiony „a gdzie Pan ma kamerę?”. Faktycznie miał dosyć dużo tych wywiadów. Zanim przygotowałem się do tej rozmowy to ja zrobiłem research, obejrzałem, przeczytałem możliwie dużo wywiadów z nim i tak naprawdę nie było podcastów, można powiedzieć, że prawdopodobnie to był jeden z pierwszych podcastów z nim. Jako przełomowy absolutnie wtedy, kiedy zaczynaliśmy – to był 2016 rok. Czyli można powiedzieć, że to był drugi rok Klientomanii. To jest jedna. Drugi odcinek, który na mnie zrobił wrażenie, ja zawsze kiedy wrzucamy odcinek niezależnie czy jest mój, czy Arka, do Filipa jak skończy: „Jak czujesz? Jaka jest Twoja opinia?”. No i na to Filip odpowiada…

Najlepszy ever. 

 

No i dał mi odpowiedź, nie? To jest dosyć trudne. Natomiast takim odcinkiem, który wydaje mi się na który warto zwrócić uwagę to jest odcinek 82 „jak przygotować umowę przyjazną dla klienta?”. To jest rozmowa z Łukaszem Majerem. To jest jedyna dotąd rozmowa, gdzie gość wprosił się do Klientomanii. Nie jest łatwo się wprosić. Dostajemy bardzo dużo propozycji wystąpień, a ja jestem z kolei bardzo oporny. Jeżeli ja nie poczuję tematu to szanse są raczej niskie. 

Muszę to potwierdzić.

Arek może to potwierdzić w temacie Maxa Orange – na konferencji mógł wystąpić, czy w ogóle mieliśmy rozmawiać rok wcześniej zanim Max jeszcze się pojawił. No i ja nie byłem przekonany do tego, ja potrzebowałem czasu, wiecie, że potrzebuję czasu, żeby się do pewnych rzeczy przekonać. Ale wracając do tego odcinka. Łukasz Majer tak fantastycznie przygotował się do tej rozmowy, że chyba żaden z gości ever nie był tak przygotowany do rozmowy jak Łukasz. Abstrahując od super merytorycznej rozmowy, takiej od początku do końca to przygotowania do tego trwały miesiące, ale wyszedł fantastyczny odcinek i to też jest dla mnie ogromny szacunek dla Łukasza, że tyle pracy w to włożył i ja się poczułem, że to moje zaufanie nie zostało zawiedzione. Także tu jestem bardzo zobowiązany. I powiem Wam, że mam problem z tym trzecim, bo tak naprawdę trochę już wskazaliście, czyli doktor Piekot i Marta, przy czym to są takie odcinki za każdym razem jak Arek powiedział – boję się do nich pisać albo powiedzieć, no bo Tomek może mi powiedzieć, ze tak się nie mówi, a Marta, no cóż… to był chyba pierwszy odcinek, który nagraliśmy z wideo i ja cierpię jak oglądam to wideo, jak ja ćwiczę tam na żywo. 

Przejdźmy do tematu Filipa, czyli uchem Filipa. Z czym mierzysz się montując materiały, które my Ci z taką gracją dostarczamy?

Eeeeee, yyyy, aaaa, mmmmmmny, yyyy, mmm, eeee. Mmmmmmi w ogóle to, chciałem chciałem chiałem, tak, powiedzieć, chciałem…. Tak, głównie z tym się mierzę. 

A mogę jeszcze ja? 

Proszę, daj swoje samogłoski. A tak, nie w ramach Klientomanii a w ramach To Zależy Ci to wypomniałem – walczę z Arka ołówkiem przy okazji montażu. 

Bo ja lubię ołówkiem pisać, zapisuję sobie, ale niestety Filip wymusił na mnie zmianę i mam teraz jakiś cienkopis, ale też lubię.

Ale od razu cały podcast brzmi o niebo lepiej, zapewniam Cię o tym, nawet jeżeli tego nie słyszysz. 

Te nagrywane ołówkiem były gorsze?

Merytorycznie były prima sort, jak zawsze. Najlepsze ever

Ale to mikrofon zamieniłeś na ołówek? 

Nie, bo zapisuję ołówkiem… Któregoś dnia Filip stwierdził, że to jakbym jechał styropianem po szybie. 

Tak, to się gdzieś zbierało.

Mieliśmy jeszcze sytuację, że któryś z gości przebierał stópkami pod biurkiem.

Tak, nawet jeden z odcinków, nie jestem pewien czy to była Klientomania, ale był protest…

A to ten poszedł do kosza, bo powiedziałeś, że nagrałem gościa jakbym go przetrzymywał w piwnicy. 

Tak, takie rzeczy tez się działy. Generalnie jeżeli chodzi o montaż jak mówiłem o tym, że wykonałem 125 tysięcy cięć i jest tych cięć kilkanaście na minutę zdarza się, że nie wycinając żadnej wartości merytorycznej, co najwyżej pojedyncze spójniki zdań, czyli  zakładamy rozmowę, w której nie było żadnych powtórzeń, odcinek potrafi się skrócić o kilkanaście minut. Jest tej przestrzeni, nad którą trzeba popracować, żeby podcast brzmiał lepiej, utrzymał słuchacza w aktywności i to potrafi się liczyć jako kilkanaście, kilkadziesiąt procent długości materiału bez uszczerbku na merytoryce, nie kradnąc żadnego zdania. Są takie niuanse, to Arek, słynna historia z Twoim mikrofonem, z którym walczyłem. To jeden z ulubionych podcastów, piękna anegdotka. Ten mikrofon przez który Arek rozmawia to jest jego decyzja zakupowa, którą podjął pod wpływem tego, że łyknął bakcyla podcastowego… 

Czekaj czekaj, ja kupiłem, ale kto mi go poradził? 

NO ja! 

NO ja! 

Arek dumny z siebie nagrał odcinek podcastu, chwaląc się, że ma nowy, piękny mikrofon i wybrał do nagrywania nie to źródło dźwięku. Mówił do mikrofonu podczas gdy rejestrował cały materiał jego wybudowany mikrofon w urządzeniu, którym rejestrował, jakiś tam komputer. Także to są rzeczy, z którymi się borykam. Czasami niektóre materiały trzeba odrestaurować, ale to jest fajne, budujące, bo dzięki temu naprawdę się nie nudzę. 

 

Może dołożę historię a propos mikrofonu Arka. Przygotowałem swego czasu instrukcję obsługi tak, żeby goście wiedzieli co mają zrobić, tam się wkłada telefon do szklanki, nawet dbam o to, żeby w tej szklance wody nie było przez przypadek, żeby była druga szklanka na wodę. Wydawało mi się, że wszystko przygotowałem, to był chyba odcinek z Zytą Machnicką o Employer brandingu. Byłem przekonany, że wszystko jest ok, nie przewidziałem jednej rzeczy – że ona usiądzie i będzie słuchać tego na głośnikach. I ona nagrała faktycznie wszystko na telefonie, tylko wszystko, co ja mówiłem wpadało do tego mikrofonu z głośników. 

Ale mi się też tak zdarzyło z jednym z gości, tylko jakoś kapnąłem się. Ja trochę zmodyfikowałem to nagranie, od jakiegoś czasu zapraszam na Teamsy. Ludzie już się przyzwyczaili do wideo. I właśnie wtedy mi jest łatwiej, bo nie ma tej niezręcznej ciszy, bo ja zadaję pytanie, a ktoś nie wie czy już ma odpowiedzieć czy ja skończyłem. Jak nagrywałem ze studentami do To Zależy to sobie umówiliśmy znaki wcześniej, teraz mówiłem, że lewa strona, teraz prawa, co powodowało, że była ta dynamika. Natomiast tam patrzę, patrzę i mówię „słuchaj, Ula, Ty chyba nie masz słuchawek”. „Nie nie mam”, no to ja mówię „szybciutko po słuchawki, bo będzie koszmar”.

Filip, coś byś jeszcze chciał dodać? 

Pomyślałem, że możemy sobie zrobić taki mały eksperyment. Wielu ludzi zadawało mi pytanie jak pracowałem w studio nagraniowym na czym konkretnie polega moja rola, przecież nagrywa się do mikrofonu, przecież to powinno brzmieć. To nieprawda, bo mikrofon nie jest naszym uchem, więc nie interpretuje tych dźwięków tak, jak powinien. W ramach eksperymentu, Wy teraz tego nie słyszycie moi drodzy rozmówcy, ale ja teraz wyłączam wszystkie efekty, które mam podpięte do mikrofonu i tak mniej więcej brzmi surówka, abecadło z pieca spadło, bez żadnej obróbki, a tak brzmi tak, jak brzmiał do tej pory, czyli po już pewnym szlifie, dzięki któremu słyszycie go, obstawiam, ze lepiej. Ta różnica powinna być dosadna, bo chyba na moim mikrofonie jest największa. 

Skoro tak mówisz… 

Usłyszysz to zobaczysz.

Błogosławieni ci, którzy nie usłyszeli, a uwierzyli.

Pytanie do Eli, Twój największy zachwyt związany z Klientomanią.

Że powstała. 

Biorąc pod uwagę czasami okres decyzyjny u Macieja… 

Odgadłeś to. No i że przetrwała tyle czasu, znając wszystkie perypetie, które były po drodze to jest duży sukces. 

Ale nie było chyba nigdy czegoś na krawędzi… 

Ty patrzysz teraz Eli w oczy, nie? 

Wiesz, chodzi o to, że jakby Klientomania nigdy nie była jakimś biznesem. My w to włożyliśmy dużo pracy, energii itd., ale to nie było tak, jak inne projekty, które gdzieś tam prowadziłem, które żal było po prostu zostawić z takich przyczyn czysto emocjonalnych. 

Teraz Maciej mówi z perspektywy 6 lat. Pamiętam pierwsze odcinki składane… 

Ja tego już nie pamiętam. Nie pamiętam co ja myślałem i czułem kiedy składałem pierwsze odcinki. 

Chyba teraz to czujemy, jakoś tak zawisło w powietrzu. 

Arek, Twoje zachwyty? Bo tak pytamy gości o ich zachwyty i to jest jedno z takich trudniejszych pytań okazuje się na dzień dobry no to spróbujmy się zmierzyć z zachwytami. 

Nie wiem. Na razie cały czas się tym jaram, to chyba jeden wielki zachwyt. 

Że przystąpiłeś do niej? 

I jeszcze mnie Maciej nie wyrzucił, chociaż bardzo się staram!

Filip? 

Jakość głosu człowieka. Było paru gości, którzy mieli świetny głos, tym się zachwycę jako że jestem tu przedstawicielem… 

Głosu?

Tak, głosu. Był taki odcinek, Pan Kibil. Mówiący bardzo powoli i głęboko. To był ten typ, Arek, do którego by się podpiął Twój kolega jeżeli chodzi o rozpoczęcie modlitwy. Mówił niesamowicie powoli, w sposób przemyślany, z pauzami. Fakt, każdą musiałem przyciąć, żeby to było zdecydowanie bardziej słuchalne, z całym szacunkiem dla Pana, który się wypowiadał. Ale głos, głębia, niesamowite.

 

Najbardziej mi się podoba, zachwyca to, że jest ciągle jeszcze coś do odkrycia. Faktycznie kiedy na samym początku było tych 10 odcinków no to generalnie były takie pytania „i co dalej?”. O czym my będziemy rozmawiać? Mamy 100 odcinków, a tak naprawdę nie 100, bo to jest małe przekłamanie, tylko tych odcinków jest 111, tylko 112. 

Odcinek 18, jak Krzywy Róg na Ukrainie. A skąd taki pomysł? A B C D E F G, w międzyczasie 19 odcinek? 

Bo wszyscy siedzieli w jednym miejscu. 

Jak w Wąchocku – dlaczego autobusy są szersze niż dłuższe? Bo wszyscy chcą stać przy kierowcy. 

Ja z tym Krzywym Rogiem, bo Krzywy Róg to jest miejscowość, która ma 126 km. 

Nie jestem w stanie tego uzasadnić, po prostu tak się stało. 

Prosisz o łagodny wymiar kary. 

Nigdy więcej tego nie róbmy. Natomiast wracając do zachwytów to jest to, że te odcinki ciągle są, że w ogóle jestem zachwycony odkryciem Klientomanii jako nazwy i że ona faktycznie jest taka pojemna. To też, że cały czas ktoś odkrywa tę Klientomanię. To są takie moje… 

Nigdy więcej tego nie róbmy. Natomiast wracając do zachwytów to jest to, że te odcinki ciągle są, że w ogóle jestem zachwycony odkryciem Klientomanii jako nazwy i że ona faktycznie jest taka pojemna. To też, że cały czas ktoś odkrywa tę Klientomanię. To są takie moje… 

A to ja jestem zachwycony, że w końcu dostałem koszulkę. 

Trzeba było poczekać, spokojnie. No to Filip, fuckup story.
Czyli historie mrożące krew w żyłach. Co poszło nie tak?

Mikrofon Arka poszedł nie tak, a co? 

Musieliśmy wyciąć ten fragment, że nagrywam na nowym mikrofonie. 

Mam takie fuckup story związane ze mną, to Maciej nawet Tobie tego nie mówiłem… 

Maciej, wyjdź na chwilę. 

To było dawno, z dwa lata temu. Na dzień przed premierą odcinka. Ja już miałem elegancko złożony cały materiał i sobie go zrzucam. Pracuję na dosyć specyficznej aplikacji, może jest tutaj ktoś, kto pracuje jakkolwiek z dźwiękiem, jest to Pro Tools. Ze względu na to, że potrafi cuda to materiał zrzuca się, w mojej wersji przynajmniej, nie wiem czy w najbardziej bieżącej tak jest, w czasie rzeczywistym trwania odcinka. Odcinek trwa półtorej godziny, materiał zrzuca się półtorej godziny. On musi po prostu przejść się przemielić, więc to jest dość dużo czasu, który poświęcam na sam eksport. Godzina 20, jutro premiera, materiał na jutro musi być gotowy, materiał półtorej godziny, mija 1 godzina 20 min, Pro Tools mówi „wywalam się, nie działam, nie interesujesz mnie, idę spać”. Ja poirytowany, że właśnie straciłem 1 godzinę 20 minut z życia uruchamiam zrzucanie jeszcze raz. 1 godzina 25 minut… to samo. To powtórzyło się kilkukrotnie. Ja wisiałem nad tym do 1-2 w nocy i myślałem, że mnie coś rozszarpie, cały Internet musiałem przejrzeć, żeby znaleźć rozwiązanie dla tej sytuacji i na całe szczęście… nie znalazłem, samo przeszło i do tej pory się więcej nie pojawiło. Nie wiadomo, to była jakaś chwilowa zadyszka, to był jakiś fuckup ze strony sprzętu. To jest niesamowite jak człowiek się napracuje, żebyśmy mieli jakąś przestrzeń, bo i tak czasu było bardzo mało, a ta aplikacja mi to zabrała, to jest taki fuckup mój techniczny. 

Arek, jak u Ciebie? 

Poza mikrofonem to chyba tylko taki jeden odcinek, gdzie gość akurat chyba przypadkowo machał tam stópkami pod biurkiem, ale to jakoś udało się Filipowi ogarnąć, ale w tym odcinku chyba też było takie nam się echo robiło. Pamiętam, że Filip na tych swoich czarodziejskich maszynach i software zrobił wszystko, wysłał to do mnie, a ja wziąłem Audacity uruchomiłem i tam coś nacisnąłem i to akurat pomogło. I też nie wiem dlaczego, bo potem próbowałem zastosować to w innym materiale i w tym materiale nie pomogło takie wyciszenie tego echa. Chyba są rzeczy, o których dźwiękowcom się nie śniło, a ja do nich się nie zaliczam, ale ja rozumiem ile jest pracy po stronie Filipa, a szczególnie jak nam na ostatnią chwilę ten materiał się składa. Już wiem! Daję znać Filipowie, że jest materiał na SharePoincie, a Filip do mnie, że tam chyba Ci się wydaje, że on jest. A ja wrzuciłem, patrzę, pliki są i jest dziwna rzecz. Nazwy plików są, tylko te pliki nie zawierają nic. No i wtedy szybko, bo właśnie tutaj terminy gonią, ja gdzieś próbuję się zatrzymać, a gorzej jak nie mam tego prywatnego kompa ze sobą, to próbuję to jakoś ściągnąć. Czasami mam na wetransfer to przerzucam. Ale to tak z trzy razy się zdarzyły, nie wiem czemu z Sharepointem od Microsoftu nie jesteśmy kompatybilni. 

Ela? 

Ja chyba nie mam takiego… 

Ty jesteś obserwator taki.

A jak gość nie chce się zaprosić to trwa rok, ale da się zaprosić.

A jak gość nie chce się zaprosić to trwa rok, ale da się zaprosić.

A jak gość nie chce się zaprosić to trwa rok, ale da się zaprosić.

Mieliśmy tez historię z Natalią Hatalską. To też była ciekawa rozmowa, bo ona sama przyznała, że  gdyby nie to, że coś jej tam mówiła Klientomania – raz, że Ela ją wychodziła, ale druga sprawa to jest to, że ona wcześniej Klientomanii nie kojarzyła, mnie już tym bardziej. Nawet jak się powoływałem na naszą dyskusję w Poznaniu kiedy się spotkaliśmy, ale faktycznie to jest to, że ona gdzieś słyszała tę Klientomanię i dobrze jej się kojarzyła i miała dobre recenzje to ta rozmowa doszła do skutku. Potem jeszcze się fajna rzecz wydarzyła, ze z kolei Pani Swojego Czasu, czyli Ola Budzyńska gdzieś na jakimś live powiedziała o tym odcinku podcastu i nagle zaczął się jakiś szał. O ile na Instagramie mieliśmy 30 obserwujących to w ciągu 24 godzin mieliśmy ich 180. Tylko dlatego, że Klientomania padłą jako nazwa, jako odcinek z Natalią Hatalską. Ale wracając do fuckup story. Trochę mimo wszystko ich mam od strony zarządzania projektem. Nie wiem czy to fuckup story czy pewne zapuszczenie tematu. W Klientomanii nie mieliśmy silnego, konsekwentnego marketingu. Faktycznie nagrywaliśmy te rozmowy, ale jakoś specjalnie nigdy nie dbaliśmy o promocję tego. Chyba z tym się wiąże moja osobista porażka, czyli nasza aktywność na Patronite. Właściwie żeby to zaczęło działać to wymaga to systematycznej pracy, komunikacji, chociażby wspominania o tym, że to jest. Porażką było zarówno to, że ja w ogóle się zdecydowałem na to, pomny moich doświadczeń z prowadzeniem fundacji, prowadzeniem organizacji i z takim wnioskiem, że ja już nie chcę żebrać o pieniądze i teraz wejście jeszcze raz na tego Patronite, który mi się ciągle kojarzył i nadal mi się kojarzy mimo wszystko nie z próbą współtworzenia tego miejsca tylko jednak proszenie ludzi o pieniądze i to chyba jest taka moja największa porażka i to relatywnie świeża, bo przecież ten temat z zeszłego roku. Druga sprawa no to o mało co mogło dojść do porażki. To był chyba 2017 rok, w którym chyba opublikowaliśmy może 5 odcinków wszystkiego. To wtedy, kiedy zabrakło Piotra i tak ciężko się było zebrać do nagrania kolejnego odcinka i to był też taki moment bardzo trudny. Co jakiś czas pojawiały się nowe próby przywrócenia systematyki aż pojawił się odcinek 40. Bo to dokładnie tak było, że w listopadzie była jeszcze rozmowa z Tomkiem Dziobakiem na temat Big Data i potem właśnie chyba w okolicach lutego był 40 odcinek z Arkiem no i potem już poszło tak naprawdę można powiedzieć, że prawie bez zacięć. To jeszcze jedna jeżeli jesteśmy przy trudnych rzeczach do Arka pytanie – najbardziej stresujący moment przy nagrywaniu, czy przy przygotowywaniu podcastu? 

Chyba nie ma najbardziej. Całe jest stresujące. To jest taki pozytywny stres – po pierwsze, pierwsze koty za płoty czy ktoś w ogóle przyjmie zaproszenie? To taka pierwsza rzecz. Ale ok, przyjął, no to potem uzgodnienie tematu, a potem chyba najbardziej stresujące jest jaki dostanę feedback jak wysyłamy materiał komuś do odsłuchania i przyznam, że potem z niecierpliwością czekam na tego SMSa, maila, inną wiadomość typu „jest fajnie, ok, publikujemy”. I to jest ten element, kiedy na to czekam, jak już dostaję tę informację to jest rodzaj takiego stresu, napięcia. Wiesz, że zrobiłeś wszystko, co można było zrobić, że zostało to zrobione dobrze no i czekasz na ten znak. 

Dla mnie chyba najbardziej stresującą rzeczą jest to, czy po drugiej stronie nagrało się audio. Mieliśmy już kilka takich nieporozumień. Nawet ostatni odcinek, który nagrywaliśmy, gdzie Grzegorz był przekonany, że ja to nagrywam wszystko po swojej stronie i wideo, i audio, a miał super wyposażenie, i OBS, i wszystko. I się okazało, ze tak naprawdę musieliśmy powtórzyć to nagranie. Faktycznie największym stresem jest to, czy po prostu ten materiał, czyli wszystka czynność, która jest po stronie gościa, czy on się nagra. Nawet nie o to chodzi czy on się dobrze nagra, czy nie, ale czy w ogóle się nagra, czy telefon zarejestruje to. Na przykład w tej chwili też nagrywamy wideo i teoretycznie pojawia mi się czerwona kropka, ale ja nie mam pewności czy to się po prostu nagra.

Maciej, może uciekaj jak czerwona kropka.

Dobrze, że nie czarna. Będę szedł w stronę słońca. 

W przedszkolu dostałem kiedyś czarną kropkę za zachowanie.

Ja też… 

Co to za przedszkole było? 

Ale to nie tak, że Pani przedszkolanka papierosa gasiła na ręku, nie taka czarna kropka. 

To był czarny punkt. Panowie! 

I Pani. 

Nie, Pani tutaj grzecznie siedzi i nie sprawia kłopotów! Faktycznie ileś materiałów wideo nie ukazało się, ponieważ u mnie się coś nie nagrało. Faktycznie największy stres u mnie to jest to, czy ten plik po stronie gościa się nagrał. Szczęśliwie w 99%, czyli na 100 odcinków 99 nie było jakichś takich problemów, było kilka takich odcinków, gdzie my powtarzaliśmy te nagrania, ale nie ze względu na to, ze jakość była zła, tylko czasami jest tak, że po prostu obie strony czują, ze ta rozmowa nie idzie i zazwyczaj to wychodziło na dobre. Rezygnowaliśmy z tego, co nagraliśmy, spotkaliśmy się jeszcze raz na świeżo i wtedy ta rozmowa idzie dużo płynniej, jest przemyślana, także na takie rzeczy też patrzymy. No i drugi stresujący moment, kiedyś bardziej, dzisiaj mniej w momencie, kiedy publikujemy ten odcinek. Ja lubię cyzelować to, żeby to wszystko dobrze wyglądało, wszystko było itd., no i właśnie to czy będzie odsłuch, czy nie będzie. Czy będą słuchać, czy nie będą słuchać? Czy te statystyki gdzieś tam będą rosnąć i kiedyś faktycznie jak mieliśmy na Soundcloudzie to wszystko to ja prawie że byłem online i monitorowałem godzina po godzinie, minuta po minucie czy przybywa, czy nie przybywa. To było też taka informacja, która powodowała stres. To są moje w jakiś sposób stresy.
Ela, do Ciebie pytanie, bo Ty jesteś dzisiaj najmniej mówna, a musimy Cię rozkręcić. Czego nauczyłam się, co zyskałam dzięki Klientomanii? 

Na pewno szersze spojrzenie na klienta, w jaki sposób też rozwiązywać pewne problemy związane z komunikacją, z funkcjonowaniem, z obsługą klienta, ale wiem, że jeszcze te odcinki, które najbardziej mnie zaskoczą i nauczą są przed nami. Wierzę w Was.

A powiedzmy sam fakt pracy przy projekcie Klientomanii? Coś Ci pomógł? Dał Ci jakieś fory?

Może to jak spotykam się ludźmi czy na konferencjach, czy w firmach, zachęcam ich i wtedy oni też zupełnie inaczej zaczynają otwierać się. To fajnie widać jak oni przesłuchają jeden, drugi czy trzeci odcinek i nagle widać, że zupełnie inaczej można spojrzeć na ileś tam rzeczy. 

No dobra, to ja powiem Wam, że Klientomania z kolei dla mnie stała się synonimem marki osobistej. Faktycznie bardzo dobrze wzmacnia i to w sposób taki, który ze mną gdzieś tam rezonuje, czyli jest tam pozytywnym. Także faktycznie Klientomania na przykład niespecjalnie chyba mi się kiedykolwiek przydała, może poza jedną sytuacją, którą pamiętam, żeby mi się biznesowo przełożyła. Czyli ktoś wysłuchał Klientomanii i stwierdził tak, zatrudnię tego gościa do zrealizowania projektu. To jeden projekt taki faktycznie miałem, który był w jakiś tam sposób powiązany. Natomiast niewątpliwie Klientomania jest takim dodatkowym argumentem ZA. Czyli daje mi dodatkowe punkty gdzie indziej, chociaż być może jest tak, jak Rafał Markiewicz też kiedyś mi powiedział, zresztą rozmawialiśmy o tym w podcaście z nim. Rafał jest coachem, ale też jest człowiekiem, który ma background ewidentnie customer service – „Maciej kim Ty jesteś? Bo Ty zapraszasz ludzi, promujesz ich, ale kim TY jesteś, na czym TY się znasz?”. To jest taka rola prowadzącego, moderatora takiego podcastu versus goście i ich wiedza. Jest to wyzwanie, żeby te dwie rzeczy połączyć. Natomiast myślę, że ja bardzo dużo w tej chwili zyskałem szczególnie jak teraz jesteśmy otoczeni tymi liczbami, ja jestem otoczony Wami, chyba na to powinienem zwrócić uwagę jako największy mój uzysk. Mam nadzieję, że to nie zabrzmiało jakbym Was jakoś tutaj… y…

  

Wyzyskiwał. Powiedziałem to ja, nie chciałeś Ty. 

Dobrze. Mam ostatnie pytanie – najzabawniejszy moment przy nagrywaniu podcastu. 

PKP,, odcinek z PKP, to jest na początku tego odcinka. Każdy kto nie miał przyjemności posłuchać to niech posłucha. To jest coś, co mnie powaliło na kolana przy montażu. W ogóle jest to jeden z merytorycznie rzecz ujmując moich ulubionych odcinków. Zwłaszcza, ze dotyczy dosyć bliskiego tematu każdego z nas, czyli Polskich Kolei Państwowych i tej rewolucji klientowskiej na kolei, gdzie z tego zapyziałego PKP, do którego strach było wsiąść i jechało się zawsze w tragicznych warunkach, najczęściej w korytarzu, chociaż do dzisiaj się to zdarza, ale dużo rzadziej, to stało się to bardziej przyjazne. Najpierw to zauważyłem, a potem pojawił się gość, który mi o tym powiedział, że był za to w jakiś sposób odpowiedzialny. W trakcie transformacji jak miał spotkanie z przedstawicielem związku zawodowych i został oskarżony o popełnianie mobbingu zadaniowego. Cudo, to jest odcinek numer Rewolucja Klientowska na Kolei, Paweł Jarecki, odcinek 96. Nie cytuję, polecam odsłuchać osobiście.

Fajnie, żebyśmy przejrzeli te odcinki i powyciągali tego typu cytaty. Tam jest bardzo dużo takich złotych myśli. Ostatnio z Grzegorzem było o długu suportowym. Z jednej strony mamy śmieszne rzeczy jak ten mobbing zadaniowy…

A ile przejęzyczeń, łuu! 

Ja w ogóle na następną setkę poproszę, żebyśmy wrócili do tematu bloopersów. Kiedyś je robiliśmy, to było super, można było się pośmiać. Zbliżamy się do końca naszego setnego odcinka. Moje ostatnie pytanie, tamto miało być ostatnie, a to jest naprawdę ostatnie. Czego mam Wam życzyć jako ojciec dyrektor? 

Życz nam szczęścia.

I zdrowia.

Życz nam dobrych rozmówców, a Filipowi mało cięć. 

Informacji zwrotnej! 

To tak, oj tak. 

Kto dotarł, kto jeszcze słucha, niech się przyzna i to jest najlepszy moment żeby powiedzieć co możemy robić lepiej przez następną setkę.

Albo czego nie powinniśmy robić gorzej. 

 

I tego Wam życzę. Co dalej? Może spróbujmy zanurzyć się chociażby w najbliższy rok. Zrobiliśmy nową stronę, chcemy dodawać coraz więcej materiałów z wideo, żeby je się fajnie oglądało, bo nasz YouTube powolutku zaczyna sobie dłubać. 

Suby mamy, tak? 4 powinniśmy mieć. 

Co Ty, 124 są.

Wow, kto ma taką duża rodzinę? 

Cóż, czas się pożegnać. Bardzo Wam dziękuję za te 100 odcinków. Uporządkujmy, mamy 100 odcinków, z czego jeden odcinek ma 9 odcinków, czyli 18-ty i mamy jeszcze 3 inspirujące historie obsługi klienta, do których też mam nadzieję wrócimy. 

Jest przygotowana nawet, czeka na ręce Filipa. 

Już zacieram rączki. 

Mamy teraz górkę rozmów, kolejne są już poumawiane, także myślę, że będzie co słuchać w najbliższym roku. Bardzo dziękuję Wam za dzisiejsze spotkanie, za ten eksperyment w cztery osoby. Jeżeli słuchacze dadzą feedback, ze chcą więcej to może będziemy więcej tego typu rozmów robić? Wiem, że tu sobie pozwoliliśmy na taką bardzo dużą swobodę i na totalnie taki niemerytoryczny odcinek no ale cóż – jeden na 100 taki może być.

Dołącz do rozmowy

Dołącz do społeczności klientomaniaków

Co tydzień będę Ci wysyłał inspirujące porady jak zbudować obsługę, którą pokochają klienci !