Zapewne i Ty lubisz słuchać audycji radiowych, audiobooków czy podcastów. W mojej opinii to dużo lepsza forma pochłaniania treści niż oglądanie telewizji. Jest jednak coś, że jednych audycji słuchamy chętniej, a innych z większym oporem. Jest coś, co powoduje, że słowa same wpadają do Twojej głowy i Twojego serca. To jest głos i jego forma. Do dzisiejszej rozmowy zaprosiłem logopedę – człowieka, który jak mało kto potrafi spowodować, aby niesłyszalne stało się słyszalne. Na co dzień pracuje z jednej strony z dziećmi, ale z drugiej również z dziennikarzami, managerami, aktorami i… podcasterami.

Posłuchaj podcastu

Pobierz mp3  Transkrypt  Obejrzyj Wideo  słuchaj w iTunes  Słuchaj na Android

Cudownym doświadczeniem jest dla mnie rozmowa z osobami, w głosie których słychać pasję i melodię, do której niemal chce się tańczyć. Prawdziwie podziwiam ludzi, którzy potrafią malować głosem piękne obrazy i tworzyć teatr wyobrazi. Ponieważ mówienie jest umiejętnością, a nie darem od Boga, postanowiłem dowiedzieć się, jak nauczyć się ładnie mówić.

W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o:

  • O tym kim jest logopeda – czym się zajmuje, kim są jego pacjenci oraz klienci. Konfrontujemy również logopedę z trenerem wystąpień publicznych, bo często depczą sobie po piętach 😉
  • O największych wyzwaniach komunikacyjnych w Polsce – co razie wyczulone ucho Marty
  • O modzie, a może trendy na ładność – ładny wygląd, ładne ubieranie się i … ładne mówienie. Zastanawiamy się, czy przypadkiem nie prowadzi to do pewnej skrajności typu “ą-ę przez chusteczkę”
  • Porządkujemy pojęcia – czym jest komunikacja, kto w niej uczestniczy, dostaje się też Mehrabianowi.
  • O wpływie poszczególnych narzędzi (Marta nazywa je wagonikami) na skuteczność porozumiewania się,
  • O melodii telemarketera – skąd się bierze?
  • Marta prezentuje tu i teraz (a ja poddaję się tresurze) ćwiczenia głosu – jak przygotować się do pracy głosem, jak rozluźnić spięte mięśnie i stawy
  • O higienie głosu – co pić, a czego nie, o powietrzu i warunkach pracy,
  • Jak pozbyć się niepotrzebnych wtrąceń oraz wypełniaczy “eeeeee”, “yyyyyyyy” itd.

W rozmowie wspominamy o:

Skąd pobrać podcast

Podcast dostępny jest dla Ciebie w wielu miejscach (i pracujemy, żeby było ich jeszcze więcej):

  • W serwisie Klientomania.pl – lista wszystkich podcastów
  • iTunes – dla użytkowników iPhone’ów i iPad’ów
  • W serwisie Stitcher – pobierz aplikację Stitcher dla Androida i innych modeli telefonów

Wideo

Transkrypt

To będzie długie słuchanie, nasza rozmowa trwała półtorej godziny i tak naprawdę to moglibyśmy rozmawiać co najmniej drugie tyle, a i tak nie wyczerpalibyśmy tematu. Dzisiejszy odcinek jest wyjątkowo kaloryczny. Mój gość dzieli się nie tylko swoją wiedzą, nie tylko podpowiada jak zrobić coś lepiej, ale podaje konkretne ćwiczenia jak spowodować, by nasz głos był bardziej seksi. Zanim zaczniesz słuchać naszej rozmowy czuję się w obowiązku uprzedzić Cię przed tym co będzie się działo. Szczególnie jeśli biegasz, prowadzisz samochód, czy jedziesz komunikacją miejską. W naszej rozmowie usłyszysz wiele dziwnych dźwięków. Głównie będą to odgłosy zwierząt, a właściwie odgłosy, które mają je naśladować. Zapewniam Cię – wszystko jest w porządku, tak ma być. Proszę nie regulować odbiorników. W tym odcinków jest mnóstwo ćwiczeń, a my nie tylko o tym mówimy, my je również wykonujemy. Co więcej, ja je wykonuję. Powiem szczerze, to będzie jeden z tych odcinków, w których obiema nogami opuszczam swoją strefę komfortu, co nie tylko usłyszysz, ale możesz również obejrzeć na nagraniu wideo, ponieważ #49 to będzie pierwszy odcinek Klientomanii, gdzie do dźwięku i tekstu dokładam jeszcze nagranie wideo. Myślę, że ten odcinek w sposób szczególny potrzebuje tejże formy. No cóż, nie przedłużamy, czas na rozmowę. Zapraszam do wysłuchania i co bardzo ważne, Twojego udziału w rozmowie z moim gościem, Martą Jeż.

Maciej Buś [MB]:Dzień dobry Marto.

Marta Jeż [MJ]:Dzień dobry Maćku.

MB:Przedstaw się naszym słuchaczom. Powiedz kim jesteś, czym się zajmujesz.

MJ:Nazywam się Marta jeż i jestem logopedą. Włączam ludziom mówienie.

MB:Czym Cię ostatnio zachwycił świat? Co Cię zainspirowało? Chciałbym, żebyś opowiedziała mi i naszym słuchaczom co Cię zachwyciło, może być inspiracją dla innych.

MJ:To zdecydowanie wróciłam do jednej nagrania z konferencji TED. Przewspaniałe, na temat kreatywności w edukacji. To jest nagranie, które trochę lat ma, a ja do niego wróciłam. Czasami bywa tak, że wracamy do czegoś, co już dobrze znamy, ale zaczynamy tam dostrzegać coś innego, coś nowego i to jest takie przemówienie, do którego każdy powinien wracać.

MB:A mogłabyś przybliżyć co było treścią tego przemówienia?

MJ:Tak szczerze, to nie chciałabym zdradzać.

MB:Dobra, ale zalinkujemy!

MJ:Zalinkujemy, zdecydowanie.

MB:Marta, opowiedz proszę nieco o swojej pracy logopedy. Kim jest logopeda, kim są Twoi klienci i jak z nimi pracujesz?

MJ:Logopeda najczęściej kojarzy się ludziom z taką panią, która siedzi przed wielkim lustrem z dziećmi i wywołuje im głoskę „rrrrr”. To jest takie pierwsze skojarzenie społeczne. Natomiast logopedia jest bardzo szeroką dziedziną. Logopedzi mogą się zajmować zarówno osobami, które są upośledzone umysłowo, mają problemy ze słuchem, wylew, chorobę Alzheimera. Spektrum jest bardzo szerokie i to jest medyczny aspekt logopedii. W tym aspekcie medycznym mam swoją działkę, jaką jest emisja głosu – jak produkować te dźwięki, żeby to było jak najbardziej naturalne zdrowe i przy tym było piękne.

Natomiast druga część logopedii, i tu spokojnie możemy nazwać ludzi, z którymi pracuję klientami, to też jest moja działka, jest żeby podkręcić jeszcze samą estetykę mówienia, żeby to było ładne. Tu wchodzą takie rzeczy jak praca z kamerą, pokonywanie stresu, znajomość zasad poprawnej polszczyzny, gdzie, jak, co powiedzieć. Taka rzecz bardzo ważna z punktu widzenia podcastów, czyli melodia wypowiedzi. Jak coś powiedzieć, żeby to nie zanudziło słuchacza, tylko żeby on chciał więcej i więcej i więcej.

MB:Wiesz, że kiedy Ciebie poznałem, to wolałem do Ciebie pisać niż mówić?

MJ:Nie wiedziałam!

MB:Tak samo jak poznałem Dr. Piekota, to z kolei bałem się do niego pisać i wolałem do niego dzwonić, bo to jest niestety taki efekt jak z psychologią. Jak spotykasz psychologa, to masz takie wrażenie, że on Ciebie skanuje, analizuje, co robisz. Kiedy Ciebie poznałem i usłyszałem Twój głos, jak Ty mówisz, jak Ty nie masz zająknięć, jak te Twoje słowa są w moim odczuciu takie jak powinny być, to mam taki stres.

MJ:Maćku, zaraz będę czerwona. Kręcimy wideo, nie możesz mi tak słodzić!

MB:Ale to nie jest kwestia słodzenia, bo to jest pewna sytuacja, w której bardzo wiele osób się znajduje, bo pewna poprawność nie jest pewnym nawykiem. Ponieważ ja coś chcę sobie w życiu zmienić w pewnym momencie, tym bardziej, że już za dwa tygodnie, czy właściwie już są urodziny tego podcastu, to warto go podnieść na wyższy level jakościowy.

Powiedziałaś, że logopedia to jest w dużej mierze praca z dziećmi. Nie ukrywam, że takie było moje pierwsze skojarzenie. Pamiętam, jak oglądałem pierwsze Twoje wideo, gdzie Ciebie szukałem, kim Ty jesteś, co robiłaś i patrzyłem jak się wywalaliście się, turlaliście… Mówisz, że jest to z jednej strony dziedzina medycyny, z drugiej strony jest to pewna sztuka trochę artyzmu, a trochę jak rozumiem biznesu. Czyli kim są Twoi klienci?

MJ:W tej działce emisji głosu to osobami, które przychodzą to np. nauczyciele, którzy mają tak zmęczony głos, że potrzebują coś pozmieniać od środka, żeby móc dalej zawodowo być aktywnym. To są dziennikarze, czyli osoby, które eksplorują ten temat bardzo intensywnie i eksploatują jednocześnie.

Druga grupa to jest bardziej biznesowa. Ludzie, którzy chcą zaistnieć przed kamerą, ale jak mają obiektyw, to nagle zamierają i nie wiedzą co powiedzieć, jak powiedzieć, że za cicho, za głośno, wkrada się jakieś „eeee”. Trzeba ich trochę podejść wskazówkami medycznymi, a trochę ich podejść psychologicznie.

MB:Ale chwila. Ty nie wchodzisz trochę w rolę trenera wystąpień publicznych? Mówisz kamera, scena mikrofon? Jak się ma to jedno do drugiego?

MJ:Trochę wchodzę, ale pytanie kto wchodzi w czyje kompetencji? Tu możemy trochę wbić kij w mrowisko.

MB:No jak to ja!

MJ:(śmiech) dokładnie! To jest problem na rynku, że osoba, która zajmuje się przemówieniami, czy emisją głosu nie musi mieć konkretnych papierów. To jest globalny problem. Nie mówię tego w kategorii mojej konkurencji, ale tego, czym się zajmujemy. Szkolenie z emisji głosu, czy z dykcji prowadzą dziennikarze, aktorzy i prowadzą, o zgrozo, to jest najgorsza grupa, samozwańczy mistrzowie słowa, którzy wyłaniają się nie wiadomo skąd i oni nagle będą się tym zajmowali. Ta grupa jest najbardziej destrukcyjna ze względu na to, że oni nie mają np. wiedzy o tym podłożu medycznym. Oni dają pewne wskazówki, ale nie wszystkie wskazówki nadają się dla każdego. Każdy ma troszeczkę inne warunki anatomiczne i po drugie czasami prezentują ćwiczenia w sposób niepoprawny. Na YouTube jak sobie wpiszesz, dzieją się naprawdę „cuda”.

MB:Jedna rzecz. Jeżeli mówisz o tych samozwańczych, ok. Jeżeli mówisz o dziennikarzach… dzisiaj dziennikarzem może zostać każdy, chyba zawsze tak było. Natomiast aktorzy przechodzą przez jakiś proces edukacyjny i o ile wiem, to te zajęcia są bardzo profesjonalnie prowadzone.

MJ:Jakby aktorów w tym całym zestawieniu rozumiem najbardziej, bo oni też maja techniki pracy z ciałem, które pozwalają uwolnić głos, ale mimo wszystko nie znają, ponieważ nie mają tego w programie nauczania, rzeczy typowo anatomicznych. Dla przykładu, nie mają informacji o guzkach, o leczeniu foniatrycznym. O aspektach medycznych. Mogą popracować nad uwalnianiem głosu, natomiast nad rehabilitacją już nie bardzo. A często to idzie w parze. To też nie jest tak, że chciałabym wszystkich aktorów wrzucić do jednego worka, bo na pewno znajdziemy aktorów, którzy skończyli logopedię podyplomowo i to się klei. Natomiast z punktu widzenia Klienta fajnie jest mieć świadomość, że te rozbieżności na rynku są i żeby zweryfikować jaka była ścieżka edukacyjna osoby, która będzie z nami pracowała.

MB:Jeżeli jesteśmy przy wkładaniu kija w mrowisko, faktycznie jest bardzo dużo rożnego rodzaju filmików, ćwiczeń. Nawet wśród podcasterów. Czy możesz podać choć jedno takie ćwiczenie, które według Ciebie jest nieporozumieniem, czy wręcz bzdurą?

MJ:O kurczę, tak! Bardzo chętnie i teraz połowa podcasterów się przerazi, bo powiem o korku. Taki zwykły korek od wina. Instrukcja jest taka, żeby sobie to wsadzić między zęby i zacząć czytać dowolny tekst. Na YouTube jest nawet wersja, gdzie wkłada się go nie poziomo, a na sztorc, pionowo. Założenie jest fajne, proste – to ćwiczenie ma sprawić, żeby między górną szczęką, a żuchwą zrobiło się trochę miejsca. Dzięki temu jest takie złudzenie, że głos nam się zaczyna wydobywać. Jest pełniejszy, bo tu w jamie ustnej jest więcej miejsca i dźwięki fajnie się odbijają. Tylko że nie każdy może stosować to ćwiczenie ze względu na staw żuchwowo-skroniowy. Jeżeli jednak mamy tendencję to  bardzo mocnego zaciskania zębów, to zagryzamy je na tym korku i częste powtarzanie tego ćwiczenia, a u niektórych nawet nieczęste, będzie powodowało zwyrodnienia w stawie skroniowo-żuchwowym. Jest to już bezpośrednia ingerencja w nasz organizm. To jest taka rzecz, która była powtarzana przez lata w różnych kręgach. Była bardzo często stosowana, natomiast na Uniwersytecie Śląskim, jakieś 2-3 lata temu zrobiono badania, które potwierdziły, że to, niestety, szkodzi. To jest ten punkt medyczny. Gdzieś, jeżeli ma się te źródła wiedzy medycznej, uniwersyteckiej, to ta informacja do logopedy dotrze.

MB:Czyli korkowi między zębami mówimy zdecydowanie nie. Zajmujesz się zawodowo mówieniem, czy właściwie uczeniem mówienia i przypuszczam, że jesteś szczególnie wyczulona na punkcie tego jak ludzie inni, jak Twoje otoczenie mówi. No właśnie, jakie największe błędy/problemy identyfikujesz na polskim rynku? Czy możemy mówić o czymś takim, jak o specyfice mówienia w Polsce?

MJ:Odnoszę wrażenie, że tych błędów jest całkiem sporo, bo logopeda, siłą rzeczy, nie wyłącza skanowania wewnętrznie.

MB:Jesteś takim psychologiem od głosu.

MJ:Tak, tego się nie da wyłączyć. Jadę autobusem i gdzieś tam „kurczę, może wyciągnę wizytówkę jednak”. Tych problemów na rynku jest sporo. Moim zdaniem brakuje nam w edukacji samego poprowadzenia tego. W Stanach Zjednoczonych ludzie uczą się przemawiać od samego początku. U nas, w naszym systemie edukacji, praktycznie pierwszym przemówieniem, które się wygłasza przed trzema osobami jest matura. To jest grubo za późno. Takie elementy powinny być wcześniej.

Co pojawia się najczęściej? Po pierwsze – ludzie, którzy pracują zawodowo. Dzwoni telemarketer i tam się potrafią dziać cuda. Jedne rzeczy wynikają z totalnej nieświadomości, braku wiedzy, a inne wynikają ze złego poprowadzenia, czyli np. ta osoba wie, że jest jakaś zasada, ale wkleja ją nieadekwatnie do tekstu. Dajmy na to, wymowa samogłosek nosowych „ą” i „ę”. Wiadomo, że one są, ale nie zawsze tam, gdzie jest ona zapisana, tam ona ma być wypowiedziana. Pisownia i wymowa to są dwie zupełnie różne rzeczy i nie powinno się ich łączyć. Ktoś, kto chce, żeby jego wymowa była piękna i staranna zaczyna troszeczkę kombinować i wciska to tam, gdzie nie powinno być.

MB:Stąd się bierze to „ą-ę przez chusteczkę”?

MJ:Hiperpoprawność.

MB:Piękne słowo.

MJ:Z tego to wynika. Jest jakaś potrzeba, że ja chcę mówić ładnie, będę ćwiczył nad tym w jakiś sposób, natomiast gdzieś zabrakło wskazówek jak to zrobić konkretnie.

MB:No właśnie, ja mam wrażenie, że mimo rozluźnienia kulturowego mamy do czynienia ze zjawiskiem, że kiedyś było wszystko ułożone, tak samo byli wszyscy ubrani, tak samo mieli myśleć. Dzisiaj następuje wolność, a zauważam, że następuje coraz większa dbałość o różne rzeczy. Ludzie dbają o to jak się ubierają i też zaczynają dbać o to, jak mówią. Tylko to też doprowadza do pewnej skrajności zarówno jeśli chodzi o sposób mówienia, jak i o treść tego, co mówimy. Spotkałem się kiedyś z taką odpowiedzią, że mój problem został zreplikowany. Czyli ktoś próbował być elokwentny, odpowiedzieć mi w sposób bardzo inteligentny, a tak naprawdę powiedział, że mój problem został zamieniony na inny. I tu mamy do czynienia z historią takiej hiperpoprawności, czy z akcentowaniem „ą-ę” i problemy z „włączaniem i wyłączaniem”. Szukam właśnie u Ciebie, z czego wynikają tego typu sytuacje. Czy to nie jest przypadkiem problem, który odwraca się w drugą stronę?

MJ:Jeszcze nie. Jeszcze się nie odwraca w drugą stronę. Fajnie, że ta potrzeba estetyki pojawia się w narodzie, ale jeszcze dużo wody musi się przelać, żeby to wyglądało tak, jak być powinno. Gdzieś ci szkoleniowcy nie do końca robią to tak, jak powinni. Może w pewnych strukturach tych szkoleniowców brakuje i przekazywana jest wiedza z pokolenia na pokolenia, czyli ktoś wymyślił, że tak będzie ok. i ta firma się tego trzyma. Te schematy powielają się przez lata, a nie powinny. Sami doszli kiedyś do jakichś wniosków i przekazują je podwładnym. A może po prostu, jeszcze nie pora?

MB:Myślę, że jeśli chodzi o kwestię edukacji/szkoleń z bardzo dużym prawdopodobieństwem potwierdzam tę diagnozę. Jestem chyba najlepszym przykładem tego. Kiedyś prowadziłem bardzo dużo szkoleń z komunikacji i powtarzałem te elementy, o których chcę z Tobą porozmawiać. W pewnym momencie zarzuciłem, bo to nie może być takie proste. Jak Ciebie poznałem i zaczęliśmy rozmawiać o kwestiach dykcji itp. to stwierdziłem, że ja się w ogóle na tym nie znam i nie powinienem tego robić, bo jest bardzo duża różnica pomiędzy mówieniem o czymś, co się wie, bo się przeczytało, a pełną świadomością tego.

Chciałbym w tej chwili troszkę uporządkować z Tobą pojęcia. My mówimy o mówieniu, natomiast na etapie pewnego rodzaju szkoleń pojawiają się takie pojęcia jak komunikacja. Co to jest komunikacja?

MJ:Komunikacja, to jest wymiana informacji między nadawcą i odbiorcą – to jest chyba taka podręcznikowa definicja. Ja wolę inną, taką trochę metaforyczną. Komunikacja to są pewne środki transportu przemieszczające się z punktu A do punktu B, które wiozą ludzi. Teraz odnosząc to do tej klasycznej. Osoba nadająca, to jest stacja wyjściowa. Sam komunikat to jest pociąg złożony z przeróżnych wagonów, środków przekazu, różnych możliwości. Ten pociąg ma być tak skonstruowany, żeby dojechał do celu o odpowiednim czasie, dokładnie w takim samych rozmiarach, w jakich został wysłany. Czyli te środki komunikacji, np. mowa niewerbalna, jest elementem komunikacji. Dopasowanie głosu, słownictwa, dopasowanie treści oczywiście też. To powinno być tak złożone, żeby ten pociąg perfekcyjnie wjechał do czyjejś głowy tak, jak ja tego chcę.

MB:Chciałbym, żeby jednoznacznie określić – kto jest odpowiedzialny za przekaz/komunikat? Nadawca, czy odbiorca?

MJ:Nadawca, zawsze.

MB:Czyli ja jestem w tej chwili odpowiedzialny za to, żeby słuchacze podcastu Klientomania dobrze zrozumieli co autor miał na myśli.

MJ:Oczywiście jest taki filtr, że każdy ma w głowie inny zbiór doświadczeń, jednak jeżeli to Ty chcesz, żeby Twój przekaz został zrozumiany i zapamiętany, to Ty musisz wejść w głowę tej drugiej osoby i natrudzić się, żeby naprawdę ona zrozumiała co Ty masz na myśli. Jest trudniej, jeżeli odbiorców jest więcej.

MB:Powiedziałaś, że te wagoniki to jest między innymi mowa werbalna, mowa niewerbalna i treść. Mi się od razu przypomina takie kółeczko, które jest powtarzane na każdym kółeczku, że bodajże 57% efektywności komunikacji to jest mowa niewerbalna, 27% werbalna, a cała reszta to jest treść. Czyli generalnie bardzo bardzo mało.

MJ:To jest diagram Mehrabiana, który już został podważony.

MB:A możesz coś więcej na tem temat powiedzieć?

MJ:To jest dosyć świeża informacja, bo to są wyniki, które zostały opublikowane w zeszłym roku, czyli 2017, ja Uniwersytecie Yale. Tam przeprowadzono badania, z których wyniknęło, dla dobra naszej dzisiejszej rozmowy, że głos jest najlepszym nośnikiem wszelakich informacji. My z głosu wyczytujemy najwięcej rzeczy. Nie z gestów, nie z treści. Z głosu.

MB:To w takim razie to jest dobra informacja dla mojego kolejnego pytania. Ty, jak mówisz, zajmujesz się głosem/mówieniem. Co do sytuacji, w której jesteśmy w tej chwili. Co prawda, wprowadziliśmy od dzisiejszego odcinka kamerę i prawdopodobnie jeśli wszystko się uda, to ta rozmowa będzie widoczna, czyli tez to, w jaki sposób się ruszamy i zachowujemy. Natomiast co do zasady, podcast jako taki jest teatrem wyobraźni, trochę jak radio. Tam, mamy do dyspozycji wyłącznie głos i pozostaje nam oczywiście treść. No i jak poradzić sobie z brakiem tego trzeciego elementu.

MJ:Można powiedzieć tylko głos i można powiedzieć aż głos, skoro jest tym wiodącym nośnikiem. Faktycznie trochę jak w radiu. Podcasty są cudowne, dlatego je wielbię, bo masz tylko to, co słyszysz, a resztę musisz sobie dopowiedzieć wizualnie. Jak sobie z tym radzić? Przede wszystkim to mieć na względzie to, że słuchacz nie ma w głowie tego, co my. To jest pierwsza podstawowa rzecz. Kiedy uświadomimy sobie, że mówimy do osób, które mają taką pustą przestrzeń w temacie, o którym mówimy, to zaczynamy mówić dynamicznie, żywo. Zaczynamy podkreślać rzeczy, które sa naprawdę istotne z punktu widzenia przekazu. Kiedy uświadomimy sobie, że druga osoba nie wiem, nie przygotowywała się razem z nami do tego wywiadu, my mimowolnie zaczynamy podkreślać to, co jest istotne. To jest najważniejsza rzecz. Banalna, ale jednocześnie najważniejsza.

MB:Jakie elementy wpływają na to, że ten pociąg właśnie dojeżdża. W jaki sposób możemy wpłynąć na uważność naszego odbiorcy na to, żeby ta informacja, która przemieszcza się pociągiem dotarła w jak najbardziej efektywny sposób?

MJ:Wyobraź sobie, że wsiadasz do pociągu i na początku jest potwornie głośno. Pociąg rusza i robi „tututum, tututum, tututum”. Posiedzisz w tym pociągu dłużej i ten hałas zaczyna być tłem, zaczynasz to ignorować. To samo będzie, jeśli np. śpisz w miejscu, gdzie za oknem masz bardzo dużo samochodów. Ty nie słyszysz tego, że one tam jeżdżą. Może motocykl, który zaburzy standardowy szum. A jeżeli przyjedzie do Ciebie osoba, która mieszkała na wsi, to reaguje „jeeeej, jak u Ciebie tu głośno, jak Ty tu możesz spać”, podczas gdy Ty te dźwięki ignorujesz.

Odnosząc to do mówienia, do podcastów. Podstawowa rzecz jest taka – jeżeli mówimy monotonie i przez monotonnie nie mam na myśli cały czas tej samej melodyjności. To cały czas może być ta sama melodyjność, powtarzalna. Jeżeli mamy tylko pewien schemat, powtarzalność, to słuchacza w pewnym momencie to wyłączy. On przestanie się skupiać – może słyszeć, ale nie będzie zapamiętywać. W którymś momencie dla procesów myślowych to będzie tło. Sztuką jest tak poprowadzić, wypowiedź, żeby podkreślać rzeczy najważniejsze nierównomiernie. Nie cały czas w tym samym rytmie, żeby coś zmieniać, żeby były jakieś zwroty akcji.

MB:Czy można na potrzeby podpowiedzi dla podcasterów, zbudować model dwóch, trzech, czterech narzędzi, które wystarczą do tego, żeby faktycznie ta melodyjność przekazu była atrakcyjna dla słuchacza?

MJ:Ale co rozumiesz przez narzędzie, takie kopiuj-wklej?

MB:Bardzo chodzi o pewne zasoby. Wiem, że na przykład są pauzy, jest akcentowanie, melodyjność itd. Nie o to chodzi, żeby każdą z tych rzeczy zastosować w każdej możliwej sytuacji, ale że np. ja wiem, że problemem może być stałość, bez melodii, dynamiki, albo jest ta druga skrajność. Są takie podcasty/telemarketerzy, którzy są niezmiernie szczęśliwi i ten głos potrafi być irytujący dla odbiorcy ze względu na to, że odbiorca rzadko kiedy jest w takiej samej euforii co ta druga osoba. A ta osoba po prostu tak ma.

MJ:Mamy bardzo dużo tych środków. Po pierwsze – tempo w samo w sobie. Tempo może być bardzo szybkie, aż zatrważająco szybkie, może być monotonnie. Sztuką jest nauczyć się, że pomiędzy bardzo wolno, a bardzo szybko jest cała skala, z której możemy skorzystać. Tamtych punkcików jest bardzo dużo. To nie jest system zerojedynkowy.

MB:Jest pewna tendencja, że są osoby, które mówią bardzo szybko i nie potrafią wolniej. Są tacy, którzy mówią bardzo wolno i nie są w stanie inaczej. I jakiś tip, pomysł? Co możemy z tym zrobić?

MJ:Dla mnie właśnie dobry mówca to taki, który potrafi się w tym przemieszczać. Jeżeli ktoś jest przywiązany tylko do jednego schematu, to on ten pociąg wysyła dokładnie z tym samym składem, a odbiorca będzie inny. To, co ja próbuję wyciągnąć z moich klientów, to właśnie pewien rodzaj elastyczności. Naucz się, że to nie jest jedyny sposób komunikacji, Ty masz tego więcej. Później, jak już umiesz, to możesz z tego wybierać, ale nie bądź przywiązany tylko do jednego wzorca.

MB:A jak to zrobić? Masz jakąś cudowną metodę, albo jakieś ćwiczenie, które mogłabyś w tym momencie zaproponować?

MJ:Tych ćwiczeń jest bardzo dużo. Chodzi głównie o przełamanie się. Nawiązałeś dzisiaj do filmiku, gdzie ja się z ludźmi turlałam po podłodze, robiliśmy jakieś dziwne wymachy. To była właśnie seria ćwiczeń, które miały odblokować ludzi, żeby zaczęli się śmiać, pozwolili sobie na więcej. „Dobra wygłupiam się, to mogę zrobić mamuta, Hy Hy Hy!. A skoro już się tam wygłupiam, to sobie robimy małpę, iii iii, iiiii, iiiii!” I nagle okazuje się, że z tego człowieka, który ma głos na jednym poziomie, wyciągnęliśmy przez zabawę bardzo niskie i wysokie dźwięki, że nawet nie wiedział, że tak potrafi. Czasami te ćwiczenia wydają się absurdalne, ale one mają pokazać właśnie skalę, elastyczność tego, nasze możliwości.

Jeśli chodzi o głośność, zadaję pytanie, bo mnie to cały czas dziwi… Kiedy miałeś okazję krzyknąć? Tak pełną parą.

MB:Nie pamiętam. Ja nie jestem co do zasady osobą wylewną, ekspresyjną.

MJ:Widzisz, jeżeli zaczęlibyśmy jakąś pracę, podejrzewam, że byłaby to pierwsza rzecz, którą chciałabym z Ciebie wyciągnąć.

MB:Czyli pójść do lasu i zacząć krzyczeć.

MJ:Tak, dokładnie tak. A nawet tutaj, jak siedzę w firmie. Sąsiedzi rzadko kiedy się skarżą. Wytrzymują to, i krzyczymy tutaj.

MB:Pamiętam nasz warsztat z zeszłego roku dla banków, który prowadziłaś. Ja byłem tam zwykłym uczestnikiem. Pamiętam tam, jak ludzie na początku podchodzili do tego z bardzo dużą nieufnością. To byli między innymi managerowie wysokiego szczebla banków. Na początku byli bardzo sceptyczni, potem zaczęli się bawić. Najlepsze były reakcje ludzi, którzy nie uczestniczyli, a byli w sali obok.

MJ:Z tego, co pamiętam to nawet pierwsza grupa z sali obok musiała się przenieść, bo nie była w stanie pracować. Ważne, co się działo później. Jak już skończyliśmy te ćwiczenia w grupie. Jak ludzie zaczęli rozmawiać okazało się, że głos zupełnie inaczej brzmi, że jest o wiele bardziej bogaty. Jeżeli ćwiczeniami rozluźnimy ciało, wprowadzimy w ruch elementy, które zazwyczaj stoją, to pojawią się nowe dźwięki. Głos będzie bogaty, barwny i interesujący. Słychać to po jednym warsztacie. Cała sztuka polega na tym, żeby to powielać.

MB:Jeżeli dobrze rozumiem, to kluczową barierą, którą mamy jest nie sama kwestia głosu, jaki mi mamy, tylko coś, co mamy w głowie. Pewne ograniczenia, które nie pozwalają nam uwolnić pewnej ekspresji, czy pełnej mocy naszych możliwości.

MJ:To się nakłada. Z jednej strony mamy psychikę, która nas blokuje, mamy stresory, bo np. psychika sprawia, że zaczynamy się stresować, a jak zaczynamy się stresować, to napinają się nam mięśnie. Najbardziej napinają się mięśnie karku. Blokują się ramiona, odchodzą do góry. Jeżeli my żyjemy w takiej postawie długo, to przecież są dokładnie te same mięśnie, które są połączone z krtanią, więc blokady idą głębiej. Koniec końców przestajemy używać głosu w tak szerokiej skali, jak byśmy mogli. Też trochę socjalizacja nas psuje. Mamy trochę mało głośną kulturę.

MB:Nie ukrywam, że na początku zadałem Ci takie pytania, jesteśmy narodem dosyć spokojnym, mówiącym cicho i niewyraźnie. Chciałem potwierdzić tę tezę. Cieszę się, że to potwierdzasz. Mam okazję z moją skrytością i byciem zamkniętym bywać za granicą, chociażby w Niemczech czy w Austrii. Tam okazuje się, że w ogóle kultura organizacji jest diametralnie różna. To, że ja się przejmuję moim angielskim, dla nich nie jest problemem. Rozmawiają ze mną tak, jakbyśmy rozmawiali o wszystkim. Bez problemu rozumieją mnie, ja rozumiem ich, tylko oni się tym nie przejmują, a ja już tak. Oni są bardzo ekspresyjni w swoich wypowiedziach. Jeżeli patrzymy na speakerów, którzy przyjeżdżają z Wielkiej Brytanii, czy Stanów Zjednoczonych, to oni są tak pogodni i pełni energii, że w Polsce trudno jest znaleźć ekspertów branżowych, którzy mogliby pokazać chociaż połowę tego, co oni.

MJ:Nasi jeszcze się boją.

MB:Wróćmy – zaczęliśmy od tempa. Wolne, czy bardzo szybkie, elastyczność. Co dalej?

MJ:W międzyczasie omówiliśmy głośność. Pauza, która ma gigantyczne znaczenie. Ludzie boją się pauz, jak już jesteśmy przy strachu. Kiedy robimy przerwę, to tak na dobrą sprawę zawieszamy na momencik głos i tym samym uwaga słuchacza jest wzmocniona. Kiedy boimy się tych pauz, to zaczynamy tam wklejać „eeee, yyyyy, mmmm” albo jakieś słówka „generalnie, właśnie, prawda”. Zupełnie niepotrzebnie.

MB:W ogóle mam wrażenie, że, jak rozmawiałem z handlowcami, ludzie bardzo boją się ciszy. Nie potrafimy za bardzo zarządzać głosem jako narzędziem komunikacji. Niemówienie też jest mówieniem.

MJ:Tak, to jest też taki paradoks czasu. Dla mówcy zawsze ten czas płynie inaczej niż dla odbiorcy. Coś, co dla nas się wydaje „cisza, o nie, ogromna cisza, utknąłem, nie wiem, co dalej, koniec świata” trwa sekundę i publiczność nawet tego nie zauważy. Kiedy się oswoimy z pewnymi mechanizmami to będzie nam łatwiej. Mamy głośno, cicho, szybko, wolno, pauzę…. Mamy też akcentowanie. Przez akcentowanie rozumiemy podkreślanie odpowiedniej części wypowiedzi. Można to zrobić głośnością albo tempem, bo można coś zwolnić, dzięki czemu to będzie bardziej czytelne. Wybijemy rytm dotychczasowej wypowiedzi i wtedy coś jest zaakcentowane. Może być to też po prostu takie wzmocnienie, przedłużenie. Tych środków mamy naprawdę bardzo dużo i jak zaczniemy się nimi bawić i to będą takie puzzle, które się układają w ciut nieregularne kształty, to ta wypowiedź zaczyna być atrakcyjna. Zobacz, co się dzieje. Nawiązując do tej socjalizacji. Jak zaczynasz coś tłumaczyć dziecku, to automatycznie wchodzisz na taki tryb. Używasz wszystkich możliwych środków, żeby dziecko to zrozumiało, bo z góry zakładasz, że on ma tam właśnie pustą lukę w głowie. Ty mu to wszystko wkładasz, więc musisz mu to podkreślić. To musi być atrakcyjne, on to ma zapamiętać. Przy dziecku robisz to automatycznie, a przy dorosłym nie.

MB:Coś w tym jest, bo pamiętam, że jedno z ćwiczeń, które zalecałem na głos, na operowanie i budowanie tego teatru było  czytanie na głos bajek. Bajki są stosunkowo proste, bo już mają pewną melodię, pewne role, nie zawsze bardzo poważne dla osoby dorosłej w związku z tym pewnie trudno jest interpretować prozę, chociaż też można. Jestem fanem audiobooków i są takie książki, gdzie jedna osoba wchodzi w rolę iluś osób i ona nie czyta wersy, tylko wchodzi całym sobą w tę rolę, niezależnie czy jest to kobieta, czy mężczyzna, pokazując emocje, wszystkie te wagoniki, o których mówisz. To jest dobry pomysł?

MJ:Tak, bajki są genialne. Pierwsza zapadka to jest właśnie to, że przestajemy się bać, bo na bajce możemy. Druga rzecz jest taka, że mamy już wzorce, bo my już te bajki słyszeliśmy. Może nie konkretnie te same, ale np. schemat „Maćku, Maćku, Maćku. Jak się dzisiaj masz?”. To jest perfidne „Dawno, dawno, temu. Za siedmioma górami”. To jest to skojarzenie, które idzie dość automatycznie z Twojej głowy. Kiedy powiem „Dłuższe życie każdej pralki to Calgon” to Ty to słyszysz i nie da się tego odizolować. Mamy w głowie pewne mechanizmy odpowiedzialne za interpretację samej melodii, która do nas dochodzi. Dlatego wiemy co to jest ironia. Co to jest ironia?

MB:To jest powiedzenie czegoś w sposób niedosłowny, trochę prześmiewczy, ale wprowadzający jakiś element niepoważności.

MJ:Czym to wprowadzasz, co robisz konkretnie, co jest Twoim narzędziem?

MB:Uruchamiam trochę inne sposoby wyrazu, myślenia, wywierania wpływu….

MJ:I zmieniasz przy tym głos. Cała reszta idzie w komplecie z tym. Zdanie „masz ładną sukienkę” może być komplementem lub może zabrzmieć jak obraza. I to jest zrobione głosem, właśnie tą kompilacją odpowiednich środków w odpowiednim czasie.

MB:Nie wiem, czy zauważyłaś, że dzieci i dorośli już chyba to przejęli, zaczynają odpowiadać pytaniami na pytanie. Jest to odpowiedź, która jest pewnym stwierdzeniem, ale słyszysz tam znak pytania.

MJ:Zdarza się, zdarza się, o tak. Czyżby to była taka poduszka bezpieczeństwa? Że odpowiadam? Że daję sobie taką furtkę? Może nie do końca? Może to jest jakiś wentyl bezpieczeństwa w tym wszystkim.

MB:No właśnie. Jeszcze jeden temat, z konferencji. O dykcji! Dykcja, to nie fikcja!

MJ:Dykcja zdecydowanie jest jednym z wagoników w pociągu. Ważniejsza jest wtedy, żeby nikt się nie poczuł urażony… jeżeli zwracamy się do osoby, która jest lepiej wykształcona, to jest na ten element dużo bardziej wyczulona. Chce, żeby ten przekaz był jak najbardziej wyraźny, żeby był ładny językowo. To już na przestrzeni wielu lat, wieków jest wartością dla człowieka. W starożytności Demostenes ćwiczył dykcję. Wkładał sobie kamienie – teraz tego nie robimy, nie wkładamy ani korków, ani kamieni – stawał nad brzegiem morza i próbował przekrzyczeć fale. Te osoby, które później miały pieniądze, wydawały je na zajęcia z retoryki, sztuki przemawiania. Umiejętność Ładnego mówienia była równoznaczna z pewnym statusem społecznym, pozycją, wiedzą. W dalszym ciągu mamy coś takiego zakodowane w głowie. Jeżeli przekaz jest ładny, jest czytelny, to automatycznie ta osoba zyskuje w naszych oczach na kompetencjach, na pewnym prestiżu, na umiejętnościach.

MB:Mam jeszcze jedno pytanie z gatunku otwierającego, zanim przejdziemy do konkretów. Chciałbym podzielić się z tobą pewną obserwacją. Kiedy dzwonią do Ciebie np. telemarketerzy, to nie wiem, czy masz też tak, że wyczuwasz po pierwszych taktach, nawet nie słowach, że będziesz wiedziała, co będzie się działo dalej.

MJ:W pewnym sensie tak. Zdarza mi się mówić Pani po drugiej stronie „niech Pani się napije ciepłej herbaty z miodem, bo jak nie, to Pani jutro nie będzie mówiła”. Nawet takie rzeczy typowo zdrowotne można wychwycić po jakości głosu.

MB:To jest jedna rzecz. Bardziej chodzi mi o taką specyficzną melodię. Bardzo duża część telemarketerów ma coś takiego, co nazywaliśmy melodią telemarketera, czyli „Dzień dobry, nananananannanana, czy jest Pan zainteresowany?”

MJ:Tak. Nie. Nie jestem czymś takim zainteresowana. To jest wyłączenie interpretacji, to jest pewna maszynowość. Czasami jest wyuczona, bo ktoś tak kazał, a czasami jest to zmęczenie treścią. Jeżeli powtarzamy ileś tam razy coś, w kółko to samo, to dla nas to przestaje być informacją nośną. Nie robimy tej intonacji do zapamiętywania, bo my jesteśmy w tym momencie jak automat. Po prostu czytamy jak maszyna. Jest to potwornie duży błąd, zwłaszcza kiedy reklamujemy usługi konkretnej firmy i przedstawiamy się, to nazwa firmy i imię i nazwisko, to są najważniejsze rzeczy, które mamy na początku tej wypowiedzi. Te maszyny, „blblblblblblblbl”, nie zapamiętuję tego. Nie wiem, czy mam oddzwonić do Pani Agnieszki, Pani Ani, czy może to był dziwnie brzmiący Pan Aleksander. To jest pierwszy podstawowy błąd wizerunkowy firm. Niezwracanie uwagi na nazwę firmy, która pojawia się na początku telefonu. Śmiem jeszcze twierdzić, że jest to błąd dużo częstszy w tych Call Center, które się po prostu nie szkolą. Są niestety takie firmy, które mają bardzo duży przemiał pracowników, przez co ci ludzie nie są kształceni i oni wpadają dużo łatwiej w taki nurt niż osoby, które raz na jakiś czas są przełamane jakąś nową wiedzą, na nowo zapalają się do swojej pracy. Wtedy takie szkolenie, gdzie ja wchodzę do grupy i pracujemy nad czymś takim, to mają reakcję „ojej, mogę to samo robić na inne sposoby!”. Znowu jest taka energia w zespole i to jest niesamowite.

MB:Szukam właśnie metody, w jaki sposób można właśnie szkolić. Są takie infolinie, gdzie wykonuje się nawet po 80-150 połączeń dziennie. Wydaje mi się, że w tej sytuacji będzie ciężko się tego wyzbyć. Model pracy takiej firmy jest niestety skazany na  pewne automatyzmy, skracanie, uproszczenie i tym podobne rzeczy. One będą powodować ucieczkę w tego typu historie. W momencie kiedy firma bardziej skupia się na pewnych indywidualnych cechach. Na to, żeby osoba, która dzwoni była odpowiedzialna za to, co mówi, w jaki sposób, mogła się faktycznie tym bawić, cieszyć itd. To w tym momencie moglibyśmy uzyskać dużo więcej niż w sytuacji takiego przemiału. Tylko pytanie kto zaryzykuje spróbowanie tego, bo wydaje mi się, że tu jest problem.

MJ:A może by to tak inaczej potraktować? Może trzeba wyszkolić Liderów i Managerów, żeby to oni byli takimi szpileczkami, które pobudzają właśnie na nowo tę energię głosową. Może w ten sposób?

MB:Marta, ja uważam, że szkolenie tylko i wyłącznie telemarketerów nie ma sensu. Zresztą zaprzestałem tych szkoleń lub w bardzo dużym stopniu ograniczyłem, ponieważ firmy chciały szkolić telemarketerów, a nie chciały szkolić siebie, Managerów i Liderów. A ja im mówię „ok., ja przyjdę, przeszkolę, natomiast gwarantuję 10-15% efektu. Ten ogródek, który tutaj zorganizuję bardzo szybko urośnie, natomiast jeżeli nie będzie podlewany to bardzo szybko uschnie. Ludzie szybko powrócą do swoich własnych przyzwyczajeń, tam gdzie było wygodnie, czuli się bezpiecznie. Natomiast tu trzeba się wysilić. Zgadzam się w 100%.

MJ:Jak z każdym wdrażaniem czegokolwiek.

MB:Trzeba szkolić kadry.

MJ:Jak szkoleniowiec przyjdzie, to wszystkiego nie zrobi.

MB:Jak dobrze rozumiem, ładnego mówienia można się nauczyć.

MJ:Tak.

MB:Pytanie jak? Marto, powiedz jak zrobić seksowny głos?

MJ:Bardzo proszę uważać z tym elementem, dobrze? Żeby z kolei nie zrobić rzeczy, która nie będzie naturalna. A tak serio, z punktu widzenia bardzo dużo rozmawialiśmy o samej formie, dynamice jak to można zrobić. Pierwszą, podstawową wskazówkę już podałeś – czytać bajki. Naprawdę, to jest fenomenalne ćwiczenie. Ćwiczymy na tym dykcję oraz rodzaj interpretowania tekstu. A z punktu widzenia emisji głosu trzeba nauczyć się relaksować i nauczyć się dysponować oddechem i nauczyć się rezonowania. Kiedy już mamy wypracowany pewien odpowiedni oddech, to puste przestrzenie w naszym ciele zaczynają odbijać powietrze. Im więcej pustych struktur odbije nasz głos, tym on jest bardziej bogaty i piękny. Osoby, które mają bardzo niski głos używają głównie rezonatora dolnego, głównie klatki piersiowej, a kobiety, które mają tendencję, żeby te głosy były wysokie wszystko kumulują przy twarzy, na masce, w zatokach, jamie ustnej. Sztuką jest to, żeby miksować te dwa rejestry, żeby one szły jednocześnie. Wtedy jest najfajniej. To jest to, co przyciąga nas. Czasami są osoby, które powiedzą jedno zdanie i mamy takie „wooooow”. I to jest to – te osoby używają obu rezonatorów.

MB:Dobra, a jak się tego nauczyłaś? Będę to z Ciebie wyciągał.

MJ:No dobra, to Mamut jako pierwszy. Hy Hy Hy (tego trzeba posłuchać – przyp red.). I małpa jako druga – iiiiiii, iii iii, iiiii (tego też trzeba posłuchać – przyp red.). I tu będziesz miał większy problem, chcesz spróbować, czy się boisz?

MB:Dobra, zrobię z siebie małpę, mamuta..

MJ:Spróbuj nie bój się!

MB:Hy, Hy, Hy (tego już naprawdę trzeba posłuchać – przyp. red)

MJ:Hy, Hy, Hy.

Dobra, dawaj jeszcze małpeczkę.MB:(Maciej robi małpeczkę)

MJ:To są rzeczy trudne, abstrakcyjne bardzo, wymagają pewnej zakładki w głowie, żeby na to pozwolić.

MB:Dla mnie to jest ewidentnie bariera psychiczna. Kiedy byliśmy na Sali szkoleniowej i wszyscy wyglądali równie idiotycznie, to było ok. Gdybym miał to zrobić w domu, dla mnie osobiście to jest inna kwestia. To jest tak, jakbym miał pójść do lasu i zacząć krzyczeć – ci, którzy mają dosyć otwarty umysł, czy osobowość nie mają z tym problemu. Wydaje mi się, że łatwiej jest kobietom, niż mężczyznom.

MJ:Nie wiem, może one częściej bawią się z dziećmi i tam wydobywają dziwne dźwięki. Dobra, weźmy coś łatwiejszego. Głoska „mmmm”. Bierzemy paluszek, przykładamy go do warg, układamy twarz jak do „U”. Robi się przestrzeń między zębami, usta idą w dziubek i puszczamy „mmmmmmmm”.

MB:MMMmmmmmmmm….

MJ:No?

MB:MMmmmmmmm… cały czas robię!

MJ:Ja mam nadzieję, że Państwo, którzy oglądają też robią. Powinniśmy czuć te drgania na ustach. Później robimy trochę trudniej. Robimy to samo, tylko chciałabym, żebyśmy poczuli drgania w nosie. Będzie nas łaskotało. Uwaga – łapiemy za nosek i… MMMmmmm

MB:MMmmmmmmmmmm…

MJ:Szło przez nos?

MB:Szło.

MJ:Niesamowite, a to był ten sam dźwięk. A najtrudniejsza wersja tego ćwiczenia jest taka: kładziemy sobie rękę koło obojczyków i próbujemy wzbudzić drgania, żeby poczuć je właśnie tam. MMMMMmmm….

MB:MMmmmmmmmmm….

MJ:No całkiem ładnie wyszło. Czułeś pod ręką?

MB:Tak, czułem.

MJ:Jeżeli już mamy problem z mamutami, kotkami, małpkami, to weźmy sobie takie muczenie, „muuu”. Muuuuuuuuuuuu

MB:Ale zamknięte usta, czy otwarte?

MJ:Zamknięte. Ten dźwięk zaczyna nas łaskotać od środka, zaczyna nas pobudzać, tam się coś otwiera. To jest najczęściej polecane ćwiczenie ze względu na to, że najtrudniej jest sobie przy tym zrobić krzywdę. To jest po prostu w miarę bezpieczna opcja. Ty pytałeś o to, jak sobie zrobić sensowny seksowny głos – pobudzając rezonatory. Trzeba pamiętać o tym, że jeżeli czujemy jakikolwiek dyskomfort, to nie robić nic na siłę. Ja daję tutaj wskazówki, natomiast jeżeli cokolwiek zaczyna nas kłuć, boli zaczyna nam się w głowie kręcić – nie robić tego na siłę. Zawsze można pójść do trenera emisji głosu, do logopedy medialnego, żeby on to pokazał, jak mam zrobić. Jeżeli to są elementy, których w ogóle na co dzień nie używamy, to czasami potrzebujemy jakiejś wskazówki.

MB:Z drugiej strony myślę, żeby to nie była taka forma ucieczki, że czuję się niekomfortowo. Ja czułem się niekomfortowo, ale umówiliśmy się, że ja się zgadzam na to i będę z siebie robił przykład. Pewne wyjście ze strefy komfortu jest potrzebne po prostu żeby cos zmienić.

MJ:Tak, ta elastyczność, budowanie możliwości.

MB:Jeżeli jesteśmy przy tych ćwiczeniach. Nie wiem, czy to już ten moment, ale co zamiast korka? Jeżeli nie korek, to co?

MB:Korek ma na celu otworzenie buzi. To uwaga – pierwsze, kłapanie.

MB:MJ:(kłapanie)

MJ:Drugie, to będzie masaż. Zaciskamy zęby na chwilę, po bokach robią się takie kulki i kręcimy te kulki, masujemy je do przodu. W trakcie ćwiczenia puszczamy już zęby, żeby one nie były napięte. Moment napięcia jest tylko po to, żeby namierzyć o co chodzi.

Ty sobie tam masuj, ja będę gadała. Zaciskanie zębów jest obecnie chorobą cywilizacyjną. Bardzo dużo osób zgrzyta na zębach w nocy wyładowując stresy. Dużo osób przez sytuację zawodową – jednym rzeczy nie mówią, cedząc przez zęby i się blokują, dlatego trzeba to masować.

Jest jeszcze druga wersja, gdzie robimy to od dwóch stron. Wkładamy kciuk do środka i masujemy. Ta opcja zdecydowanie bardziej boli, po drugiej stronie jest taki wyczuwalny łuk, bo skóra jest cieńsza i docisk będzie mocniejszy. Jeżeli mamy tak, że mamy duży dyskomfort przy żuchwie to trzeba namierzyć fizjoterapeutę, który pomoże to rozluźnić. Trzeba pamiętać o tym, że głos i wszystkie te elementy będą wtedy z nami współpracowały, kiedy to będzie tworzone najbardziej naturalnie, luźno i swobodnie. Jeżeli trafiamy na opór, to nie róbmy tego na siłę.

Wspomniałam o tym, że zaciskanie to jest napięcie. Weź sobie pięść, zaciśnij ją. Ona jest napięta. A teraz wyginamy palce mocno do tyłu. I teraz co? Jest rozluźniona, czy napięta?

MB:Napięta w drugą stronę.

MJ:Tak. Stan rozluźnienia to jest coś pomiędzy. Sztuką jest żeby w trakcie ćwiczeń żuchwy, otwierania, ze stanu jednego napięcia nie przechodzić do drugiego. Ona ma wisieć spokojnie. Jakbym uchyliła usta i sobie trochę uderzyła, to żuchwa powinna się minimalnie zamknąć. Jak się zablokuje, to znaczy, że nie jest rozluźniona. Ewentualnie, jeżeli ktoś uwielbia sobie wkładać coś do jamy ustnej, bo ma lepsze odczucia, to można się pokusić o położenie sobie tam żelek. Wkładamy je z boku, przy trzonowcach, na wysokości piątek, szóstek. Wkładamy sobie takie dwa misie. One są mięciutkie, więc jeżeli nasze mięśnie są zmęczone ćwiczeniem i będą chciały się zamknąć, to nie zrobimy sobie żadnej krzywdy, tylko po prostu zjemy misia. Jeśli ktoś już ma taką potrzebę, to żelki w takiej formie.

MB:Jeżeli jesteśmy jeszcze przy ćwiczeniach to chciałbym zbudować taki mniej lub bardziej obowiązkowy zestaw ćwiczeń przed rozpoczęciem nagrywania np. podcastu.

MJ:A Ty robisz takie? Robiłeś coś teraz?

MB:Oczywiście! Że nie… Nie robię. Jasno Ci powiem, że nie. Zresztą widziałaś dzisiaj, co nie jest wyjątkiem, robimy wszystko na ostatnią chwilę. Przyznaję się bez bicia, postaram się to zmienić, obiecuję.

MJ:To ja bym chciała taki apel do podcasterów.

MB:Już słucham.

MJ:Bardzo proszę zacząć ćwiczyć przed każdym nagraniem. Można oczywiście i zrobimy zaraz taki set, który dobrze jest zrobić przed nagraniem, ale pierwszą podstawową rzeczą jest wbić sobie do głowy, że osoby, które nagrywają i pracują głosem, wykorzystują ten głos ponadprzeciętnie. Jeżeli chcesz biec w zawodach, to robisz najpierw rozgrzewkę. Nie idziesz biegać, nie startujesz, jeżeli wcześniej nie rozgrzałeś mięśni, bo możesz zrobić sobie kontuzję, nie będziesz efektywny. Jeżeli pracujemy głosem, to nieważne czy to jest nauczyciel, telemarketer czy podcaster, ten głos jest używany dużo intensywniej niż w prywatnych rozmowach. Dobra rozgrzewka, czyli rozgrzanie tych mięśni, które będą pracowały to jest podstawa. Dla Waszego zdrowia i dla jakości wypowiedzi. Musimy rozgrzać wszystkie elementy, które są ruchome. Żuchwa, drugie to są wargi – robimy Dziubek, wysyłamy całuski. Drugie to będzie świnka – robimy ryjek w kwadracik, później tylko zaokrąglamy górną wargę i mamy króliczka, a na koniec… wściekły króliczek! Wściekły króliczek – marszczymy całą twarz. I puszczamy.

Od razu zrobi się nam ciepło na twarzy. Będziemy czuć, że faktycznie te mięśnie poszły. Mamy serię zwierzątek. Możemy wysyłać serie całusów i się uśmiechać, możemy pojeździć na motocyklu. Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!

MB:Brrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!

MJ:Przy tym trzeba uważać, żeby sobie nie popluć sprzętu grającego. Kolejnym elementem, który się będzie ruszał będą policzki. One trochę się ćwiczą przy wargach, ale można poćwiczyć je bardziej. Można na przykład powypychać je trochę językiem. (Marta i Maciej wypychają poliki językiem) Można je napompować. Znasz taką rybę z kolcami, co wygląda jak skrzyżowanie ryby z jeżem. Ona się tam pompuje, a później jest chuda. Później mamy język, najważniejszy artykulator. On, żeby wszystko było ładnie i atrakcyjnie, to on musi biegać jak szalony góra, tył, jakąś górkę jeszcze po prostu robi. Musimy go rozgrzać, więc najpierw ruszamy góra dół, prawo lewo i żuchwa się nie rusza przy tym. Mogą być kółka. I teraz uwaga – jeszcze nigdy nigdzie niepublikowany mój autorski łamaniec… Taka Daga gada tak. Łatwe, prawda?

MB:Taka Daga gada tak.

MJ:Czyli taka Dagmara mówi w określony sposób. Całą sztuczką tego zdania jest to, że ono jest ułożone tak, że język musi się ruszać tył przód, tył przód. No to lecimy tempem. Taka Daga gada tak, taka Daga gada tak.

MB:Takagadakaakata…. To jest do rozpisania.

MJ:Trzeba mieć pewność, że zdanie znamy na 1500%. W przypadku takich ćwiczeń trzeba mieć na względzie, że jeżeli ktoś ćwiczy na tej treści po raz pierwszy, to jest mu dużo trudniej. Jeżeli poćwiczymy kilka razy, to głowa ma schemat ruchu i każde powtórzenie będzie łatwiejsze. I wszystko co wymyślicie na język. Można się wysmarować nutellą i to zacząć zlizywać – dzieci to uwielbiają. Można sięgać do nosa, sięgać do brody, zwijać w trąbkę, można robić konika. Można udawać glonojada. Glonojad jest tylko tą pozycją do góry, przyklejoną. Ostatnim elementem jest podniebienie miękkie. Rzecz niedoceniana, a bardzo przydatna z punktu widzenia tych rezonatorów, o których rozmawialiśmy dzisiaj. Trzeba otworzyć gardło, to jest na przykład ziewanie: oooooooooooo…

Maćku następne. Gorący ziemniak. Jak siedzisz przy stole na eleganckiej kolacji i wziąłeś sobie gorącego ziemniaka, to nie możesz go wypluć. Musisz tutaj zrobić miejsce i wpuścić powietrze od dołu, żeby tego ziemniaka schłodzić. (odgłosy Dartha Vadera) Robimy sobie taką serię ćwiczeń: żuchwa, wargi, policzki, język, podniebienie miękkie. No i muczenie.

Czyli mamy rozgrzewkę artykulatorów, a potem musimy pobudzić rezonatory. Jak pociąg, żeby pociąg jechał, musi być para. Oddech jest naszym paliwem, nie da się inaczej.

MB:To jeszcze dopytam Cię i jeszcze jedną rzecz. Wszędzie, gdzie mówi się o mówieniu, artykulacji itd., mówi się o mówieniu z przepony. Przyznam się, że mam 45 lat, ale za Chiny Ludowe nie wiem, jak sobie z tym poradzić i w ogóle nawet nie wiem, jak się do tego zabrać. Czy jest taki przyspieszony kurs albo jakaś odpowiedź, o co w ogóle z tym wszystkim chodzi? Mam wrażenie, że dla wszystkich oczywiste, a ja się czuję tak, jakbym po prostu wiedział, ze coś takiego jest, że tak trzeba, a pojęcia nie mam jak się do tego zabrać.

MJ:Przepona jest owiana wielkim mitem, ale możemy się do tego zabrać, zajmie nam to 10 minut. Robimy najpierw takie szpony, wbijamy sobie te szpony między żebra. Nie całkiem wysoko, tylko tu, gdzie już mamy w miarę miękko. I uwaga, robimy…. SSSSS Ssss ssssss sssss sss. Czujesz, że skacze?

MB:No coś tam skacze.

MJ:I to jest to. Przepona złożona jest z dwóch części, z przodu przyczepiona do mostka, z tyłu jest przyczepiona do kręgosłupa, a po bokach jest przyczepiona do żeber. Jest taką powłoką. Chodzi o to, że mięśnie międzyżebrowe, żebra, muszą się rozchodzić na boki i ona zaczyna pracować góra-dół. Może wypychać powietrze o odpowiednim ciśnieniu do góry.

MB:To jeszcze zostały nam dwa pytania. Kiedyś rozmawialiśmy dużo o higienie głosu. O takich zwyczajach, które wpływają na to co pić, czego nie pić, na co zwrócić uwagę, jeśli chodzi o kwestię miejsca, w których mówimy. Czy kawa, czy herbata, czy woda? Czy woda ciepła, czy zimna? Czy z cytryną, czy bez? Mam wrażenie, że jest tego dosyć dużo, być może mitów, być może wytycznych. Gdybyś mogła to nawet na jednym oddechu spróbować wymienić.

MJ:Nie pić kawy, nie pić herbaty. One zawierają teinę i kofeinę, które wysuszają śluzówkę.

MB:Ale w ogóle, czy podczas rozmów?

MJ:Bezpośrednio w trakcie pracy głosem i bezpośrednio przed nią. Spokojnie można sobie po, ewentualnie jeżeli już musimy, bo np. jesteśmy telemarketerami i pracujemy cały czas tym głosem, to po wypiciu kawy przepłukać sobie szklanką ciepłej wody niegazowanej. Cola i wszystkie rzeczy słodzone będą sprawiały, że ślina się nam będzie gromadziła i będziemy ją przełykać. Nikt tego nie chce słyszeć w telefonie albo w słuchawce. Wysuszające nie, za bardzo słodkie, gromadzące ślinę też nie. Zostaje woda niegazowana. I nie bać się tego. Zapewne zauważyliście, że ja tutaj mam kubeczek i niego korzystam. Nie bać się tego w trakcie przemówienia. To fenomenalnie nawilża nam wszystko od środka, bo kiedy mówimy, to oddychamy przez usta i automatycznie robimy przeciąg, bo przeponą wypychamy powietrze do przodu, potem robimy wdech i tu cały czas wieje. Wciągamy cały kurz, tam się robi sucho. Te elementy pracujące zaczynają się ścierać ze sobą. Woda ma zrobić tak, żeby przywrócić takie naturalne środowisko. Gdy oddychamy nosem, to filtrujemy powietrze nosami i ono fajne, ciepłe, ogrzane wchodzi sobie do krtani. Napoje to pierwsza rzecz, a drugie to temperatura. Jak mamy rozgrzane gardło, bo gadaliśmy długo, to teraz wypicie czegoś bardzo zimnego będzie szokiem termicznym dla tkanek. Jeżeli gadaliśmy cały dzień i wychodzimy na dwór i odbieramy telefon zimą, to robimy to samo – szok termiczny dla struktur. Trzeba pamiętać o tym – to jest wnętrze tego pociągu. To jest to, co musimy mieć naoliwione, ten mechanizm, żeby go nie zniszczyć. Jedzenie, które jest pikantne rozszerza śluzówkę, będzie ją podrażniało. Jedzenie, które jest ostre ze względu na kształt tak samo – chipsy. One będą cięły śluzówkę na kawałki.

Suche owoce działają bardzo fajnie, one mają mięciutki środeczek, taki nawilżający z witaminami. Papierosy i alkohol odpadają, to nie ma co się wbijać w to głębiej, bo palacze wiedzą jak to wysusza. Dzień po też wiedzą jak ten alkohol działa. To wszystko sprawia, że w środku nasze naturalne środowisko zaczyna się zmieniać.

MB:Rozumiem, że ciastka, podjadacze, które są na różnego rodzaju konferencjach to jest bardzo często to, czym się żywimy podczas konferencji, a potem wychodzimy i mamy coś powiedzieć, to też niekoniecznie.

MJ:Niekoniecznie, dlatego ja się bardzo cieszę, że na konferencji dla banków sprzed roku byłam pierwszego dnia, bo na drugim mogłam jeść bez oporu.

MB:My zadbaliśmy wtedy o owoce.

MJ:Tak, to prawda to jest bardzo ważne. Jak najbardziej na konferencji niestety trzeba to wziąć pod uwagę i zdarzają się takie sytuacje, że w firmie nie ma wody. Naprawdę. Ludzie dysponują tylko kawą i ja jestem w szoku. Czasami wchodzę na szkolenie i już się nauczyłam, że muszę mieć swoją butelkę, bo może okazać się, że jedyną wodą, którą mi zaproponują musiałaby być kranówka. Nie – trzeba trochę te nawyki pozmieniać jeżeli nie chcemy wylądować u foniatry i jeżeli chcemy pracować głosem długo, bez strat jego jakości. Żeby był cały czas elastyczny, fajny, żeby nie był matowy.

MB:Ostatnie pytanie, chyba będące dużą zmorą na pewno moją, jestem przekonany, że bardzo dużej ilości osób, która się wypowiada, gości w podcastach, a nawet prowadzi podcasty, czyli jak pozbyć się „eeee, yyyy”. Już powiedziałaś, że pauza jest takim wyjściem. Drugie, to są różnego rodzaju wstawki, które wiele osób ma. Kiedy sam jeszcze obrabiałem podcasty, to siedziałem i wycinałem każde „prawda?”, „znaczy się”, „to znaczy” i inne wstawki, które słyszałem niemalże w każdym zdaniu. Jak się tego pozbyć, żeby mówić w sposób wyważony, żeby z ust wychodziły tylko słowa, a nie jakiegoś rodzaju dźwięki dodatkowe.

MJ:Jak one sobie wyjdą raz na jakiś czas, to nie ma z tym problemy. Czasami trzeba się pogodzić, że tych nagraniach takie yyy eee będzie i nie ma co się tego wstydzić. Aspekt psychologiczny ma bardzo duże znaczenie. One czasami będą, ale w większości powinny być pauzy i mam się ich nie bać.

Drugą rzeczą, już mamy typowe narzędzie – gumkę do włosów lub gumkę recepturkę zakładamy na nadgarstek. Prosimy jakiegoś naszego znajomego o godzinną rozmowę, żeby siedział blisko nas, niemal trzymał za rękę i kiedy się pojawi takie yyyy, eeee, to żeby strzelił nas tą gumką w nadgarstek. Boli. Ale dzięki temu dosyć szybko do mózgu dociera informacja, że mamy tego nie robić. Powtórzymy takie eee yyy kilka razy, dostaniemy strzał gumką kilka razy i szybko się oduczymy.

Kolejną rzeczą jest to, że te dźwięki się pojawiają kiedy nie domykamy ust i źle dysponujemy powietrzem. Jak oddychamy, mówimy i ten oddech jest zbyt płytki, bo nie idzie z przepony, to mamy zaburzone dysponowanie nim. Jeżeli wyjdzie nam coś z ust, a mamy neutralnie ułożony język, to będzie właśnie „eeeeee”, czyli takie dopuszczenie powietrza kiedy usta są otwarte. Najpierw trzeba u siebie zdiagnozować przyczynę co jest nie tak. Czy to jest stres, czy to jest maniera/tak duże przyzwyczajenie że zaczęliśmy tak robić, czy to jest rzecz wynikająca z fizjologii. Jeżeli to jest fizjologia, to trzeba bardziej skupić się na tym, żeby zrobić ćwiczenia oddechowe, żeby zrobić żuchwę i uaktywnić wargi, żeby się domykały i problem zniknie.

MB:Trzeba próbować i ćwiczyć.

MJ:Tak jest. Głos wydaje się taką prostą rzeczą. Każdy z nas gada, ale kiedy zaczynamy go rozpracowywać na elementy pierwsze, to widzimy mnogość wszelakich zależności w tym i popatrz – my rozmawiamy już prawie półtorej godziny na ten temat i jeszcze go nie wyczerpaliśmy, moglibyśmy rozmawiać dłużej. Świadomość jest pierwszym podstawowym kluczem. Jeżeli zaczniesz się zastanawiać nad tym jak mówisz, to będziesz wiedział, czy przed nagrywaniem podcastu potrzebujesz rozgrzewać wszystko, czy na przykład może tylko wargi. Czy potrzebujesz jednak, żeby specjalista pokazał Ci o co chodzi, bo zupełnie nie wiesz, gdzie jest przepona, nie czujesz tego. Świadomość jest pierwszą podstawową wskazówką jeżeli cokolwiek chcemy zrobić z głosem.

MB:A ja Tobie powiem co ja wyciągnąłem z tego podcastu. Oczywiście są ćwiczenia itd. I ja zaczną to robić. Tak jak zacząłem biegać – na początku były 2 km, potem było ponad 50. A w międzyczasie były ponad 2 lata dochodzenia do tego dystansu. To, co jest pocieszające moim zdaniem i to, co jest wyjątkowe w tej rozmowie i w tych wnioskach jest to, że mówienie to nie jest mimo wszystko jakaś technika. To nie jest bardzo narzędziowa rzecz, tylko jest to mimo wszystko kwestia pewnego teatru, pewnej sztuki, zabawy głosem.

MJ:Ja to lubię nazywać elastycznością. Nie chcę tego nazywać teatrem, bo tu z kolei jest skojarzenie, że to jest sztuczne.

MB:Tak, tylko że tak jak ja postrzegam teatr to nie jest to zawsze wyuczone. Zwróć uwagę, że jak oglądasz film w kinie, to każda scena jest powtarzana po tysiące razy. W teatrze każda scena nawet tego samego przedstawienia jest trochę inna. Bo zdarza się aktorom zapomnieć tekst, albo coś się wydarzy, albo oni się zaplączą gdzie i oni muszą grać. Oni są na scenie i muszą pokazać ten swój kunszt aktorski, bo oni są w danej sytuacji. Są przygotowani, wiedzą, co się zdarzy, co się powinno zdarzyć. Natomiast to, w jaki sposób zagrają po pierwsze zależy od sytuacji, która się może zdarzyć, a czasami nawet od dyspozycji dziennej. Ktoś też może mieć zły dzień i też to wpłynie na to, jak on zagra tę sztukę.

MJ:Taka definicja teatru dużo bardziej mi się podoba. Jeżeli byłeś kiedyś na takich spektaklach interaktywnych z publicznością, to tam to fajnie widać. Byłeś kiedyś na czymś takim?

MB:Byłem, ale ja z punktu widzenia mimo wszystko mojej zamkniętości i introwertyczności raczej bardzo źle się czuję, kiedy jeszcze ktoś mnie próbuje w coś zaangażować. To nie jest dla mnie, chociaż tak, jak mówię. W ramach eksperymentów, czy opuszczania strefy komfortu czasami się godzę na takie rzeczy.

MJ:No dzisiaj bardzo ładnie Ci poszło.

MB:Dziękuję bardzo. Marto, ostatnie pytanie dla Ciebie. Gdyby ktoś z naszych słuchaczy chciałby Ciebie znaleźć, poznać, poczytać o Tobie więcej informacji, które udostępniasz, to gdzie Ciebie szukać.

MJ:www.eufonia.pl eufonia z łaciny oznacza piękne brzmienie. I tego się trzymajmy. Tam jest plan, żeby jeszcze mocniej rozwinąć zakładkę czytelnia. Są tam tez aktualności, tam jest podlinkowane co ja napisałam i to, co zostało opublikowane gdzieś indziej. Oraz nowość niedawno. Będzie się pojawiało wideo. Są już trzy odcinki na YouTube. W planach jest ich więcej i to jest tak gałąź, która będzie się rozwijała, więc tam można mnie nie tylko posłuchać, popatrzeć, ale też pooglądać. www.eufonia.pl

MB:Prosto i kropka, cytując klasyka. My mamy jeszcze dla naszych słuchaczy pewną niespodziankę, bonus, czyli…. Może Ty zdradzisz, bo jesteś autorem całości, ja jestem tylko pomysłodawcą…

MJ:Nie, Ty jednak powiedz.

MB:Dobra, więc Marta postanowiła zupełnie całkowicie dobrowolnie przygotować nam krótkie wideo z prezentacją tych ćwiczeń, o których mówiliśmy, jak przygotować się do pracy głosem. To nie tylko dotyczy podcasterów, ale każdy czy telemarketer, czy handlowiec jeżeli ma spędzić kilka godizn rozmawiając z klientami, jestem przekonany, że mu się to przyda. Z jednej strony omówienie ćwiczeń, a z drugiej strony pokazanie zwierzątek, mamutów i wtedy Marta będzie będzie wyglądała – chociaż Marta pięknie wygląda jak robi mamuta, czy małpę. To jest jeden bonus, a drugi bonus: Marta kiedyś napisała dla mnie serię artykułów dotyczących głosów. Tam jest o higienie głosu, o elementach głosu, również o nagrywaniu wideo, czyli o błędach i o wskazówkach, o silnych i słabych stronach. Postanowiliśmy zrobić dla Was specjalny e-book, gdzie zebraliśmy te artykuły. Kupa fajnej wiedzy, która będzie do pobrania na stronie www.klientomania.pl/49, jak 49 odcinek tego podcastu.

Marto, bardzo, bardzo dziękuję. Naprawdę nagraliśmy bardzo długi odcinek. Zdradzimy, że nagrywamy go drugi raz, bo za pierwszym razem coś nam nie poszło i jest dłuższy niż tamten. Kupa naprawdę informacji, kupa inspiracji, kupa bardzo konkretnych ćwiczeń. Bardzo Tobie dziękuję za taką otwartość i za poświęcony czas.

MJ:Dziękuję Ci serdecznie, zwłaszcza dziękuję za to, że się zaangażowałeś w niełatwe ćwiczenia. Dziękuję też słuchaczom, którzy wytrzymali tyle czasu. Jeżeli tylko będziecie mieli jakieś pytania do tematów, które powstaną, to jak najbardziej postaram się odpowiedzieć wszystkie.

MB:W komentarzach albo na www.eufonia.pl . Do widzenia!

MJ:Do widzenia, cześć!

MB:Czy wykonywałeś/wykonywałaś ćwiczenia, które omawialiśmy w odcinku? Jeżeli nie zdążyłeś/zdążyłaś lub wokół Ciebie było zbyt dużo ludzi, którzy mogli się na Ciebie dziwnie patrzeć, nie przejmuj się. Z Martą przygotowaliśmy dla Ciebie dwa dodatkowe materiały, które pomogą Ci wdrożyć w życie porady oraz ćwiczenia z tego odcinka. Po pierwsze, Marta nagrała dla Ciebie specjalne wideo, w którym omawia i pokazuje jak prawidłowo wykonać ćwiczenia przed rozpoczęciem pracy Twoim głosem. Po drugie, przygotowaliśmy również specjalny e-book, w którym znajdziesz 8 artykułów, które Marta jakiś czas temu napisała specjalnie dla mnie w ramach jednego z moich projektów. Znajdziesz tam sporo podpowiedzi dotyczących tematu głosu, jego higieny, ale również nagrywania live’ów. Oba te materiały znajdziesz w notatkach do tego podcastu pod adresem www.klientomania.pl/49, jak 49 odcinek podcastu. Znajdziesz tam również linki do innych informacji, źródeł, o których rozmawialiśmy z Martą.

Kolejny odcinek będzie wyjątkowy. Można powiedzieć, że taki może być tylko raz. Dokładnie 2 sierpnia roku 2015 wziąłem głęboki oddech, zamknąłem oczy i kliknąłem przycisk „opublikuj”. W eter poszybował pierwszy odcinek podcastu, którego właśnie słuchasz. Tak się złożyło, że numer kolejnego odcinka to okrągłe 50, stąd to doskonała okazja na podsumowanie mojej trzyletniej przygody z podcastowaniem. Będzie sporo o kuchni, bardziej emocjonalnej i technicznej, choć tej drugiej też nie zabraknie. Chcę podzielić się z Tobą moimi doświadczeniami, sukcesami oraz porażkami. Opowiem jak zaczynałem, dlaczego w pewnym momencie przerwałem i jak udało mi się wrócić na właściwe tory. To będzie dobry moment na podsumowanie trzyletniej podcastowej przygody i w pewnym sensie otwarcia się na kolejne wyzwania. Już dzisiaj zapraszam Cię do wysłuchania tego wyjątkowego odcinka. A dzisiaj już bardzo dziękuję Ci za uwagę i do usłyszenia w kolejnym teatrze wyobraźni. Cześć!

Maciej Buś

Pomagam firmom komunikować się z klientami
Jestem… bardzo empatycznym, ale i wymagającym klientem. Tak po prostu i po ludzku oczekuję od firm i marek rzetelności oraz przyzwoitości. Od ponad 20 lat szukam świętego Graala skutecznego porozumiewania się firm z jej klientami. Swoimi doświadczeniami dzielę się jako konsultant, trener i mentor, ale również jako bloger i podcaster.

Zobacz wszystkie moje wpisy

Dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Maciej Buś

Pomagam firmom komunikować się z klientami
Jestem… bardzo empatycznym, ale i wymagającym klientem. Tak po prostu i po ludzku oczekuję od firm i marek rzetelności oraz przyzwoitości. Od ponad 20 lat szukam świętego Graala skutecznego porozumiewania się firm z jej klientami. Swoimi doświadczeniami dzielę się jako konsultant, trener i mentor, ale również jako bloger i podcaster.