KLM #112: Klient w ZOO – Agnieszka Korzeniowska

Według tego co pokazuje mi nasza kochana Wikipedia, pierwsze ZOO komercyjne, jakie znamy powstało w Londynie, w roku 1828. I tak naprawdę to był pierwszy ogród zoologiczny i od tego momentu można powiedzieć zaczęło się takie miejsce, w którym prezentuje się zwierzęta, mówiąc pokrótce. Kiedyś to było jeszcze bardziej komercyjne, przez te czasy zoo się zmieniło, ma również swoją misję, jeśli chodzi o zachowanie gatunków.  

Dlaczego ZOO w Klientomanii? Bo ostatnio widzę, jak mój gość dosyć intensywnie promuje ZOOZ na … Linkedin. Tak, tam również.  

Tak więc pomyślałem, że warto zaprosić Agnieszkę Korzeniowską – aby zrozumieć z jakimi wyznawaniami się zmaga dyrektor marketingu w takiej instytucji. Jak się okazuje wyzwania są podobne, jak w innych marketingach.  

Agnieszka, która, można powiedzieć właściwie już w ZOO mieszka, opowiada nie tylko o Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym, ale także o roli ZOO w XXI wieku, społecznej odpowiedzialności biznesu i o tym, że w ZOO… niektórym śmierdzi.  

Minuta po minucie, czyli o czym rozmawiamy: 

02:30Od kiedy Agnieszka w zoo “mieszka” – przedstawia się 05:30O karmieniu małp kanapkami i piwem – skąd ten pomysł 07:15Czy Zoo jest potrzebne w 21 wieku, jaka jest rola takiej organizacji 14:20Kawa z „kupy” i wpływ człowieka na środowisko  18:35Dlaczego dobre jest spacerowanie po parkach w miejskich – bo to też dżungla 29:45Jaka jest rola marketingu w ZOO 33:00Kim jest odwiedzający ZOO 40:30Czy w czasie deszczu ludzie idą do zoo i czemu dziwią ich zapachy 46:30Co daje promowanie w Social Mediach i czy LinkedIn przynosi efekty 49:15Jak znana gazet „wybiła zwierzęta” w zoo 52:40Że, tygrys unika ludzi 56:50O skardze roku

Przydatne linki

Transkrypt

Dzień dobry, wieczór się z Państwem, bo jak zwykle nie wiem kiedy nas słuchacie. Serdecznie witam Was w kolejnym odcinku Klientomanii, Arek z Wrocławia. Zoo. Taki temat przyszedł mi ostatnio do głowy, ale to chyba z tego powodu, że moje dzieci stwierdziły, że może by pójść do zoo po latach nieodwiedzania. Mam już dosyć duże dzieci. Kiedyś mieszkałem na placu Grunwaldzkim, do tego zoo było bliżej i przyznam, że te wycieczki do zoo były w miarę regularne. Regularnie odwiedzaliśmy okolice Hali Stulecia, chodziliśmy do zoo, przynajmniej to się zdarzało raz na kwartał. Było to dla nas zawsze ciekawe doświadczenie. No i pomyślałem sobie, że znam osobę, z którą mógłbym o tym zoo porozmawiać. Spojrzałem sobie przed tą rozmową, żeby się przygotować, jak to zoo się pojawiło na naszym świecie i z tego, co tutaj pokazuje mi nasza kochana Wikipedia, pierwsze zoo komercyjne, jakie znamy powstało w Londynie, w roku 1828. I tak naprawdę to był pierwszy ogród zoologiczny i od tego momentu można powiedzieć zaczęło się takie miejsce, w którym prezentuje się zwierzęta, mówiąc pokrótce. Kiedyś to było jeszcze bardziej komercyjne, przez te czasy zoo się zmieniło, ma również swoją misję, jeśli chodzi o zachowanie gatunków. Myślę, że mój gość trochę na ten temat powie więcej, a moim gościem jest Agnieszka, która, można powiedzieć właściwie już mieszka, bo tak naprawdę spędza dosyć dużo czasu w najstarszym zoo w Polsce, we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym, który został otwarty 10 lipca 1865 roku. A teraz pomału przejdę do mojego gościa – Agnieszko, kim jesteś, skąd jesteś, po co jesteś? Przedstaw się naszym podcastosłuchaczom. 

Agnieszka Korzeniewska
Cześć Arek, dzień dobry Państwu, bądź dobry wieczór, w zależności od pory emisji. Nazywam się Agnieszka Korzeniowska i mam przyjemność bycia dyrektorem do spraw marketingu we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym. Stosunkowo niedawno, bo pojawiłam się w pracy w 2019 roku, w połowie tego roku, więc cały czas uczę się tego, czym jest zoo, jego historii, ale też dowiaduję się bardzo dużo o świecie zwierząt i staram się tę wiedzę na bieżąco przekazywać w sposób przyjazny. Mam nadzieję, że to powolutku gdzieś tam zasieje ziarno i ta wiedza się będzie szerzyła, bo w dzisiejszych czasach jest ona niezwykle potrzebna. 

Agnieszko, czym, jest zoo w XXI wieku? Czy to jest tylko miejsce, w którym oglądamy te wszystkie straszne zwierzęta, o których czytaliśmy w  różnych książkach. Chłopcy, którzy są w tym wieku, co ja to czytali Tomka na czarnym lądzie i nie tylko i przychodzili zobaczyć jak wyglądają wszystkie tygrysy, pantery, pumy, jelenie. Czy to zoo tak zostało czy ma jeszcze jakąś funkcję?

Świat się zmienił bardzo od początków ogrodu zoologicznego. Żeby to uzmysłowić opowiem na przykładzie pierwszych małp we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym, które na początku XIX wieku zaczęły się pojawiać, były przewożone z czarnego lądu. Bardzo szybko umierały, dlatego, że ówczesna wiedza o świecie zwierząt była tak nikła, że były karmione piwem i kanapkami co w przypadku tych zwierząt absolutnie nie służyło ich zdrowiu. Natomiast w miarę upływu czas i szerzącej się wiedzy nastąpił proces ewolucyjny jeśli chodzi o utrzymanie zwierząt w ogrodach zoologicznych, ponieważ aktualnie zajmują się tym profesjonaliści z ogromnym wykształceniem, ale tutaj też nie wystarczy być absolwentem studiów biologicznych czy zoologicznych, trzeba mieć bardzo praktyczną i szeroką wiedzę, którą można zdobyć jedynie zajmując się konkretnym gatunkiem, a my, jako ludzie tak niewiele wiemy o świecie przyrody, że rzeczywiście nam się wydaje, że wszystko możemy znaleźć w Internecie, a to jest absolutna nieprawda. 1100 gatunków, które znajdują się na terenie Wrocławskiego Ogrodu Zoologicznego to jest naprawdę duże wyzwanie jeśli chodzi o wiedzę dotyczące tego w jakich warunkach te zwierzęta muszą być przechowywane, żeby to było blisko ich behawioru i zgodnie z ich naturą, w jakiej temperaturze jeśli chodzi o terraria, czy akwaria, czym oczywiście karmione. Niejednokrotnie jest to żywność, którą specjalnie trzeba sprowadzać z drugiego końca świata, bo nie ma odpowiedników w Europie. Szereg różnych czynników powoduje, że to ogromne wyzwanie logistyczne, ale też ogromne wyzwanie badawcze związane z aktualną wiedza. I uspokajam – nie karmimy szympansów kanapkami i piwem. 

I powiedz mi, kwestia dotycząca karmienia kanapkami i piwem. Komuś się wydawało, ze tak jest słusznie? Że małpy są podobne do ludzi i powinny to pić i jeść?

W ówczesnym czasie poziom wiedzy naukowej dotyczący dzikich zwierząt był naprawdę na niskim poziomie i robiono eksperymenty. Ponieważ małpy były podobne do ludzi w związku z tym ludzie chcieli im dać najlepsze, co w ich mniemaniu było do jedzenia, więc serwowano im kanapki i piwo do popicia. Nie wynikało to ze złej woli, ale z braku wiedzy. Natomiast też pamiętajmy, że w owych czasach zupełnie inaczej wyglądała sytuacja jeśli chodzi o dziką przyrodę. Tych terenów na świecie, nietkniętych stopą człowieka, było procentowo bardzo dużo, gdzie dzisiaj jest to zaledwie promil. Wystarczy podać przykład Europy, gdzie praktycznie nie ma miejsc, gdzie człowieka nie było. My sobie absolutnie podporządkowaliśmy Ziemię i ten styk zwierząt i dzikiem przyrody – no rozepchaliśmy się łokciami. To też powoduje, że rola ogrodów zoologicznych zupełnie się odmieniła. Świat jest globalny, wydaje nam się, że znajdziemy w Internecie wszystko o tym świecie, a nie do końca tak jest. 

Czyli mówisz zmieniło się zoo przez te właściwie ponad 100 lat, koniec XIX wieku, te ogrody zoologiczne powstają, XX wiek to jest taki okres, w którym wszyscy uczymy się jak zaopiekować się tymi zwierzętami, co robić z tymi zwierzętami i co robić dla zwierząt. Myślę, ze końcówka XX wieku to już jest w tym kierunku co możemy zrobić nie tylko dla zwierząt w zoo, ale również dla zwierząt na całym świecie. Czy uważasz, że dzisiaj zoo jest potrzebne? Jakie ma dzisiaj zadanie? 

Przede wszystkim zoo w odsłonie historycznej nie powinno mieć racji bytu, więc jeśli kojarzymy zoo z ciasnymi kratkami dla zwierząt, gdzie one są przetrzymywane tylko dlatego, żeby sprawiać radość i przyjemność ludziom, którzy nie podróżują po świecie to absolutnie takie miejsca nie powinny istnieć. Warto powiedzieć, że zoo i zoo to niekoniecznie muszą być te same placówki. My jako ogród zoologiczny jesteśmy spółką, taką mamy formę prawną, ale naszym właścicielem jest prezydent Wrocławia. To powoduje, że jeżeli z naszej działalności podstawowej, czyli sprzedaży biletów do zoo mamy nadwyżki to każdą nadwyżkę jesteśmy w stanie przekazać na rozwój ogrodu zoologicznego bądź na rozwój zwierząt w ich środowisku naturalnym. Zdarza się, że są osoby prywatne, które zakładają ogrody zoologiczne żeby zarabiać na pokazywaniu zwierząt, na bliskim kontakcie ze zwierzętami, który jest niezgodny z ich naturą. Weźmy takiego tygrysa sumatrzańskiego, który rezyduje w naszym ogrodzie zoologicznym, mamy parę, Nuri i Tenga i w tej chwili doczekaliśmy się potomkini po wielu latach, małej tygrysiczki sumatrzańskiej co było ogromnym wydarzeniem na skalę międzynarodową, bo urodziny Suri zostały dostrzeżone nawet w Indonezji. Kiedy chcieliśmy uroczyście nadać imię małej, odwiedziła nas Pani abmasador w Polsce Indonezji. Rzeczywiście to było wręcz wydarzenie o skali dyplomatycznej, dlatego, że tygrysy sumatrzańskiej są bardzo zagrożone wyginięciem w ich środowisku naturalnym, szacuje się, że dostało ich 300-500 sztuk. I teraz przeciwnicy ogrodów zoologicznych mówią „wypuścić tygrysy do natury, zwierzęta nie powinny mieszkać w zoo”. Ok, pełna zgoda, tylko jeżeli my te tygrysy wypuścimy z ogrodów zoologicznych i zamkniemy ogrody zoologiczne to one w naturze nie przetrwają. Dlatego, że jednym z trzech najbardziej dochodowych procederów biznesowych jeśli chodzi o zagrożenie dla rzadkich gatunków jest między innymi kłusownictwo i handel zwierzętami bądź ich elementami. Bardzo dużo na świecie panuje przesądów, z powodu których cierpią zwierzęta. Są kłusowane, zabijane, a ich części ciała to ogromny biznes. Tutaj można podać przykład chociażby żaby z jeziora Titikaka w Boliwii, która jest bardzo wyjątkowa. Jest to gatunek endemiczny, czyli żyje tylko i wyłącznie w tym jeziorze. Natomiast tam krąży przesąd, że żaba ze względu na swój wygląd jest nazywa żabą moszną. Świetnie po zmiksowaniu taki koktajl działa na płodność, czy leczy niepłodność i tego typu przesądy powodują, że ta żaba jest zagrożona wyginięciem i wymaga szczególnej uwagi. My tę żabę mamy we Wrocławiu, udaje nam się ją z sukcesem mnożyć. Ale wracając do tygrysów – też są takie miejsca, które się podszywają pod zoo, gdzie na przykład turyści mogą sobie z takim tygrysem zrobić zdjęcie, gdzie mogą tego tygrysa pogłaskać. To jest absolutnie niezgodne z naturą tego zwierzęcia. W naturze bez zastosowania jakichś specjalnych środków przymusu bezpośredniego, chociażby w postaci farmakologii czy narkotyków odurzających zwierzęta nie byłoby możliwości, żeby ten tygrys akceptował blisko kontakt z człowiekiem, bo to jest silniejsza natura, chce rozdzielić dwie ścieżki w naturze. Gdybyśmy nie zachwiali równowagi pomiędzy ilością ludzi, a dzikich zwierząt to drogi człowieka z tygrysem raczej by się nie skrzyżowały. On unikałby nas z dużej odległości, ponieważ nie chciałby się spotkać z potencjalnym drapieżnikiem. Natomiast często istnieją takie miejsca, przeprowadza się zabiegi medyczne, żeby wyrwać pazury takiemu zwierzakowi, żeby móc prowadzić taką bardzo dochodową działalność. Natomiast często te placówki nie są zainteresowane wspieraniem tych dzikich zwierząt w przyrodzie, chociaż podszywają się chętnie pod to, gdzie ogrody zoologiczne, które mają misję i mówią o tej misji coraz więcej i chcą być usłyszane.  

Teraz powiedziałaś o tym tygrysie i faktycznie – wypuszczenie go, gdybyśmy postąpili tak, jak chcą wszyscy, którzy chcą dobrze, bo uważają, ze te zwierzęta powinny żyć w środowisku naturalnym. Jeżelibyśmy go wypuścili i odesłali na Sumatrę to za chwilę stałby się celem, albo w wyniku tego, co na Sumatrze się dzieje, bo Indonezja znana jest z tego, że dużo drzew jest wycinanych, dostosowywanych pod różnego rodzaju uprawy rolne, także ten tygrys za chwilę wpadłby z życia w klatce, ale w jakichś dobrych warunkach, wpadłby do życia w pułapce, bo na co dzień nie wiedziałby, czy za chwilę zostanie odłowiony, odstrzelony albo cokolwiek innego, albo zginie sam, bo akurat będzie wypalanie lasu. 

Dokładnie tak, jego tereny łowieckie, w których mieszka są zamieniane w plantacje akacji, czy olejowca. Przecież my te tereny i obszary zajmujemy i zabieramy dlatego, że musimy wykarmić ludzkość, która w tej chwili ma niemalże 8 miliardów. To jest też ogromny problem, te zasoby na świecie są nierówno dzielone, bo jak wiemy jest bogaty świat zachodu i półkula południowa, gdzie jest dużo biedy, więc trudno potępiać ludzi, którzy kłusują ze względu na to, ze nie mają co jeść, bądź chcą zarobić jakieś pieniądze na utrzymanie rodziny. To są oczywiście tego typu dylematy, których my z perspektywy świata zachodniego, względnie bogatego i bezpiecznego nie rozumiemy do końca. Z drugiej strony ten świat zachodu też generuje mody wynikające z tego, że się bogacimy i na różne fanaberie możemy sobie pozwolić. I tego typu mody związane z trzymaniem dzikich zwierząt jako domowych pupili są też niezwykle niebezpieczne, bo generują zapotrzebowanie, a to zapotrzebowanie zachęca do łamania prawa. Bo oczywiście prawo międzynarodowe dotyczące dzikich gatunków jest, są listy z tymi gatunkami, nie są to żadne tajne rzeczy i bardzo łatwo znaleźć w Internecie te informacje. Niemniej zarobek jest tak wielki, że proceder kwitnie. Fajnym przykładem jest chociażby kawa Kopi Luwak. Nie wiem, czy Państwo mieli okazję próbować, ja nie próbowałam, ale znam takie głosy, że jest to kawa, która właściwie nie różni się strasznie od innych kaw. Ona zyskała sławę ze względu na bardzo wysoką cenę – mamy produkt ekskluzywny dedykowany wąskiej klienteli i dosyć niestandardowy, bo jakieś miłe zwierzątko zjada ziarenka kawy, krąży mit, że zwierzątko wybiera tylko najlepsze ziarenka kawy, po czym jej nie trawi, wydala tę kawę, potem jest parzona i sprzedawana za kilkaset dolarów od kilograma. Jest to bardzo droga kawa, tylko mało kto wie, że ten proceder powoduje, że życie jednego z takich małych zwierzątek, czyli łaskunka jawajskiego, skraca się dziesięciokrotnie. Mamy problem z łaskunkiem, my jako Zoo Wrocław wspieramy łaskunka, udało nam się sfinansować wybieg na Jawie, gdzie żyją łaskunki odebrane przemytnikom. Udało nam się doczekać już trzeciego malucha, natomiast warto powiedzieć, że ten gatunek jest nadal na granicy wymarcia właśnie z uwagi między innymi na ten proceder, a w ogóle w latach 90-tych naukowcy myśleli, że tego łaskunka nie ma, więc jest to jeden z wyjątkowych gatunków, ale tych przykładów można mnożyć tysiące. Ja zaczynają pracę w zoo nie zdawałam sobie sprawy, że skala zniszczeń, których dokonaliśmy jako ludzie jest ogromna i sposobu gdzie i jak trzeba pomagać. 

Ostatnio szliśmy z żoną przez las, w pobliżu którego mieszkam i tam na spacerze. Zdarzyło nam się sprzątnąć jakieś śmieci i patrzyliśmy na ten las, co się dzieje, potem zastanawialiśmy się czy w lesie powinny być kosze na śmieci, czy nie powinny być te kosze na śmieci. Wyszło nam, że nie powinny, bo jak będą kosze, to jest duża szansa, że zwierzęta je rozwalą, bo będą szukały tam pożywienia, więc właściwie jednak nasze zachowanie powinno być takie, że jednak wynosimy te śmieci, ale wniosek nam przyszedł jeden. Gdyby nie człowiek, to właściwie ta równowaga byłaby niezachwiana, bo każde zwierzę ma jakąś swoją funkcję, jakieś swoje zadanie w całym tym procesie. Ok, jedne są pokarmem dla drugich, trzecie są pokarmem są dla czwartych, jeszcze inne coś tam robią, sprzątają. Rośliny by sobie rosły i to, co mówisz, że my wynajdujemy jakieś takie fanaberie, które urastają do rangi czegoś ekskluzywnego, chociażby ta kawa. Nigdy nie miałem świadomości co się dzieje z efektem ubocznych. Myślałem, ze zwierzęta karmi się tą kawą, one wydalają, ktoś ją zbiera, ale z tego wygląda, że robi się proceder przemysłowy, czyli trochę te zwierzęta schodzą do rangi kurczaków, krów. Staje się już taka produkcja przemysłowa. 

Tam, gdzie jest pieniądz, gdzie jest potencjalny zysk zawsze znajdzie się człowiek, który usprawni ten proces, przyspieszy, żeby jeszcze więcej na tym zarobić. Tak jesteśmy skonstruowani i tak to niestety wygląda. Natomiast ja uważam, że wszystko w rękach klientów i widzę to wyraźniej niż kiedykolwiek pracując w marketingu, że całe szczęście nadeszły czasy, gdzie to my możemy decydować jak konkretne marki czy firmy się zachowują, bo do tej pory było takie myślenie, że co ja mogę, ten pojedynczy człowiek? Mogę nie kupić tej kawy, nie odwiedzić pseudo zoo, gdzie ktoś mi zagwarantuje piękne zdjęcie z tygrysem, ale będę miał z tyłu głowy, że odbywa to się kosztem tego zwierzęcia. Naprawdę my możemy stanowić o tym jako konsumenci jak ten świat wygląda. 

Agnieszko, wymieniłaś w tej chwili trzy takie słowa klucze, na których za chwilę pociągniemy naszą rozmowę. 

A czy ja mogę wrócić do wątku, który poruszyłeś o tym spacerze w mieście, bo myślę, że to jest też bardzo ciekawy wątek? 

Ależ proszę Cię bardzo, jesteś tu gościem, możesz więcej niż ja. 

To jest ciekawe spostrzeżenie i mam marzenie, żebyśmy mieli coraz więcej refleksji, kiedy spacerujemy po miejskich parkach/trawnikach, bo to jest też kolejna wiedza, którą udało mi się zdobyć, wyłuskać, moim zdaniem bardzo ciekawa, że nasze miasta europejskie to też są swego rodzaju dżungle bioróżnorodności, tylko my tego nie zauważamy i nie doceniamy. My uważamy, że miasta powinny być dla ludzi i jeżeli pod nasz śmietnik, ogródek, osiedle wchodzi dzik, sarna, czy chociażby kuna to uważamy, że absolutnie trzeba zrobić z tym porządek i wyeliminować tego typu zwierzaki i jest to błędne myślenie. My z kolei w Europie doprowadziliśmy do takiej sytuacji, ze chyba 100% tej ziemi to ziemia tknięta stopą ludzką, a w miastach europejskich żyje 75% populacji Europy. Dlatego ważne jest to, że projektując miasta i w nich żyjąc podejmując różne decyzje nie czuli się w tych miastach sami, mieli na uwadze przyrodę. Ten przykład z kubłami, gdzie wszyscy krzyczą, że wszędzie powinny stać śmietniki to ok, ale tam będą odpadki. To będzie zaproszenie dla dzikich zwierząt i to nie dlatego, że wchodzą na nasze terytorium. To my się rozlaliśmy z miastami na ich tereny, a potem dziwimy się, że ten dzik, czy sarna w naszym parku buszuje. Musimy nauczyć się razem funkcjonować i dowiedzieć się co w takiej sytuacji powinniśmy robić. Albo jeśli nie chcemy tego kontaktu z naturą i dzikimi zwierzętami to jak możemy bezpiecznie dla ogółu unika i tu też będziemy z Zoo Wrocław podejmować tego typu działania edukacyjne, bo uważamy, ze one są niezmiernie ważne. 

Wróciłaś do tematu resztek jedzenia, to przypomina mi się bodajże Skok przez płot, taki film animowany, który pokazuje z perspektywy zwierząt to, że jeżeli one będą miały w zasięgu pożywienie, które będzie łatwiejsze dla nich to niestety staną się bardziej leniwe, a z drugiej strony to pożywienie nie będzie dla nich zdrowe, bo to jest przykład z początku, kiedy mówiłaś o piwie i kanapkach. Te zwierzęta pójdą jeść, tym bardziej, że będzie dla nich smakowo atrakcyjne. Natomiast w efekcie rozwali im żołądki, nerki itd., bo w żaden sposób nie są przygotowane do tego, co jemy. Powinniśmy mieć świadomość zanim wyrzucimy kanapkę, czy cokolwiek takiego. Bo jak wyrzucimy jabłko czy ogryzek w lesie nie stanie się nic takiego. 

A z drugiej strony porządkujemy te lasy i parki pod kokardkę. Chcemy, żeby wszystkie trawniki były pokoszone, wszędzie były ścieżki, ławeczki, latarenki, odpowiedniej wysokości krzewy itd. itd. i projektujemy i układamy te miasta pod siebie nie myśląc o tym, że to zwalone drzewo, które zostało zwalone nad Odrą przez bobra, gdzie się nic nie stało, bo zrobił to zgodnie z naturą, będzie pożywką dla niezwykłych owadów, chrabąszczy, czy innych gatunków zwierząt, że jest dobrodziejstwem ta rozkładająca się kora, która wzbogaca ściółkę i karmi tę roślinność, która gdzieś tam rośnie. Wszystko jest powiązane ze wszystkim. Też fajnie by było, gdybyśmy się nauczyli postrzegać te nasze miejskie przestrzenie, jeżeli oczywiście chcemy żyć w zgodzie z przyrodą jako otwarte też na potrzeby zwierząt. Moja przyjaciółka kupiła dom i okazało się, że ten dom stoi na szlaku migracyjnym żab i rzeczywiście późną wiosną, gdy te żaby się rodzą, czy przemieszczają się, to wskakują przez ogródek do salonu, przemierzają kuchnię. Na szczęście wystarczy otworzyć drzwi na korytarz, żeby te żaby wypuścić. No ale deweloper postawił na szlaku migracyjnym osiedle i te drogi się tam krzyżują. No ale myślę, że warto spojrzeć na to z uśmiechem i dużą dozą zrozumienia i pogodzić się z tym. 

To co powiedziałaś to ciekawy aspekt budowania czegokolwiek. Ja słyszałem od kolegi, który pracuje w Niemczech i jest architektem przestrzeni. Nim zacznie się budować cokolwiek w danym miejscu, nim zostaną wydane plany zagospodarowania to on tam przyjeżdża, rozpoznaje wiatry,  żeby nie był zaburzony ciąg powietrza w tym obszarze. Po drugie sprawdza, czy są jakieś istotne rzeczy. Najczęściej nam się kojarzy, ze ekolodzy robią szum, bo jakieś tam robaczki czy coś innego. Pewnie nieumiejętnie to robią i nagłaśniają, ale z drugiej strony jeżeliby ktoś przyszedł, zwrócił uwagę na to i zabezpieczył to miejsce. Ok, powstałby o jeden dom mniej, ale mogłoby się okazać, że powstało coś fajnego, co nie zaburza tego ekosystemu, w którym będziemy żyli. Trochę myślimy w aspekcie dzisiaj – mało tych wszystkich dużych inwestycji jest robionych z myślą o jutrze, a o pojutrze to już są w ogóle jakieś śladowe inwestycje. 

To też poruszyłeś fajną kwestię ekologii, że ekolodzy będą szumieć, będą krzyczeć. No właśnie, w każdej dziedzinie, w ochronie zwierząt, czy bioróżnorodności potrzebny jest umiarkowany głos, który będzie z jednej strony rozumiał argumenty ekologów, którzy starają się chronić środowisko, którzy mają duża wiedzę i obawy dotyczące naszego świata wynikające z tej wiedzy, ale troszkę trzeba to tonować, żeby tłumaczyć szaremu kowalskiemu nie negując, że być może nie ma tej wiedzy, nie rozumie dokąd to zmierza, że w żadną stronę radykalna postawa i w żadnym temacie nie jest dobra. My też powinniśmy nauczyć się ze sobą dialogu, takiej płynnej rozmowy z dużym zrozumieniem i chyba my jako Zoo Wrocław staramy się być czymś pośrodku. Czyli z jednej strony oferujemy przyjemność spędzenia fajnego czasu, staramy się zadbać o naszego odwiedzającego, żeby też przeżył wspaniałą przygodę w zoo, ale też staramy się na każdym kroku i tak myślimy o tym funkcjonowaniu zoo, żeby za każdym razem przemycić mu jakąś dawkę wiedzy. Edukacja jest niezwykle ważnym elementem funkcjonowania ogrodu zoologicznego. Mamy świetnych edukatorów, którzy nic innego nie robią, tylko zajmują się tym. Realizują zajęcia dla dzieci, dla dorosłych zresztą też. Aktualnie są w wersji online właśnie po to, żebyśmy mogli się tą wiedzą dzielić. My też mamy takie hasło misyjne – zobacz, pokochaj, pomóż ochronić, które jest niezwykle cenne, bo dokładnie w tym haśle mieści się wszystko to, czym jesteśmy i jaką rolę chcielibyśmy pełnić. Chcemy zapewnić bliski kontakt ze zwierzętami, bo wtedy możemy je poznać i pokochać, bo nie są czymś wirtualnym, co możemy sobie oglądać w Internecie co jest czymś dalekim, powierzchownym. Często ten kontakt bezpośredni uruchamia tę miłość, zainteresowanie i dążenie do wiedzy. A jak mamy wiedzę to wtedy jesteśmy w stanie pracować nad tym, żeby te zwierzaki w naturze ochronić. 

Agnieszko, ja wcześniej mówiłem, że powiedziałaś trzy słowa klucze, które będą wykorzystane w dalszej części rozmowy, a teraz mamy już cztery. Czyli pieniądze, marketing, CSR i odwiedzający. Zacznę o CSR, bo tu przez przykład produkcji tej unikalnej kawy, bo jednak chciałabyś, żeby firmy były odpowiedzialne i myślę, że ta odpowiedzialność firm jest coraz bardziej prawdziwa. Kiedyś CSR był takim modnym hasłem. Ja miałem okazję z Przemkiem Przybylskim w 91 odcinku rozmawiać o tym czym CSR powinien być, żeby był prawdziwy, żeby był prawdziwy. Myślę, że to, co w tej chwili powiedziałaś to jest apel do wszystkich pracowników różnych firm, żebyśmy zwrócili uwagę na to, czym handlujemy i jak wpływamy na środowisko. Czy taką rolę też również dzisiaj ma zoo? Zachęcające do tego CSR? 

Ja poszłam o krok dalej. Prowadząc od kilku miesięcy różne rozmowy właśnie dzięki temu, że jest lockdown i mniejsza była możliwość spotkania to otworzyła mi się większa przestrzeń, żeby spotykać się z przedstawicielami różnych firm z całej Polski, bo pewnie byłoby to trudniejsze w normalnych warunkach. To jest plus, akurat dla mnie, pandemii. Zrozumiałam, ze to, o czym Ty mówisz, że to, jak chcielibyśmy być postrzegani niekoniecznie działa w rzeczywistości. Coraz więcej firm rzeczywiście chce się zajmować społeczną odpowiedzialnością biznesu i rozumie, że to kwestia włączenia działań w strategię, a nie tzw. Greenwashingu, czy kwestii PR, natomiast często marketingowcom brakuje wiedzy z jednego źródła, wiarygodnej, bo Internet pełen jest różnych sprzecznych informacji, na których ci marketingowcy mogliby się oprzeć. Często współpracy z instytucją, ale takich, które nie głoszą radykalnych tez, które mówią, zęby natychmiast wykasować wszystkie produkty, które zawierają olej palmowy, bo po prostu położylibyśmy wiele biznesów. Głoszenie tych haseł nie miałoby racji bytu, my raczej zachęcamy do tego, żeby firmy jednak pozyskiwały odpowiednie certyfikaty, które gdzieś tam gwarantują, że ten olej palmowy jest właściwie pozyskiwany. Sami jesteśmy biznesem i staramy się ten biznes zrozumieć. Poszliśmy o krok dalej i w tej chwili startujemy z rekrutacją na pierwszy w Polsce kierunek studiów podyplomowych, dedykowany marketingowcom i osobom chcącym rozpocząć przygodę z marketingiem. Mamy świetnych wykładowców zarówno z dziedziny marketingu jak i społecznej odpowiedzialności biznesu. Jeden z kursów poprowadzi mój szef, który od 40 lat podróżuje po świecie, przemierza ten świat i na własne oczy też obserwuje zmiany tego świata, po prostu w przyrodzie, w środowisku naturalnym jest w stanie podać z pierwszej ręki mnóstwo konkretnych przykładów, gdzie, jakie zasoby, w której części świata są na wyczerpaniu, bądź gdzie trwają różne konflikty o te zasoby i jakie to pociąga konsekwencje dla środowiska naturalnego. To będzie pierwszy kierunek tego typu. Na razie badamy, zobaczymy, mam nadzieję, że chętni się znajdą i będziemy to kontynuować. 

Trzymam kciuki. Temat CSR mamy zaadresowany, to teraz zostały rzeczy istotne. Po pierwsze pieniądze, marketing, a przede wszystkim odwiedzający. Zoo potrzebuje pieniędzy, zoo w dużej mierze pieniądze będzie miało dzięki odwiedzającym. Jaka jest rola marketingu w zoo? Co Ty właściwie w tym zoo robisz? Dajesz reklamę, pokazujesz ładne zwierzątka?  

To jest bardzo trudne pytanie dlatego, że ja w normalnych warunkach w ogrodzie zoologicznym przepracowałam niewiele ponad 6 miesięcy po czym gruchnęła pandemia, gdzie wszystkie swoje plany dotyczące tego, c chciałabym zrobić jako marketingowiec w zoo absolutnie siadły i musiałam przeprojektować zupełnie swoje działania z czego jestem dumna, bo wydaje mi się, że tez zrobiliśmy kawał dobrej roboty i wykorzystaliśmy pandemię właśnie chociażby w celach edukacyjnych. Zaraz po rytm, jak w ubiegłym roku ogród zoologiczny został zamknięty i był nieczynny przez 72 dni dla odwiedzających uruchomiliśmy cykl domowe zoo. Myśmy ten cykl uruchomili za pośrednictwem telefonu komórkowego służbowego, który był pod ręką, kupiliśmy szybko sticka, żeby jako taka jakość tych zdjęć była i zaczęliśmy kręcić takie audycje na żywo, w których spotykaliśmy się z naszymi opiekunami i ze zwierzętami i odpowiadaliśmy jednocześnie na pytania, które były zadawane na Facebooku. Okazało się, że ten cykl zapełnił niszę, ponieważ nie wszystkie szkoły jeszcze wiedziały jak uruchomić zajęcia, rodzice byli bardzo wdzięczni, bo mogli usiąść z dziećmi dwa razy w tygodniu i pomimo pandemii gdzieś tam mieć oko na ten zewnętrzny świat i rzeczywiście nasze domowe zoo funkcjonowało przez kilka miesięcy i zgromadziło kilkumilionową publiczność i jesteśmy dumni z tego projektu. Wydaje mi się, że tu zadziałała pewna elastyczność. Natomiast rzeczywiście w ZOO to jest tak, że ten marketing cały czas gdzieś tam musi być i cały czas gdzieś tam musimy o sobie przypominać, natomiast są rzeczy, których nie przeskoczymy. Nie przeskoczymy w tej chwili pandemii, która odbiera nam sporo rynku, ponieważ 70% osób przyjeżdżający w sezonie do zoo Wrocław to były osoby przyjezdne i to mieliśmy odwiedzających z blisko 100 krajów na całym świecie, więc tego w tej chwili nie ma. Siatka połączeń lotniczych do Wrocławia też absolutnie zmalała, w ogóle w tej chwili nie ma połączeń z większości kierunków, więc nie ma tych turystów, natomiast my z samych wrocławian i rejonu jakby nie jesteśmy w stanie przeżyć. Zoo Wrocław się bardzo rozrosło, ponieważ przed pandemią odwiedzało nas 1,6-1,8mln osób, ten współczynnik w ubiegłym roku na skutek pandemii spadł do 900 tysięcy, chociaż i tak był to bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę to, że zoo było przez dwa miesiące zupełnie zamknięte, a warto wziąć pod uwagę to myśląc o naszej placówce, że my w przeciwieństwie do innych instytucji, które się zamykają z powodu lockdownu nie jesteśmy w stanie wysłać ludzi na postojowe, skręcić kaloryferów, ogrzewania, wyłączyć wodę w basenach, bo mamy żywe stworzenia i bez względu na to, czy jesteśmy otwarci czy zamknięci musimy tak samo funkcjonować, musimy tak samo karmić. Nie będziemy negocjować z manatem czy zamiast 50 kg sałaty zje 25. To nie wchodzi w grę. Więc to na pewno też dla nas duże wyzwanie. 

Agnieszko, kim jest standardowy odwiedzający wrocławskie zoo? Powiedziałaś, że jest dużo osób z Polski, dużo osób jest spoza Wrocławia, dużo turystów. Ale jakbyś miała opisać, stworzyć taką przykładową personę. 

Tych person musiałoby być na pewno kilka, myślę, że około 5. Myślę, że jedną z tych person jest posiadacz karty rocznej. Znam mnóstwo ludzi, którzy mają kartę roczną. Karta roczna do zoo to jest koszt 120zł od osoby, więc to powoduje, że… 

Ale po co mu ta karta roczna? To jest takie zapotrzebowanie na regularne odwiedzanie zoo? 

Tak. Są osoby, które regularnie odwiedzają zoo. Ja w tej chwili nie pamiętam rekordzisty, ale zdaje się, że jak przeglądała statystyki to rekordzista na 365 dni w roku potrafi być około 200 w zoo. Są pasjonaci tego typu, którzy na przykład robią zdjęcia zwierzętom i tutaj rzeczywiście częsta obecność powoduje, że mogą zgromadzić bardzo fajny materiał. Bardzo dużo posiadaczy karty rocznej to są osoby z małymi dziećmi. Po pierwsze dlatego, że mamy często się umawiają z małymi dziećmi, czy jeszcze w wózkach, że regularnie spędzają czas zajmując się dziećmi właśnie przez to, że mamy piękny 33 ha teren ogrodu zoologicznego, bezpieczny, zamknięty, cichy, z dala od miejskiego zgiełku, więc jest to bardzo fajna forma. Seniorzy, którzy korzystają ze spacerów po ogrodzie zoologicznym, więc mamy w tej chwili około 20 tysięcy posiadaczy takiej karty rocznej. To jest całkiem przyzwoity wynik. No i oczywiście biorąc pod uwagę koszt tej karty, to ona się zwraca już przy trzeciej bytności w zoo w ciągu roku i chcemy tę cenę utrzymać, trochę na wzór tego, jak płaci się za komunikację miejską. Czyli jeżeli jesteś jednorazowym klientem to niestety ten bilet będzie Cię więcej kosztował, a jeżeli jesteś osobą, która stale korzysta z komunikacji miejskiej to będziesz to robił za kilkadziesiąt groszy dziennie. W przypadku karty rocznej takie wejście do zoo to jest właśnie kwota około 30 groszy dziennie, więc naprawdę niewiele. Kolejny model, właściwie to pierwsza taka persona to jest turysta. Zarówno ten z Polski, jak i ten zagraniczny. Często jest to turysta, który w ogóle odwiedza ogrody zoologiczne. Tu jest ciekawostka jeżeli w takim naturalnym myśleniu konkurencyjnym myślimy o tym, że my ścigamy z innymi ogrodami zoologicznymi to absolutnie tak nie jest. My uważam, że dobre ogrody zoologiczne napędzają innym dobrym ogrodom zoologicznym publiczność i odwiedzających w związku z czym nie konkurujemy miedzy sobą. My możemy konkurować z innymi atrakcjami turystycznymi, ale niekoniecznie z ogrodami. Z ogrodami współpracujemy, bo bez takiej siatki współpracy w ogóle nie byłoby możliwości tego, żebyśmy mogli chronić przyrodę. Czyli chodzi o to, że tylko działając w takich sieci 1000 ogrodów zoologicznych, jest takie stowarzyszenie światowe ogrodów zoologicznych i akwariów. Wymieniamy się wiedzą, wymieniamy się ludźmi, którzy praktykują i siebie nawzajem i przede wszystkim wymieniamy się, nie, nie sprzedajemy. Wymieniamy się zwierzętami po to, żeby móc prowadzić hodowlę zachowawczą na wypadek wyginięcia wielu z gatunków, które mamy w zoo, z ich naturalnego środowiska. 

Ok, jestem odwiedzający i tak, jak powiedzieliśmy. Teraz podałaś przykłady, to jest znaczące źródło przychodów. Tylko czy nie jest tak, że ludzie mówią, że to zoo to jest drogie? Czy oni dobrze się odnoszą do tego, że jest drogie? Bo to jest znaczący wydatek dla tych okazjonalnych. I czy ino jest drogie, bo takie powinno być, czy powinno być tańsze? Jak Ty na to patrzysz? 

W ogóle mówienie o tym, czy coś jest drogie, czy nie to jest względne. Mówi się też o tym, że cena jest ustalana na podstawie tego, ile ktoś chce za daną usługę zapłacić, skoro w normalnych sytuacjach, oczywiście pomijając pandemię i wynikające z tego warunki, są chętni do odwiedzania ogrodu zoologicznego w taki sposób, że samo się finansujemy, to znaczy, że ta cena jest ustawiona na właściwym poziomie. Ja na to tak patrzę. My jesteśmy dosyć wyjątkowym ogrodem zoologicznym na rynku polskim dlatego, że jesteśmy jednym z dwóch ogrodów zoologicznych, które funkcjonują w formie spółki. Drugim jest ogród łódzki, który zresztą otwiera orientarium w drugiej połowie tego roku, które będzie też ciekawą po naszym afrykarium placówką do odwiedzania. Natomiast pozostałe ogrody zoologiczne są finansowane głównie z dotacji miejskich i są instytucjami miejskimi. I trochę rządzą się innymi warunkami. 

I teraz mamy tych odwiedzających, oni przenoszą te pieniądze. Tak, jak powiedziałaś, akceptują tę cenę, mówią, że jest drogo, ale ci, którzy chcą być regularnie mają ofertę, że mogą być regularnie. Ci, którzy są okazjonalnie to jednak musza sobie wkalkulować, że to nie jest wyjście na lody, tylko jest to wyjście do zoo, gdzie te zwierzęta wymagają opieki i teraz kwestia Twojej roli. Ten marketing – co on ma zrobić? Czy on ma napędzać tych zwiedzających jeszcze więcej, że ja potem przyjeżdżam w niedzielę, widzę tę kolejkę i mi się odechciewa… 

Ma negocjować pogodę. 

Ok, czyli właściwie Ty jesteś dyrektorem od słońca i pogody? 

Tak, tylko niestety mam niewielki wpływ na to… 

Kurczę, szukałem takiej fuchy, ale widzę, że jest zajęta. Dobra, co Ty możesz takim ludziom przekazywać? Przyjedźcie do zoo to jakby pierwsze, ale co jeszcze? 

Bardzo ważnym aspektem jest to, o czym zaczęła się nasza rozmowa, czyli po co w ogóle istniejemy? My cały czas w każdej naszej komunikacji przekazujemy przede wszystkim wiedzę i opowiadamy ciekawe rzeczy w ciekawy sposób, o czym świadczy 180 tysięcy osób, które nas obserwuje na Facebooku. O tym świecie przyrody, cały czas tą komunikację codzienną na wszystkich naszych mediach komunikacyjnych w tej chwili wystartowaliśmy również na TikToku, chcemy zachęcać do tego, żeby podtrzymać tę relację z odwiedzającymi. Nawet jeśli ten odwiedzający wpadnie do nas za dwa lata, ale my cały czas pracujemy i cały czas gdzieś próbujemy zaciekawiać contentem, edukować, ale tworzyć też zapotrzebowanie na obcowanie z tym światem przyrody i pokazywaniem tego, jak on jest piękny. Więc jakby wbrew pozorom oczywiście jako szef marketingu będę znała prognozy pogody w piątek to niewiele jestem w stanie przeskoczyć kwestii związanych z pogodą tak, aby bezpośrednio w sobotę i w niedzielę ci odwiedzający się pojawili, czy też nie mam wpływu na sytuację związaną z lockdownem, ale jednak obserwowaliśmy to na przykładzie ubiegłego roku, że to stałe komunikowanie pomimo tego, że ogród był zamknięty, stałe podtrzymywanie relacji tej komunikacyjnej z publicznością wygenerowało to, że jak ogród został ponownie otwarty i zniknęły obostrzenia związane z pandemią to mieliśmy takie miesiące, gdzie wynik ten miesięczny przekroczył przychody z 2019 roku pomimo tego, że 2019 rok był naprawdę doskonały, najlepszy w dziejach współczesnych Wrocławskiego Ogrodu. Także absolutnie moją rolą jest to, żeby zoo było przede wszystkim dobrze postrzegane, czyli stałe komunikowanie o misji ogrodu zoologicznego, ale też to, żeby podtrzymywać relacje z ludźmi, pokazywać świat przyrody i zachęcać do tego, żeby poprzez wizytę w zoo chociażby być bliżej tego świata przyrody. 

Powiedziałaś o tej pogodzie, o tym słońcu, które jest istotne dlatego, żeby to zoo miało wtedy dobre przychody. No bo wiadomo, jak jest słonecznie, też nie za gorąco to wtedy ludzie przychodzą. A może wprowadzić takie atrakcje, które są preferowane, na przykład wycieczka w dni, kiedy pada deszcz. Czyli jak już przyjechałem pod to zoo, jestem, deszcz zaczął padać, to może mogę dostać jakąś inną trasę sugerowaną?

To nie działa, My to próbowaliśmy. To się nie sprawdza pomimo tego, że wiele naszych pawilonów i afrykarium ma temperatury naprawdę tropikalne to nie jest to wystarczający czynnik do tego, żeby jednak ktoś przyjechał z drugiego końca Polski, bo ludzie bardzo mocno patrzą na pogodę, ponieważ jak już przyjeżdżają tutaj turystycznie to chcą spędzić w zoo cały dzień i jak najbardziej wykorzystać wszystkie jego walory i atuty. Jeżeli tej pogody nie ma, to oczywiście frekwencja bardzo często jest, ale one nie jest w takim stopniu jak w te dni, kiedy świeci słońce, jeszcze wtedy dochodzą kumulacje dni wolnych, to wtedy wrocławskie zoo przeżywa absolutne oblężenie. 

Czy jako zoo, bo mówimy o marketingu, o turystach, odwiedzjących, atrakcjach… Czy jako zoo współpracujecie z innymi instytucjami we Wrocławiu, zęby tworzyć takie weekendy we Wrocławiu, albo trzy dni we Wrocławiu?  Żeby tym ludziom oprócz zoo jeszcze coś pokazać, zachęcić? Nawet jak ta pogoda się zepsuła w tym zoo, zmokli, tonie wiem, pójdą na basen, gdzie się trochę ogrzeją. 

Tak jest, mamy taką ofertę, którą nazywamy bilety łączone i to są bilety łączone z zoo-hydropolis i zoo-aquapark. Rzeczywiście można sobie zaplanować albo dzień cały i podzielić ten dzień pomiędzy ogród zoologiczny i aquapark, bądź też można sobie te dwie rzeczy rozdzielić i z tego, co pamiętam, tam jest miesiąc chyba na skorzystanie z tej drugiej atrakcji po wykorzystaniu tej pierwszej, więc mamy tez sporo czasu. Oczywiście pakiet łączony jest dużo bardziej atrakcyjny niż zakup odrębnych biletów wstępu do tych atrakcji. NO i rzeczywiście przed pandemią cieszyły się sporym wzięciem. Teraz wiadomo – aquapark również jest nieczynny, hydropolis też, więc te bilety aktualnie się nie sprzedają. Ale kiedy wszystko wróci do normy to myślę, że będą również atrakcyjną ofertą. 

Agnieszko, w czym irytujące są odwiedzający zoo? 

Ja to w ogóle nie staram się podchodzić się do klientów ocenie. Bardziej wolałabym sformułowanie nad czym pracujemy i co powinniśmy poprawić w relacjach… 

Co mogą poprawić u siebie, albo wnieść dobrego odwiedzający zoo pozostawiając to złe przed bramą?

Ja myślę, że dużo w tej chwili lepiej sytuacja wygląda niż 15 lat temu, czy 20 lat temu w ogrodzie zoologicznym, bo jest dużo większa świadomość dotycząca tego, że nie wolno karmić zwierząt w zoo. Jedno z takich podstawowych, klasycznych zachowań, którego my, jako społeczeństwo powinniśmy się nauczyć. Kiedyś niewiele się o tym mówiło, oczywiście były zakazy przy wybiegach dotyczące karmienia, to mało sobie ktoś coś z tych zakazów robił. W tej chwili rzeczywiście jest tak, że tego typu zachowania są sporadycznie, natomiast zdarzają się niestety i staramy się je eliminować do minimum i cały czas o tym też powtarzać, że rzucanie na wybiegi zwierząt jedzenia, które absolutnie nie jest dostosowane do ich menu może im najzwyczajniej zaszkodzić i to bardzo zaszkodzić. Więc staramy się tutaj edukować. Chyba poza tego typu kwestiami nie wiem, mam wrażenie, ale nasi odwiedzający chyba doceniają jednak zoo i trochę działa tak, że to jest taki przykład rzucanego papierka. My bardzo dbamy o wszelkie szczegóły i detale dotyczące wyglądu ogrodu zoologicznego. Kiedy prezes Radosław Ratajczak przechodzi przez zoo, którego codziennie dogląda, on codziennie robi godzinny obchód ogrodu, to wielokrotnie widziałam go w takiej sytuacji, kiedy się po prostu schyla i podnosi papierek, który leży gdzieś tam na ścieżce. I to jest chyba ten kierunek, że ponieważ my sami dbamy też o to otoczenie, jak ono wygląda, jak jest zorganizowana zieleń, jakie są nasadzenia, że to powoduje od razu taką wyższą kulturę korzystania z tego obiektu, więc nauczyliśmy się też nosić maseczki w afrykarium, co w tamtym roku też nie było takie oczywiste, więc chyba jest nieźle. 

Agnieszko, a co na to, że ludziom śmierdzi w zoo? 

Nie mam teraz chyba dobrej riposty na to, ale ciekawe, czy zwierzętom w naszych miastach też śmierdzimy. Wydaje mi się, że może to być adekwatna analogia. Pewnie spaliny z naszych aut, czy też to, jak palimy śmieci w kominach też może być dla nich niezbyt przyjemnym. 

Pytam z tego względu, bo zdarzyło mi się iść w zoo czasami koło ludzi „ojeeeejku, jak to śmierdzi”. Nie wiem czego ludzie się spodziewają. Jak chcą zapachów idealnych to idą do perfumerii, a nie narzekam na zoo, w którym jest to, co ma być w tym zoo. Są zwierzęta, są zadbane, więc nie śmierdzą czymś negatywnym, wydzielają swoje zapachy. 

Wcześniej pracowałam we Wrocławskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym i coś nie coś na temat zapachów w środkach transportu mogę powiedzieć… 

Długo dojeżdżałem do szkoły komunikacją miejską, także czasami to były to dosyć ciekawe doznania. 

Nie wiem co powiedzieć na taki argument, jest dla mnie kompletnie niepojęty. Uwielbiam zapach stajni, ale oczywiście jak wchodzę na zaplecze nosorożców to panuje zapaszek, do którego trzeba przywyknąć, ale nie mam żadnych argumentów. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś nie czuje tematu, to go nie poczuje. 

Jako dyrektor marketingu jesteś ostatnio dosyć aktywna na LinkedIn z promocją zoo. To jest dla Ciebie przyjemność, czy to też jest jedno z zadań, które wpisałaś sobie na listę, żeby to zoo wypromować, pokazywać je z innej strony niż tylko, przepraszam, przechowalnię zwierząt?

Staram się przekazywać informacje te, które sama gdzieś tam zdobywam w taki sposób bardzo lapidarny i ciekawy. Jest to dla mnie duża przyjemność. Tym bardziej, że tak naprawdę codziennie napływają nowe zaproszenia po każdym poście i coraz więcej jest tych lajków i oglądających, więc chciałabym robić to dalej. Myślę, że regularność tutaj ma znaczenie. Chciałabym, żeby te treści były ciekawe i przede wszystkim w tych treściach promuję tę misję, o której rozmawiamy od samego początku i to jest dla mnie ogromna wartość. Nie boję się też dyskusji, więc do tych dyskusji też zachęcam i zapraszam. Ja zawsze będę starała się sięgnąć do informacji źródłowych, bo po prostu moja instytucja ułatwia mi dostęp do tych informacji żeby się dzielić tą wiedzą, natomiast musimy sobie jasno i szczerze powiedzieć – my tej wiedzy o świecie zwierząt nie mamy. I jeżeli wychodzimy z założenia, że wszystko jest w Internecie to to jest bardzo błędną perspektywa, bo w Internecie i tutaj podam przykład pingwinów przylądkowych. Jeżeli wpiszemy hasło „penguin” w wyszukiwarce Google to wskaże ponad 2,5 mld wyświetleń tego rekordu. I tak wygląda Internet, czyli powiedzielibyśmy pingwin, jakie to cudowne, popularne, fantastyczne stworzenie. Tymczasem w przypadku pingwinów przylądkowych ich sytuacja w naturze jest dramatyczna. W ciągu ostatnich 100 lat wyginęło 98% ich populacji. Staramy się w ogrodach zoologicznych ocalić ten gatunek od wyginięcia. Wspieramy też fundację SANCCOB, która działa bezpośrednio w RPA i tam ratuje pisklęta pingwinów i jajka, próbuje je odchowywać i wypuszczać do oceanu, też z dużymi sukcesami. Natomiast jest to trochę walka z wiatrakami, ale nie poddamy się. Przykład pingwina przylądkowego jest dla mnie taką absolutną motywacją, która mówi, że ja muszę w kółko powtarzać o tej misji, muszę wyjaśniać skąd się bierze sytuacja łaskunka jawajskiego, który jest przedmiotowo traktowany przez producentów kawy Kopi Luwak. Bardzo odpowiada mi też społeczność LinkedIn, która rzeczywiście podchodzi z dużym zaciekawieniem i z taką chęcią do dyskutowania, ale dyskutowania w sposób zmierzający do jakiegoś kompromisu, do wymiany ciekawych argumentów. No niestety nie zawsze jest to możliwe w innych mediach społecznościowych, więc bardzo mi ten kanał odpowiada. 


Agnieszko, tu właściwie jesteś już rok, mieszkasz sobie trochę na razie zdalnie w tym zoo. Jakaś anegdota? 

No przychodzi mi jedna anegdota do głowy. Opowiem ją. 
Postaram się uniknąć tytułu gazety, o którą chodzi. Po zamknięciu ogrodu zoologicznego jeden ze znanych tytułów ogólnopolskich zwrócił się z prośbą do mojego szefa o wywiad i ten wywiad był bardzo wyważony, merytoryczny do samego końca, przy czym na końcu tego wywiadu padło pytanie, które wtedy było sprowokowane tym, co powiedziała Pani prezes jednego z niemieckich ogrodów zoologicznych, czyli że u nich sytuacja jest tak fatalna z powodu zamknięcia ogrodu, że nie wykluczają oni uboju zwierząt. Owa gazeta na końcu tego wywiadu zahaczyła mojego prezesa o tę kwestię, który chcąc absolutnie zachować wysoką merytorykę odpowiedział, że oczywiście gdyby sytuacja była jakoś bardzo dramatyczna i zupełnie byśmy nie dysponowali pożywieniem dla bardzo egzotycznych zwierząt to moglibyśmy rozważyć ewentualnie w ostateczności taką sytuację, żeby gdzieś dokonać uboju zwierząt hodowlanych, które też są u nas na terenie zoo. I tak mniej więcej to wyglądało, natomiast na drugi dzień, kiedy artykuł został opublikowany w wydaniu internetowym, chyba około 6 czy 7 rano zobaczyliśmy wielki tytuł, który brzmiał w ten sposób „dramatyczna w zoo Wrocław. Prezes nie wyklucza uboju zwierząt”. No więc możecie sobie Państwo wyobrazić co się po takiej informacji wydarzyło. Oczywiście wielka burza, a jeszcze nadmienię, że chwilę wcześniej jedną z naszych koncepcji przetrwania tych 72 dni, wtedy nie wiedzieliśmy, że to 72 dni, tylko byliśmy do odwołania zamknięci, było wyemitowanie takiego produktu pt. bilet na przyszłość. Sprzedawaliśmy bilety online do ogrodu zoologicznego z 365 dniowym terminem ważności. Po to, żeby zachować płynność finansową. Finał tej historii jest taki, że bardzo szybko wystosowaliśmy komunikat i oświadczenie do wszystkich mediów, w którym poinformowaliśmy co dokładnie mieliśmy na myśli, że tytuł jest dosyć sporym skrótem myślowym i jednak nadużyciem, ponieważ nie udało nam się wynegocjować z tym publikatorem wycofania się z tego tytułu. Komunikat bardzo szybko się rozszedł, rzeczywiście po mediach, które wyprostowały ten przekaz i uspokoiły naszych odbiorców, publikę, że nie planujemy tego typu działań. Natomiast finał jest taki, że tego jednego dnia sprzedaliśmy tych biletów o wartości 100 tysięcy złotych. Tych biletów 365 dniowych, więc jeżeli możemy mówić o pewnych porażkach przekutych w sukces i anegdotach to myślę, że to jest jedna z takich, które dosyć mocno zapadną mi w pamięci, pewnie często gdzieś w świecie PR i marketingowców będę ją opowiadać. 

Pewnie tutaj Twoje doświadczenie rzecznika prasowego się przydało. W prostowaniu i w całej tej informacji, więc trzymam kciuki, żeby więcej takich głupich tytułów nie było, trzymam kciuki, żeby były raczej dobre tytuły. Po to, żeby faktycznie te zwierzęta żyły tam w dobrych warunkach, bo tak, jak powiedziałaś – my potrzebujemy je zachować dla potomnych, dla nich samych, ale też chciałbym wrócić na koniec do jednej rzeczy, którą powiedziałaś. Tygrys unika ludzi. Skąd się wzięły te wszystkich historie straszne, że tygrysy na nas polują, że właściwie jak wchodzimy do oceanu to tylko czekamy tego momentu, kiedy wypłynie rekin, który nas będzie zjeść. Mówisz, że tygrys unika ludzi, że raczej nie będzie wchodził w drogę człowiekowi. Co poszło nie tak w tej naszej edukacji? 

Często nad tym się zastanawialiśmy i tak naprawdę dużą rolę odgrywa taka popkultura, która buduje w nas bardzo głębokie przekonania i pewne stereotypy poza które potem nie zawsze wychodzimy w dorosłym życiu. Myślę, że wiele złego na temat tej popkultury miałby do powiedzenia sam wilk, który został ofiarą bajki o czerwonym kapturku. Myślę też, że nietoperze dużo jednak zawdzięczają historii o Drakuli i o krwiożerczych bestiach wplątujących się we włosy i niestety z tego powodu często zwierzęta gdzieś tam cierpią. Czyli mamy pewne stereotypy. Z drugiej zaś strony nie wiem – może warto też porozmawiać o tym, czy edukacja na tym poziomie wczesnoszkolnym jest odpowiednio dopasowana w taki sposób, żebyśmy jednak mogli mądrzej poznawać ten świat przyrody i troszkę szerzej. Mimo, że tu też jest jakiś w tym problem. Ale ja myślę, że ludzie, którzy chcą zgłębić temat są otwarci na wiedzę też bez problemu dzisiaj znajdą wartościowe i merytoryczne informacji, a my jedyne, co możemy mówić to po prostu obalać te mity i stereotypy i to zresztą robimy. 

Pomału będziemy zbliżali się do lądowania. Mam jeszcze takie dwa pytania. Po pierwsze, masz tych odwiedzających – Ty jakoś zbierasz od nich feedback? Co im się podobało, co im się nie podobało? Pomijam zapach, ale jak można byłoby wpłynąć na to… Czy to jest takie zarządzanie klientem jak w każdej innej branży? Ok, zoo jest fajne, ale na koniec ta robota dotycząca tego klienta odwiedzającego jednak jest taka nudna, regularna, którą trzeba zrobić. 

Tak, jak najbardziej, natomiast niestety znowu wrócę do pandemii, która trochę pokrzyżowała nam plany, bo w tamtym roku mieliśmy taki plan przeprowadzenia badań ankietowych, żeby trochę więcej poznać tych naszych klientów. To nam się nie udało z różnych względów. My jako dział marketingu w ogóle od czasów pandemii w ubiegłym roku działamy niemalże z minimalnym budżetem na działania promocyjne. To, co robimy jest wynikiem naszej pracy i tego, że jesteśmy multizadaniowi. Pracujemy czteroosobowym zespołem, sami wymyślamy każdą kampanię, sami ją projektujemy, sami montujemy filmiki, sami się obsługujemy. Jesteśmy w pewnym sensie samowystarczalni, ale to też jest bardzo trudne, bo naprawdę nie w każdej dziedzinie jesteśmy w stanie być fachowcami i też czasowo brakuje chociażby czasu na to, żeby gdzieś tam kiedy przygotować i potem przeprowadzić też ten materiał dobrze zanalizować, więc tu na pewno jest to ta trudność. Natomiast staramy się obserwować, mamy takie narzędzia jak Google Analytics, który pozwala nam śledzić ruch na naszej stronie i oceniać to, które zakładki są częściej odwiedzane, kto je odwiedza, skąd do nas przychodzi. Mamy oczywiście monitoring mediów profesjonalny, zarówno Brand24, jak i instytut monitorowania mediów, ponieważ przy takiej ilości wycinków nie bylibyśmy w stanie ręcznie dotrzeć do każdej publikacji dotyczącej ogrodu zoologicznego. Oczywiście w dużej mierze są pozytywne, właściwie w 99%, ale czasami tez trzeba zareagować na jakieś publikacje chociażby związane z podważaniem misji czy zasadności istnienia ogrodów zoologicznych, gdzie warto zawsze ten głos w dyskusji zabierać. Także tego typu narzędzia oczywiście mamy i nimi dysponujemy, ale faktycznie ja, jako marketingowiec mam taki niedosyt poznania tego klienta pomimo tego, że te persony mamy jakoś wyłuskane i omówione i pozornie wiemy, kim ten nasz klient jest i do kogo mówimy no to mimo wszystko chcielibyśmy więcej jeszcze poznać na temat chociażby jego doświadczenia przygotowania w ogrodzie zoologicznym. Oczywiście monitorujemy co wpływa do naszego biura obsługi klienta, jakiego typu to są skargi, też staramy się tutaj pod … 

Ooo oo, dawaj dawaj. Najfajniejsza skarga? 

Byłam w afrykarium i nie było tam nic. To była bardzo duża i szeroko opisana sytuacja taka, kiedy Pani przyjechała gdzieś z daleka z rodziną i naprawdę nie było żadnej ryby. Nie było żadnego zwierzątka. Ja bywam w afrykarium dosyć regularnie, jest to absolutnie niemożliwe. Albo na przykład są tego typu skargi, że przyjechałem zobaczyć tygrysa, ale go nie było na wybiegu i proszę mi zwrócić pieniądze, bo w tej sytuacji cała wyprawa do zoo jest zupełnie bez sensu, bo ja chciałem zobaczyć tygrysa na żywo. Więc tego typu historie też się zdarzają. Staramy się tłumaczyć ludziom to, że nasze zwierzęta każdy wybieg jest zorganizowany tak, żeby zwierzę jeżeli nie ma ochoty na kontakt z ludźmi, jeżeli nie ma ochoty się wystawić na ten pokaz publiczny, mogło spokojnie zaszyć się w swojej dziupli, swoim sanktuarium i po prostu odpocząć od ludzkiego wzroku. Tych rzeczy nie przeskoczymy i na pewno na zamówienie niczego ze zwierzętami robić nie będziemy. 

Agnieszka, ostatnie pytanie – dyrektor marketingu w zoo, czyli właściwie dyrektor jak w każdej innej branży. Zamieniłabyś to na coś innego? 

Nie, ja jestem absolutnie zafascynowana swoją pracą. Ja mam poczucie, że ja pracuję w miejscu, w którym ratujemy świat i mamy strasznie ważną misję do zrobienia. Dla mnie to jest ogromna motywacja do pracy. To powoduje, że ja oprócz takich podstawowych obowiązków zawodowych, które czasami są, tempo tego wszystkiego i kadra, którą mamy tak niewielka to oczywiście jest swego rodzaju zajazd, ale ja też dużo czasu poświęcam gdzieś po pracy dyskusjom, poznawaniu tego świata, bo mocno widzę jakby tez przyszłość, taką czysto zawodową, którą daje ta wiedza. Po prostu biznes będzie musiał być coraz bardziej zorientowany na te wątki związane z ochroną środowiska. Niedługo może się okazać, że to będzie absolutne must have i to już nie będzie kwestia wyboru, tylko świat się po prostu dopasuje do tych potrzeb przetrwania Ziemi w takim kształcie umożliwiającym spokojne życie ludziom na Ziemi i myślę, że to też jest doskonała motywacja, czyli będę miała jakąś unikatową wiedzę z jednej strony jako marketingowiec, a z drugiej strony jako osoba, która coś nie coś o tej planecie i o tych wątkach jej zrównoważonego rozwoju będzie wiedziała. 

Szanowni podcastosłuchacze i w ten sposób dotrwaliście z nami do końca tego odcinka. Mam nadzieję, że odwiedzicie wrocławskie zoo, serdecznie zapraszam. Mam nadzieję, że w ogóle będziecie odwiedzali zoo, ale właśnie będziecie patrzyli na to zoo nie tylko jako rodzaj więzienia dla zwierząt, ale coś, co jest coraz bardziej nam potrzebne. A jak już będziecie odwiedzali to zoo i patrzyli na te zwierzęta to może jak pójdziecie do lasu to zastanowicie się tysiąc razy czy wyrzucić papierek, czy może go jednak wsadzić do tego plecaka albo do kieszeni i zanieść go z powrotem do miejsca, w którym mieszkacie i tam już go wyrzucić zgodnie z zasadami segregacji. A może do tego jeszcze powstrzymacie innych przed śmieceniem. Pamiętajcie, to jest nasza ziemia, to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jak nam się tu będzie żyło i jak będzie żyło się naszym pokoleniom i to, co Agnieszka też powiedziała a propos tych produkcji różnego rodzaju żywności. To też mamy wpływ na to, co się będzie działo z tymi zwierzętami, bo to my wybieramy głosując swoimi pieniędzmi na to, czy dany biznes będzie się rozwijał bardziej lub mniej. Wybierajmy świadomie, starajmy się dobierać takie produkty, które jednak wspierają istnienie tego świata. Agnieszko, czy chcesz coś dodać na koniec tej naszej rozmowy? 

Nie, wydaje mi się, że powiedziałam już tyle rzeczy, że właściwie mogę kropkę postawić na tym, co Ty dopowiedziałeś. Bardzo ciekawe może jest jeszcze tylko o tym, że drugiej planety nie mamy. My szukamy możliwości zamieszkania na Marsie, ale myślę, ze powinniśmy się skupić na tym, żeby nie było takiej potrzeby. Dzięki bardzo . 

Ja już w innej rozmowie się śmiałem, bo jak kiedyś wiozłem córkę z jej koleżanką samochodem i w pewnym momencie miały głupawkę i córka do mnie „tato, a czy to nie jest tak, że może Ewa i Adam zostali wyrzuceni za karę z Marsa, a my teraz tam na siłę próbujemy wrócić?”. Więc Szanowni Państwo, nie mamy drugiej planety. To, że latamy na ten Mars, fajnie, ale nie liczmy, ze się tam przeprowadzimy, bo jeśli nawet, to przeprowadzą się tylko nieliczni. Dziękuję Państwu bardzo serdecznie z Wrocławia, pozdrawiam, Arek. 

Dzięki, Arku. I dziękuję Państwu za uwagę. 

Dołącz do rozmowy

Dołącz do społeczności klientomaniaków

Co tydzień będę Ci wysyłał inspirujące porady jak zbudować obsługę, którą pokochają klienci !