Gościem Klientomanii jest Wojciech Bolanowski – o którym można powiedzieć, że niejeden bank współtworzył. Rozmawiamy o początkach tworzenia mBanku. O doświadczeniach Wojciecha w tworzeniu banków poza granicami Polski. Trochę próbujemy przewidzieć co stanie się z bankowością, czy fintechy są szansą, czy zagrożeniem?

Posłuchaj podcastu

Pobierz mp3  Transkrypt

słuchaj na iPhone  Słuchaj na Android Słuchaj w Spotify

Mówimy o tym, że digitalizacji to nie tylko zmiana w kanałach sprzedaży, ale także, że konieczna jest zmiana  obecnych produktów, bo technologia to umożliwia. A także dlaczego naszym zdaniem takie projekty jak mPesa, WeChatPay, AliPay czy Apple Card mają szansę na sukces.
I że bankowanie jest potrzebne, a banki … coraz mniej. Tak więc pojawia się pytanie, jak będzie ich rola w najbliższej przyszłości.

Wojciech opowiedział o swoich doświadczeniach z bankowością, o tym dlaczego dostał się do mBank – bo miał dwie skrzynki … poczty elektronicznej, w czasach, gdy tylko niektórzy mieli jedną 😉 – co robił wcześniej, jak znalazł się w projekcie na Bliskim Wschodzie, o wdrożeniu digital banków poza Europę, dlaczego ważne jest aby polskie bank … wyszły poza Polskę.

Rozmawiamy o:

  • tworzeniu mBank,
  • powstawaniu IKO,
  • pierwszym interfejsie mBanku, który przeżył 11 lat i jest powodem do dumy Wojciecha,
  • szczepionkach,
  • nowej roli placówki,
  • ekspertach, którzy twierdzili, że iPhone nie odniesienie sukcesu,
  • tym co ma cement do zakładania lokat,
  • lokacie do … 32 marca 🙂
  • tym dlaczego pewne rozwiązania jednak nie są wygodne dla kobiet,
  • botach,
  • tym dlaczego Apple Card jest skazane na sukces,
  • że Polacy są dobrzy, jako indywidualiści, ale muszą popracować nad „grą zespołową”,
  • tym dlaczego banki nie całkiem są „digital”,
  • doświadczeniach Wojciecha z płatnościami mobilnymi w Azji,
  • wspólnych znajomych,
  • dlaczego bank mówi, że nie ma call center,
  • Chinach na tle świata – w płatnościach,
  • dlaczego świat nie czerpie z doświadczeń polskich banków,
  • czy Polska wyróżnia się na tle Europy i świata w „bankowaniu”,
  • smooth banking,

W rozmowie wspominamy o:

Przydatne linki

Transkrypt

Dzień dobry, dobry wieczór Państwu – bo nigdy nie wiadomo kiedy tego słuchacie. Witam serdecznie w kolejnym odcinku Klientomanii, Arek Cempura. Trochę czasu nam zajęło aby zaprosić tu tego gościa, którego za chwilę poznacie. Gość jest dosyć ciekawy, powiedziałbym, że to taki Bob Budowniczy świata bankowego. Jak by nie spojrzeć na jego historię to właściwie od początku jak ja go znam i widzę, to buduje banki w Polsce i nie tylko. Gościem Klientomanii jest Wojciech Bolanowski.

Wojtku, gdzie jesteś, co teraz ciekawego robisz, coś więcej możesz powiedzieć o sobie?

Przebywam w Bahrajnie, czyli to jest taka malutka wysepka na Bliskim Wschodzie, ale zawodowo jestem związany z Azją południowo-wschodnią, gdzie budujemy cyfrowy bank, taki Digital pure player na kilka krajów tamtego rejonu. Od 2000 roku, od kiedy miałem szczęściej pracować w zespole, który budował mBank, to będzie już mój piąty Digital bank budowany od zera. Tak sobie z Bahrajnu pracuję dla firmy, która jest w Singapurze, a naszym pierwszym rynkiem będą prawdopodobnie Filipiny.

To dosyć ciekawie. Z tego, co też rozumiem, w tym zespole, w którym to budujecie jest Greg Krasnow, który na swoim koncie ma też niejeden bank.

Tak, bardzo ciekawa postać, ma w życiorysie zbudowanych kilka banków. Dobraliśmy się tutaj na pewno.

Miałem okazję go poznać jak był stworzony Platinium Bank na Ukrainie. Wojtku, z ciekawości jaką masz tam pogodę w Bahrajnie? Bo u nas wiosna się rodzi.

Skończyła się zima, o czym świadczy to, że temperatury są powyżej 30 stopni. Zima to są temperatury 20-30, to już za nami. Ta wiosna będzie trwała krótko, do końca miesiąca i w maju już będą 40 stopni i więcej co oznacza właściwie lato. Wiosna jest krótka. Natomiast zima odchodzi spektakularnie, bo są burze piaskowe z ograniczeniem widoczności do 200m i deszcze. Kilka dni deszczu w roku jest i on właśnie jest na przełomie zimy i wiosny. To już za nami, teraz już jest jasne niebo, 30 stopni i będzie więcej.

Z jednej strony można Ci pozazdrościć Ci tego słońca, a z drugiej strony wracając do tego wyzwania – jak to się stało, że wylądowałeś właśnie tam? Był mBank, a potem co było? Jaka była droga, że znalazłeś się z tym miejscu, w którym jesteś?

To był mBank, także te projekty ekspansji zagranicznej mBanku, natomiast od 2010 roku byłem w PKO zajmując się kanałami elektronicznymi, jak się wtedy nazywało, kierując wtedy Inteligo przez kilka lat. Wtedy też uruchomiliśmy tę technologię, na której teraz oparty jest BLIK, czyli pekaowskie IKO. Pewnego dnia skontaktował się rekruter, który poszukiwał kogoś, kto by uratował islamski, czyli prowadzony zgodnie z zasadami szariatu bank w Arabii Saudyjskiej, budowany na wzór mBanku, który nie przyniósł satysfakcjonujących wyników biznesowych. Znaleźli mnie po takiej ścieżce Bankowej. Przyjechałem na rozmowę rekrutacyjną i się jakoś skusiłem. Tak zostałem w Bahrajnie.

To jest ciekawe wyzwanie, myślę, że wrócimy do tego bankowania o islamsku. Ja też znalazłem, a Ty mi wspominałeś, że tak naprawdę jesteś lekarzem z wykształcenia?

Tak, nie tylko z wykształcenia, byłem lekarzem leczącym. Najważniejsze to już w życiu zrobiłem. Byłem pediatrą-onkologiem.

To dosyć trudny kawałek.

Tak, nie zaprzeczam, o ile pamiętam, bo skończyłem tę przygodę z medycyną kliniczną 18 lat temu. Natomiast byłem jeszcze długo później wykładowcą na Uniwersytecie Medycznym, więc to nie było gwałtowne zerwanie z medycyną. Natomiast w 2000 roku znałem osoby, które były w projekcie uruchomienia mBanku. One znały mnie jako człowieka, który zna się na Internecie. Polegało to na tym, że miałem dwie skrzynki mailowe, a nie jedną i używałem takiego narzędzia jak IRC.

Taki dzisiejszy WhattsUp, gdybyśmy próbowali wytłumaczyć młodszym słuchaczom.

Taki prekursor wszystkich komunikatorów. Znałem się na tym i miałem takie hobby, że pisałem krótkie opowiadania i w końcu w mBanku moją pierwsza rolą była produkcja contentu na website. Ponieważ to był startup, mało nas było, każdy się zajmował wszystkim, więc tak naprawdę to, co było najbardziej znaczące w tym pierwszym okresie to projektowaliśmy, ja projektowałem interfejs internetowy mBanku. Ten pierwszy interfejs, który przeżył 11 lat i potem został z chwałą zastąpiony przez wielokrotnie nagradzany nowy interfejs. Za starym, o ile wiem całe generacje płaczą i tęsknią i to jest powód mojej nieustającej satysfakcji.

Tęsknią jakby za dobrą imprezą. Podobno za dobrą imprezą powinno się tęsknić, a nie żałować, że się przeciągnęła. To jest element porównania i benchmarku jak potem ktoś projektuje nowy serwis to wraca jak to było w mBanku. Myślę, że to gdzieś zostaje we wszystkich innych bankowościach. Ten wpływ pierwszego mBankowego serwisu.

Bez wątpienia jest tak, że gdyby ktoś uruchomił bankowość internetową z takim interfejsem to zostałby wyśmiany i nie odpowiadałoby to klientom. Natomiast prawda jest taka, że bardzo się przyzwyczajamy do tego co używamy, o ile nie jest fatalnie zaprojektowane i myślę, że w ogóle zmiana interfejsów jest bardzo dużym wyzwaniem, ponieważ klienci lubią te piosenki, które już znają. Tak samo jest z interfejsami.

Jak się przyzwyczailiśmy to trudno. Czyli tak naprawdę z medycyny do bankowości, w bankowości sukces, a potem mówisz, że pojechałeś do Bahrajnu właściwie leczyć bank, który był w ciężkiej kondycji.

No tak, przy czym diagnoza nie była zbyt skomplikowana. To był ten case, gdzie starczyło zapału, budżetu i determinacji Zarządu i najwyższych menedżerów na uruchomienie z dobrą technologią, z fajnymi placówkami takiej propozycji Digital, ale już zabolało serce przed wyłożeniem budżetu na reklamę, reklamę mobilną, internetową i zabrakło determinacji, żeby zaoferować dobrą cenę na depozyty, czyli te wszystkie haczyki, którymi banki cyfrowe na początku zachęcają klientów nie były tam używane. Prawdę mówiąc jak udało mi się przekonać bank, że powinniśmy to zastosować to w półroczu mieliśmy stukrotny wzrost wolumenu. To był dowód, że ta droga wyznaczona kiedyś przez INGDirect jeszcze w latach 90-tych ubiegłego stulecia nadal działa. Ale dało to dużą satysfakcję.

Wojtku, my tutaj w Klientomanii nazywamy sobie świecką tradycję i pytamy naszych gości czym Cię świat ostatnio zaskoczył?

Świat mnie nieustannie zadziwia. Jest zadziwiający w każdym aspekcie, ale bardziej jeżelibyśmy obracali się w cyfrowym świecie, to w tamtym roku zadziwiła mnie ta bańka na bitcoinie. Ten nagły wzrost notowań i to przekonanie wszystkich, że od teraz się zmieni świat i to jest ten asset, który będzie wiecznie rósł. Drugi raz się zdziwiłem, że byli ludzie, którzy się zdziwili, że BitCoin spadł i moim nieustannym zdziwieniem jest fakt, że są tacy, którzy wierzą, że się jeszcze odbije. To świadczy o tym, że natura ludzka jest mało zmienna w odróżnieniu od technologii i wszystkiego co człowiek wytwarza, to człowiek sam jako taki zmienia się bardzo mało i powoli.

Z tym bitcoinem mnie zaskoczyło, kiedy szedłem przez osiedle i stała grupa ludzie przed jednym z domów i takie rozmowy na temat bitcoina, krypto waluty i słychać, że to są ludzie, którzy niedawno o tym usłyszeli. W głosie było słychać przejęcie, że faktycznie tam trzeba inwestować, to jest nowa ziemia obiecana, że warto tam pójść. To jest zaskakujące. Ostatnio byłem na konferencji, gdzie była dyskusja odnośnie krypto walut, zaczęły się teksty, że będzie taki e-złoty e-euro i taki człowiek z Londynu siedzi i patrzy na tych wszystkich ludzi biorących udział w debacie i mówi „Panowie, nie. Jak już naprawdę będzie krypto waluta to ona nie będzie narodowa”. To jest takie wyzwanie – ona przestanie być związana z jakimś konkretnym krajem. Czym innym jest pieniądz jako taki rozumiany, a czym innym jest waluta  takiego kraju. Tutaj krypto waluta będzie bardziej pieniądzem i ona przestanie być narodowa i to będzie coś, do czego na dzisiaj nie jesteśmy przygotowani.

Tak, również dlatego, że co byśmy tam nie mówili, za krypto nie stoi żadna tradycyjna wartość rozumiana materialnie. Jak myślimy o złocie, co jest oczywiste, że jest ta wartość, ale nawet na takich normalnych walutach jest siła gospodarki, ale na samym końcu waluty broni siła militarna. Dlatego dolar cały czas jest walutą światową, mimo, że zadłużenie w dolarze jest absurdalnie wysokie. Wtedy pojawia się pytanie co będzie stało, pilnowało tej wartości krypto waluty. To jest super ciekawe zagadnienie i nie jestem tu aż tak kompetentny, żęby prorokować. Natomiast jestem przekonany, ze te waluty, które teraz są to już nie odbiją. Teraz mamy trend boczny i on będzie długi. To jest moje zdanie, to nie jest doradztwo.

Będziemy patrzyli co się dzieje i będziemy obserwowali tę sytuację, wszystkie rzeczy związane z kryptopwalutą. A propos zachwycenia się mnie zaskoczyła książka Elon Musk – biografii twórcy PayPala i SpaceX. Szczególnie, że trochę miałem tendencję do podśmiewania się z niego, szczególnie jak go złapano na wywiadzie w radiu na paleniu cygara, picia whisky, na jego stwierdzeniach, ze przesadził z automatyzacją swoich fabryk. Ale jak zacząłem czytać tę książkę, pierwszy raz w życiu tak żałowałem, że nie zająłem się inżynierowaniem. Ja z wykształcenia jestem mgr inż. Telekomunikacji, ale któregoś dnia stwierdziłem, że chyba nie będę projektował tych wszystkich układów, wolę przekonywać ludzi do zmiany. Dlatego ja jestem w różnych projektach informatycznych. Ale powiem tak – jestem pod wrażeniem tego wszystkiego i tego, co zostało zrobione w SpaceX. Jak przeczytałem wszystkie rzeczy związane z ograniczeniami dotyczącymi stworzenia rakiety, silników, miejsca startów, użerania się z firmami Boeing, Lochkead Martin, które żyją z tego, nabrałem do niego szacunku. Myślę, że to nie jest wielki manager, ale gościu, który wie, co chce, może czasami robi pewne rzeczy dziwne, śmieszne, głupie, ale jestem przekonany, że parę fajnych rzeczy po nim zostanie.

Jeżeli chodzi o loty kosmiczne uważam, że rozwój jest tu żenująco wolny. Z takich ważnych obszarów ludzkiej technologii, czy wiedzy praktycznej, jak genetyka, zaawansowana fizyka mikro, fizyka makro to akurat loty kosmiczne są najbardziej opóźnione. My na księżycu byliśmy jak ja się rodziłem, czyli pół wieku temu.

Ja się cały czas zastanawiam czy my tam naprawdę byliśmy, czy to nie był fake news, czy to nie było deep fake.

no dooooobrze…

Ale to przez to, co powiedziałeś! Byliśmy tam dawno i właściwie teraz są zapowiedzi, ze za parę lat znowu będziemy. Byliśmy i nie potrafimy tego powtórzyć? Właśnie chyba przez to ta branża jest historyczna.

Wiesz, teraz szukam w pamięci jakichś innych przykładów, gdzie kiedyś umieliśmy robić rzeczy lepiej niż teraz.

Piramidy?

Myślę, że teraz byśmy szybciej zbudowali piramidy niż one powstawały. Akurat developerka nie jest piętą achillesową. Powiedziałbym, że za bardzo zabetonowaliśmy ziemię. Ale np. nie ma teraz ludzi, którzy są w stanie nauczyć się np. całej Iliady, Odysei, czy jest ich bardzo mało i potem je z pamięci powtarzać. Jest kilka takich umiejętności, gdzie nowa technologia nie sprzyja podtrzymywaniu tych umiejętności. Myślę, że to, że informatyka jest bardzo uniwersalna i jedna maszyna, czyli komputer, a teraz telefon komórkowy odpowiada Ci na większość potrzeb. On nie sprzyja budowaniu mechanicznych, skomplikowanych i dużych maszyn, które nie są tylko programami komputerowymi. A przecież te rakiety na księżyc to sa takie materialne, mechaniczne, powiedziałbym, że zakorzenione w XIX wieku.

Myślę, że te Falcony ze SpaceX już takie nie są, dlatego polecam przeczytać tę książkę. Fajne jest podejście, że one w dużej mierze są latającymi komputerami. Ci inżynierowie są w stanie zmieniać na poziomie ziemi poprawiając parametry.

No właśnie – latają 5 razy krócej niż na komputerach o sile dzisiejszego kalkulatora, te Apollo. O to mi chodzi. Informatyka, czy software jest uniwersalny, ale przez to niektóre rzeczy rozwiązuje gorzej niż wyspecjalizowane do tego maszyny. Oczywiście kiedyś przeskoczymy ten księżyc, jeżeli na nim byliśmy. A co sądzisz o szczepionkach w takim razie?

Uważam, że szczepionki powinny być i nie mam nic przeciwko temu. To, że są efekty uboczne tych szczepień, to bardziej powinniśmy mieć system wspierania sytuacji, które sa kryzysowe. Człowiek nie jest podobny do człowieka i ta szczepionka może różnie zadziałać. Większość tych emocji można by było uniknąć, gdyby było przygotowane działanie na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Fajnie w swojej książce pisze Richard Branson, który mówi, że tak naprawdę do kryzysu trzeba być przygotowanym zanim on wystąpi. Tu jest element dotyczący szczepionki – musimy być przygotowani. Korzyści ze szczepienia są znaczenie wyższe niż jakbyśmy się nie szczepili.

To dobrze że tylko ten Księżyc ci…

Ty pewnie tez jesteś ten rocznik, że wychowywałeś się na Kosmos 1999. Patrząc wtedy wydawało mi się, że jak będę miał te 30-parę lat, to będziemy latać w kosmos.

Pamiętam takie czasopisma nie science-fiction, tylko popularyzujące naukę, gdzie przewidywano czy tę windę kosmiczną na księżyc, czy kamieniołomy na księżycu będzie pełna eksploatacja w ciągu ćwierćwiecza.

Może dobrze, że nas tam nie ma, bo by już Księżyca nie było.

Wojtku, przejdźmy do właściwej naszej rozmowy, bo mamy taką sytuację, że tworzyłeś te banki, masz ich trochę na koncie. Tworzysz takie banki cyfrowe, współtworzyłeś mBank. Gdybyś dzisiaj miał okazję zrobić go na nowo, to coś byś zrobił inaczej?

Pierwsza spójna, prosta oferta mBanku to chyba była bardzo dostosowana do tego czasu window of opportunity, które wtedy było, bo wtedy były wysokie stopy procentowe. Internet miał atmosferę technologii przyszłości. Nie było jeszcze takich banków u nas, natomiast one były na zachodzie, więc to też była taka narracja Polska w pierwszym szeregu innowacji technologicznej. Ten prosty model biznesowy, saving, bieżący rachunek, karty bez opłat, bardzo wysokie oprocentowanie, otwarta komunikacja, wszystko było bardzo optymalne. Natomiast patrząc z perspektywy myślę, że jedno, co powinniśmy zrobić inaczej, to powinniśmy wykazać więcej determinacji w budowie czegoś, co byśmy teraz nazwali ekosystemem. Wtedy nawet nie było do tego nazwy. mBank próbował zrobić platformę e-commerce i zrobić oddzielne oferty dla młodzieży łącznie z partnerstwem z portalami społecznościowymi na tamte czasy. To były czasy przed facebookiem, a nawet przed naszą klasą. mBank był prekursorem open bankingu, bo my otworzyliśmy ten supermarket funduszy mimo, że mieliśmy własne fundusze inwestycyjne, to wszystkie towarzystwa mogły sprzedawać na naszej platformie. Był intensywny dialog z klientami na naszym forum, czy na grupach dyskusyjnych. Były takie zalążki, żeby wokół tego mBanku zbudować rozszerzoną ofertę internetową, ekosystem. Takim uzupełnieniem był przecież projekt wirtualnego operatora telefonii komórkowej, taki projekt miałem przyjemność prowadzić i ten mBank mobile powstał i nawet kilkadziesiąt aktywnych klientów zrobiliśmy. Tu brakowało determinacji.

Mówisz determinacja, a czy to nie jest tak czasami, że to też nie był może ten moment, bo jak patrzymy na pewne rzeczy, one się wdrażają, ale jeszcze klienci nie są do tego przekonani, przygotowani. Wiemy, że zrobiliśmy coś fajnego, za kilka lat ktoś to wyciąga, odgrzewa i krzyczy wow, jestem innowacyjny, a potem siedzisz „kurka, no takie pomysły to ja robiłem kilka lat temu”.

Taka różnica jest, że robiliśmy, a pojawiali się na to klienci. Determinację rozumiem jako, że jak jest ta sinusoidalna krzywa adaptacji, to nie mieliŚmy tej cierpliwości, żeby przeżyć ten płaski okres dogrywania, orkiestracji, tego wszystkiego, elementów modelu dlatego, że mBank intensywnie się rozwijał w kierunku uniwersalnego banku. Pojawiały się karty kredytowe, hipoteki, a później ekspansja zagraniczna. To też była ciekawa decyzja i strategia, żeby być coraz lepszym bankiem cyfrowym zdominowała tę drugą alternatywę, żeby być coraz lepszym cyfrowym graczem. Być może było na to za wcześnie, ale gdybyśmy wtedy kontynuowali to moglibyśmy dzisiaj być takim lokalnym graczem dużego kalibru. Niektóre kraje, takie jak np. Rosja mają swoje ekosystemy cyfrowe, zupełnie niezależne od budowanych wokół Facebooka i Amazona.

Kraje po Związku Radzieckim to jest przeciwwaga dla tego, co się dzieje w Stanach. Mówisz mBank, a jednak się udało. Potem były decyzje, że to mBank jest głównym Brandem, a nie BRE. Takie przykłady wtedy wcześniej startował jak wspominałeś INGDirect, Egg.com – z tego jajka nic się nie wykluło, bo chyba jednak ta zachodnia Europa nie była przygotowana. A INGDirect – czy tam ciągle była wiara, bo w różnych krajach różnie poszły.

Jak tu jestem, to daje inną perspektywę, globalną albo inną niż w Polsce. Wiemy, że mBank jest na slajdach w co drugiej prezentacji tych dużych firm consultingowych, które mówią o Digital transformation, Digital banking. Gdyby oni mieli swoje przykłady ze swoich podwórek to by nie sięgali do polskich. Myślę, że mBank jest jednym w pierwszych przykładów banków internetowych, które nie tylko przetrwały, ale zyskały trwały model biznesowy i w konsekwencji przejęły firmę matkę. Większość tych banków na zachodzie to albo wykupiona, albo nie istnieje, albo dobił je kryzys 2008, więc naprawdę mBank jest w pewnym sensie ewenementem. Nawet można powiedzieć, że to jest Czarny Łabędź. Może w ogóle droga do zbudowania banku przez bank cyfrowy, pure Digital to nie jest droga, która się generalnie kończy sukcesem.

Czyli co, przez taki tradycyjny, który spłonie jak feniks i z niego się odradza ten digitalny? Trochę jak BRE – zainwestował w mBank, ale właściwie to mBank go zjadł. Dziecko pożarło swojego rodzica.

Zobacz czym jest teraz mBank. Zależy jak liczyć, trzeci-czwarty bank w Polsce. Uniwersalny. Ma placówki, ma wiele tradycyjnych produktów niekoniecznie kojarzonych z cyfrowością produktów. Taka mainstreamowa historia Digital banking – o ile nie chcę zostać pure playerem Digital to korzystasz z tego, żeby obniżyć koszty wejścia w uniwersalną bankowość. Szybko zbierasz masę klientów, później do nich crosssellujesz wysokomarżowe produkty i do tego dobudowujesz, jeśli tego klienci oczekują, tradycyjne kanały dystrybucji, nawet placówki. Ale de facto jak spojrzysz na świecie to oprócz mBanku to ja nie widzę takich przykładów potwierdzających, że tak się dzieje. Wszystkie te banki internetowe tamtego wieku nie doprowadziły do zbudowania dużych graczy. Nawet lokalnych. Być może ta historia nie jest prawdziwa i może dopiero teraz te banki cyfrowe, które teraz widzimy będą po prostu projektami zakończonymi sukcesem. Nie w tym sensie, że się zakończą budowaniem uniwersalnego banku, tylko rzeczywiście uniwersalne banki jak je rozumiemy nie będą potrzebne.

Przyznam, że mam okazję obserwować parę różnych projektów na świecie, zobaczymy co z nich wyjdzie. Powiedziałeś o placówkach. Ja bym tutaj się trochę zaczepił, bo powiedziałeś, że może czasami ten bank digitalny mieć placówki. Ty budujesz typowo bank Digital, czyli taki, gdzie właściwie jest telefon, komputer. A placówki? One maja sens? Jako taki element rozproszonego banku? Jak na przykład uważam, że można je wykorzystać jako miejsce pracy dla pracowników. Można bank rozproszyć, a jednoczesnie używać jako reklamy. A Ty uważasz, że nie.

W Arabii Saudyjskiej mamy placówki, dlatego, że tam regulacje szariatowe wymagają, że rachunek bankowy może być otworzony w obecności co najmniej dwóch świadków, z których obaj są muzułmanami. On premise, czyli w placówce bankowej. Wobec tego my taki model, że wszystkie wnioski, umowa o rachunek były przygotowane online w komórce, ale musi klient przyjechać i tam się pokazać. To nie zmienia faktu, że to jest bank cyfrowy. To jest jeden powód, żeby były placówki. Drugi taki powód to myślę, że klienci są tam, gdzie są obecnie placówki bankowe. Czyli na tych High Street w miastach. Nic nie zapowiada tego, że miasta znikną. Będzie coraz więcej ludzi w miastach, w małych miejscowościach. Niewykorzystanie tej możliwości bycia tam, gdzie jest klient to byłaby porażką. Uważam, że innowacje w kanałach dostępu, które się teraz dzieją nawet z czatbotami opartymi na sztucznej inteligencji, to jest ta innowacja krocząca, ten incremental. To, co w bankowości czeka nas rewolucyjne disruptive to będzie innowacja w placówkach. Ten, kto wymyśli nową rolę dla placówki będzie miał bardzo duży sukces. Ja nie wiem jeszcze, nie jestem osobą, która to wymyśliła, ale ja oczekuję, że będzie innowacja placówkowa i w produkcie. Trochę już mamy tego, w produkcie się dzieje. Widzimy, że Revolut, czy te afrykańskie lekkie platformy, typu M-Pesa. To przykład cyfrowego produktu od A do Z, a nie przykład kanału, który jest stworzony pod nową, cyfrową rzeczywistość. Uważam, że produkt, a przede wszystkim placówka, to tam powinna się pojawić teraz innowacja, która zmieni bankowość. Co to będzie nie wiem. Ty mówisz, że po prostu może to być tak, że to będzie jednocześnie miejsce pracy dla ludzi, którzy do tej pory siedzą w centrali. No może, ale nie wiem.

Bardziej mam taką wizję, że dzisiaj jestem raczej zdecydowanym przeciwnikiem Call Center w starym wykonaniu, czyli duży open space, wszyscy siedzą. Uważam, że część obsługi zdalnej, można przenosić do oddziałów, bo ten potencjał w ludziach w oddziałach jest niewykorzystany. Są takie momenty w ciągu dnia, w których oni spokojnie mogą się z tym klientem skontaktować zdalnie. Oni mogą mnie obsłużyć. Mnie będzie lepiej jak zadzwoni Pan Łukasz, którego znam i widziałem na oczy i będzie mnie przekonywał do pewnych rzeczy, niż jakaś Pani z sympatycznym głosem, której w życiu na oczy nie widziałem. Z tym Panem Łukaszem będę rozmawiał, może nawet wejdę w wideo i porozmawiamy o kwestiach inwestycji i depozytów, a jak trzeba będzie, to zostanę zaproszony. Jedną rzecz powiedziałeś ciekawą. Ten Digital to nie tylko chodzi o sam element dotyczący dostępu, tylko właśnie przeniesienia tych produktów, żeby dzisiaj je inaczej zdefiniować, inaczej pokazać. Żeby były dostępne w tym kanale zdalnym. Ostatnio czytałem taki artykuł Krystiana Krawczyka, który pisze, że to jest ten problem, że niby banki są mobilne, ale i tak na koniec dnia musisz z czymś przyjść do placówki i najczęściej słyszysz „bo taką mamy procedurę”.

Ja to rozumiem, ale powiedziałbym dalej. Nie tylko produkty przenieść do tych kanałów. Uważam, że to jest taka mało ambitna droga. Po prostu trzeba by było zamienić te produkty dramatycznie, które by pasowały do nowego Digital bank, które pasowałyby do nowego cyfrowego klienta.

Spalić je i na nowo wdrożyć.

Masz takie przykłady w innych dziedzinach. To by była taka rewolucja jak rezygnacja z kupna samochodu versus konsumencki wynajem. To zmienia wszystko. Nie potrzebujesz już dealerów na to.

W stanach dealerzy buntują się przeciwko Tesli, która jest sprzedawana w modelu direct.

Tak. Masz produkt, który jest dostosowany do zupełnie innej dystrybucji. Mamy bardzo dobre kanały mobilne. Jak jest telefon, to już jest bardzo naturalny kanał. Dojdzie zarządzanie głosem, intuicyjne, wspomagane tego, co klient chce zrobić. To będzie bardzo dobry kanał, tylko moim zdaniem będzie bardzo trudno tak dociosać obecne produkty, żeby one pasowały. Myślę, że tu by trzeba było je po prostu wymienić.

Tak jak mówisz, nie wszystko da się upchnąć w technologię. Trzeba pewne kwestie przemodelować na nowo.

Ja Ci powiem prosty przykład, którego dalej prawie nie ma. Jeżeli masz lokaty terminowe. To taki prosty produkt. Obecne systemy i obecne kanały pozwalają bardzo pięknie wyprodukować i wizualizować lokatę na dowolną liczbę dni. To nie jest żaden Big Deal dla banku. A jednak nie ma takich ofert.

Tak, tworzymy je na miesiąc, dwa trzy, zamiast powiedzieć klientowi wybierz sobie sam.

Nie ma tak, że ja dzisiaj wiem, że będę miał wydatek 31 marca i mogę sobie założyć lokatę do 30-go akurat, bo to będzie np. 215 dni. Nie ma dużo takich produktów. Widziałeś tę kartę Apple, nie? To jest oczywiste i banalne, żebyś sam sobie mógł zmienić cykl spłat nie miesięcznych tylko na co tydzień. Przecież nie ma żadnego problemu, żeby to zrobić, ale nikt nie wpadł na to zanim Apple nie zrobiło.

Bo zawsze tak było. Mówisz o tej karcie i myślę, że jeszcze wrócimy do Apple karty na koniec rozmowy i w ogóle do kwestii kartowej, także na chwilę to zaparkujmy, natomiast chciałbym przejść do tematu związanego z mBankiem. Powiedziałeś, że dzisiaj na świecie podaje się mBank jako przykłady projektów digitalizacji, którym się udało. Jak Ty oceniasz z dystansu tych kilkuset kilometrów i swoich doświadczeń poza Polską tę polską bankowość na tle świata? Moim zdaniem jesteśmy w czołówce, ale jak czytałem kiedyś Bank 2.0 Bretta Kinga i potem napisałem do niego, że za mało o Polsce jest to on napisał, że przecież jest o mBanku. Oczywiście książka była wydana w 2010, ale wydaje mi się, że w Polsce już byliśmy w ciekawym miejscu.

Wiesz, w 2010 mBank już udowadniał, że jest jednym z niewielu trwałych banków internetowych czy cyfrowych, które przetrwały 2008 rok, więc nie mięliśmy czego się wstydzić. Z perspektywy świata tutaj widać. Bahrajn jest bardzo małym krajem, ale on jest jednak w środku tej zatoki gdzie jest ropa, wielkie pieniądze, Arabia Saudyjska, Emiraty, więc on jest bliżej tej światowej gospodarki. Tutaj widać, że światowa gospodarka dzieli się na Azję, strefy wpływów Azji, zwłaszcza Chin, ale też Japonii, ale też masz Amerykę. Nawet cała Europa zdaje sobie sprawę z tego, że jest graczem nieco mniejszej wagi i robi te wszystkie wysiłki, żeby zwiększyć swoje znaczenie gospodarcze. A przecież w Europie masz Niemcy, Francję. Z tej perspektywy Polska jest mało interesująca, to jest taka egzotyka. Jeżeli Brett King pisał książkę skierowaną na rynki amerykańskie, angielskie, które miało pokazać tradycyjnym bankom, że warto się zmienić, że trzeba się zmienić, nie ma wyjścia, to taki egzotyczny przykład ma małą siłę przekonywania. A poświęcenie jeszcze więcej czasu takiemu rynkowi na peryferiach mijałoby się z celem. Raczej widzę to, że my jesteśmy naprawdę bardzo dobrzy technologicznie. Infrastrukturę raportującą przelewy, karty, bezstykowe terminale, wszystko to jest światowa klasa, a jesteśmy po prostu mali i trochę na peryferiach. To jest chyba jedyna taka istotna słabość naszego sektora bankowego. W pewnym sensie. Oczywiście jak są światowe kryzysy to nas trochę chroni, ma swoje plusy, ale myślę, że plusy ujemne tej peryferyjności są większe niż te plusy dodatnie.

Czyli naszą podstawową wartością w bankowości jest eksport dobrych ludzi. Bo trochę tych polaków na świecie jest.

Ci ludzie są nośnikami doświadczeń i technologii. I to nie tylko technologii twardej, czyli informatyki, tylko wiedzy jak się ustawia procesy, co jest naprawdę ważne, czy takie holistyczne podejście do UX, Experience. U nas też produkty są nowocześniejsze. Mówiliśmy, że produkty muszą się zmienić. Polski fachowiec ma tę wiedzę jak naprawdę działa karta kredytowa, że powinno się móc ją czasowo włączyć, wyłączyć, zablokować, postawić limity dzienne, kwotowe. To wszystko, co my uważamy za oczywiste w dalszym ciągu na wielu rynkach w aspekcie karty kredytowej jest olśnienie. Tutaj nasi ludzie, w sensie koledzy z sektora są biologicznymi nośnikami tej technologicznej wiedzy.

Czyli my jesteśmy tym wirusem, który zaraża.

Albo taką szczepionką.

Idziemy i szczepimy.

Wracając do polskiej bankowości. Byłem na konferencji i była dyskusja dlaczego te polskie projekty nie są sukcesem. Powiedziano jedną rzecz, że może dlatego, że są oparte na polskim prawie. Co Ty na to z punktu widzenia Bahrajnu, była kolonia brytyjska. Im jest łatwiej zrozumieć to prawo brytyjskie, lepiej znają tam angielski, czy polskiego prawa się boją nawet, jeżeli mogłoby być lepsze?

To ciekawa myśl. Na gorąco muszę powiedzieć, że na pewno coś w tym jest. Ja bym widział to jako praktyczny aspekt prawa. My jesteśmy jednak, to są takie stereotypy i przepraszam bardzo, Polacy są indywidualistami. Szkoły mówi się, że nie uczą pracy grupowej i mało na studiach jest projektów zespołowych. I my się uczymy kooperacji, kiedy trafiamy na NBA, takiego prawdziwego. Wracając chodzi o to, że jak wychodzisz poza Polskę, to musisz się dogadać z bardzo wieloma partnerami. Po pierwsze z regulatorem, z lokalnym bankiem centralnym, ale także z lokalnym switchem kartowym, z clearing housem, z różnymi ważnymi ludźmi, z ministerstwa. Najpierw trzeba zidentyfikować te dźwignie wpływu. Myślę, ze jeszcze tego nie umiemy robić. Wchodzimy w rynek i po prostu wolniej niż inne nacje przyzwyczajone do robienia biznesów za granicą się tego uczymy i po prostu nam się mniej udaje. Takie mam obserwacje. Nawet jak mBank wychodził na Czechy i Słowację, największym problemem było zdobyć pozytywną atmosferę do projektu. Jak by budowaliśmy bank w Bahrajnie i potem z Saudi importowaliśmy te rozwiązania do Bahrajnu, tylko bez placówek, bo operator zgodził się na pełny cyfrowy onboarding to tam nasz CEO zagrał w golfa z tym szefem banku centralnego i to są te mechanizmy, których naszym projektom trochę brakuje, takim globalnym.

Tych znajomości, tego lobbingu nam brakuje.

I takich umiejętności miękkich w najwyższych warstwach gospodarczych decydentów. To jest specyfika, której trzeba się nauczyć latami. Tak samo jak dyplomacji.

Wspominałeś i M-Pesie. Pierwszy raz słyszałem o tym w 2007, kiedy w Lucas Banku próbowaliśmy budować mobilne rozwiązania, tylko kryzys z 2008 skutecznie nas w tym projekcie wtedy z Credit Agricole skutecznie wyłożył. Ale to było podawane jako przykład czegoś, co jest bez placówek, co się spokojnie rozwija z wykorzystaniem telefonii komórkowe i wtedy też często się pojawiało na prezentacjach francuzów hasło Billa Gatesa, że bankowanie jest ważne, banki nie i oni podkreślali, że chcieliby, żeby nadal banki były ważne w tym bankowaniu. Kiedyś próbowałem dojść do tego, o co Gatesowi chodziło w tym powiedzeniu. On gdzies przyznał, że on myślał o fizycznej obecności banków w postaci oddziałów, że one się będą likwidowały. Tu się okazuje, że te słowa żyją własnym życiem i patrząc na M-Pesę, na Revolut, żyją własnym słowem i stają się samosprawdzającą się przepowiednią.

Bliski Wschód to jest dobre miejsce, żeby to obserwować. Myślę, że to bardzo jest uzależnione regionalnie. W regionach, gdzie jest tradycja banku, gdzie ludzie rozumieją co banki robią, jaką mają wartość, czyli głównie bezpieczeństwo naszych pieniędzy związanych z regulacją. Myślę, że ta bankowość jest potrzebna, zwłaszcza tym ludziom, którzy mają nadwyżki finansowe i chcą je bezpiecznie ulokować. M-Pesa to jest przykład rynku rozwijającego się bez infrastruktury, tradycji bankowej, placówek, sieci kartowej, gdzie SMS, telefonia komórkowa była jedynym nośnikiem informacji na długie dystanse. Kolejny znowu masz inne ekosystemy, modele w Azji południowo-wschodniej, gdzie są oparte nie na bankach, tylko na telefonii komórkowej, ale z kolei bardzo onlineowej, na smart fonie, aplikacji. Myślę, że Bliski Wschód jest pośrodku. Myślę, że tutaj, w Bahrajnie, Emiratach, Arabii Saudyjskiej, w Kuweicie, najważniejsze w każdym projekcie jest ustalić z którego rynku trzeba wziąć wzorce. Pod jakim względem nasz rynek jest podobny.

Szukanie podobieństw w zachowaniu, mentalności?

Tak. I w infrastrukturze. Moim zdaniem przy takim nasyceniu kartami i przyzwyczajeniu do kart i przyzwyczajeniu do starych form bankowania, czyli np. czeki, czy rachunki bankowe to taka M-Pesa we Francji, czy Wielkiej Brytanii nie ma szans próby jej implementacji. Teraz weź próby implementacji takich walletów paymentowych tak jak Wechat Pay, czyli AliPay. To pytanie czy one tam się przyjmą gdzie jest ApplePay oparty na kartach, czy nie? Czy to, że już jest taka infrastruktura kartowa daje w ogóle przestrzeń do rozwoju alternatyw nieopartych na kartach. Wydaje mi się, że najczęściej nie. To, że gdzieś się udaje ten typ bankowania bez banku raczej jest związane z tym, że banki nie mają dużej tradycji. Natomiast oczywiście kwestia placówek, już rozmawialiśmy, jest dyskusyjna w jakiej formie, w jakim natężeniu one przetrwają. Wiele kwestii, funkcji bankowych typu przelewy, pożyczki, inwestycje można spokojnie świadczyć nie będąc bankiem. Wszystkie fintechy o tym świadczą. Myślę, że rzeczywiście coś jest takiego, że próbujemy robić bankowość bez banku i na końcu okazuje się, że część klientów potrzebuje regulowanej oferty. Np. Revolut idzie po licencję, czy dostał już licencję…

Mamy tzw. rozwalanie bankowości jaką znamy. Ja znam, Ty znasz, myślę, że nasze dzieci za parę lat będą się zastanawiały o czym my mówimy, czyli to, co my widzimy, te bankozaury dostają kamieniami rzucanymi przez Fintechy. Powiedziałeś, ta M-Pesa na rynku, który nie miał tradycji bankowych. Revolut, który jak popatrzymy na tego pitcha, który zrobili to pokazali kantor z kartą. Nikt tego do tej pory nie robił, bo co? Szkoda mu było zysków?

Nie do końca. Pamiętam przecież na fali kursów frankowych. U nas wielką karierę zrobiły kantory online. Niektóre z tych kantorów wydawały przecież karty płatnicze debetowe, wielowalutowe.

Alior chociażby.

Mówmy nawet o fintechach. Cinkciarz miał taką ofertę. To było, tylko tu jest ból tego małego polskiego rynku, czy innych planów strategicznych. Być może w Aliorze nie starczyło czasu, czy AliorSync, czy projekt z T-Mobile stal się ważniejszy. To było na rynku, ale dobrze wiemy, żę rozwiązanie to jest jedno, ale trzeba dotrzeć do klienta i odpowiednio sprzedać tę wartośc, które rozwiązanie niesie ze sobą. Myślę, że Revolut tu się okazał dużo bardziej skuteczny. Natomiast mam bezpośredni dowód na to, że to nie jest zbyt dochodowy biznes. Ten Revolut idzie po licencję i będzie chciał udzielać pożyczek. Myślę, że taki model zarabiania na paymentach jest coraz trudniejszy, bo im więcej graczy na tym polu, tym bardziej marże rotują i trudniej na tym zarobić. A jeszcze jak się ma model oparty na karcie, to gdzieś z MasterCardem czy Visą trzeba się podzielić. Oczywiście to jest bardzo fair, bo te organizacje dają Ci globalną rozpoznawalność, bezpieczeństwo, ze wszędzie działasz, że nie musisz się dogadywać na każdym lokalnym rynku, że nie musisz się przejmować, czy w jakieś Burnei, czy Bahrajnie ta karta Ci zadziała. No ale też dzielisz się revenues z kartami. Musisz mieć inny strumień przychodów. To są najcześciej pozyczki, a żeby pożyczki udzielać w sposób cywilizowany w naszej części świata musi taki fintech starać się o licencję. Widzimy, że wszystkie fintechy B2C, które osiągnęły jakąś skalę idą po licencję, czy mają tę licencję bankową. De facto to są banki, tylko tak jak mówisz banki nowego typu, które są dla nas mało znane, bo my wyrośliśmy w bankach innego typu. Ale to są banki.

Przeszedłbym do wątku płatności niekartowych. Wspomniałeś o AliPay. Ostatnio z Tomkiem Romanowskim rozmawiałem o różnicach pomiędzy AliPayami i tymi standardowymi płatnościami kartowymi. Widzę, że Ty się bardzo wkręciłeś w to. Skąd ta fascynacja? Uważasz, że to jest świat równoległy, który kiedyś będzie popularniejszy? Z czego to wynika?

To jest fascynujące. To, o czym mówiłem. Niby płatność to jest jej idea, a wszędzie powinna być taka sama. Klient ma pieniądze, sprzedawca ma towar i dochodzi do jakiejś wymiany. Teraz mamy świat cyfrowy, wszyscy mają telefony, więc fajnie by było, żeby to zrobić nie za pomocą gotówki, tylko za pomocą telefonu. W różnych częściach świata różne rozwiązania zyskały taki sukces i są wiodącymi. W naszej części świata są to karty włożone do telefonu, czy to będzie Samsung Pay, czy Apple Pay, czy rozwiązania bankowe, że masz kartę i masz NFC. Dlaczego? Wydaje mi się, że dlatego, że karty są od dziesięcioleci, jest infrastruktura NFC i klienci rozumieją co to się dzieje, że wkładam kartę do telefonu. Znowu masz tę Azję, gdzie raczej płatności bezgotówkowe zaczęły się od e-commerce, Alibaby i nagle się tam pojawiły miliony, czy miliardy klientów. Wtedy najprościej było zrobić close loop, czyli zamknięty system płatności, gdzie pieniądzy krążą po zamkniętym systemie Alibaby i wtedy rozwiązanie nie potrzebuje kart. W Azji masz te wallety nieoparte o kartę. Znowu mamy Afrykę, gdzie z innych przyczyn taka dość prosta, SMSowo-tekstowa płatność, czy przelew pieniędzy funkcjonuje. QR-kody. To jest rozwiązanie, które gdzieś święci triumfy w Chinach, czy w Singapurze. A gdzie u nas ktoś by się męczył, żeby sfokusować kamerkę telefonu na QR-kod w sklepie jak może po prostu przytknąć telefon do czytnika? To jest fascynujące jak ta historia poprzednia wpływa na to, co odnosi sukces teraz. Bardzo to ciekawe jest. I się wkręciłem w to. Zresztą wiesz, tworzyliśmy w PKO IKO, które jest rozwiązaniem płatnościowym nieopartym na karty, z własnym rozwiązaniem bankowym i ono ma swój czas teraz. Ale myślę, że w dłuższym terminie w naszej części świata jednak sojusz z kartami jest najlepszym rozwiązaniem. Z tego, co tu czytam w Internecie to polski standard płatności sprzymierzył się z MasterCardem, przynajmniej jeżeli chodzi o ekspansję zagraniczną. Myślę, że to dobry ruch.

Zobaczymy co z tego wyjdzie. W wątku cyfrowego banku wiemy – oddziały mogą być, ale na pewno trzeba będzie zmienić produkty, a inaczej je zrobić, przemodelować. Ostatnio czytam, że cyfrowy bank nie potrzebuje Call Center. To ciekawe, bo ja Call Center nie do końca postrzegam jako coś, że trzeba dzwonić, ale jak nie potrzebuje Call Center?

To jest w ogóle cytat z takiego manifestu, który najbardziej dynamiczny nowy bank cyfrowy ogłosił. To taki bank z Emiratów. U nas też się pojawiały w Polsce, znowu mBank był prekursorem, mieliśmy Easy Bank dla bardzo młodych klientów. Jest taka koncepcja bank cyfrowy life stylowy dla  najmłodszego klienta. Była taka oferta u nas Hajs. To już ja wyjechałem, ale słyszałem o niej dużo i ona zdaje się zamyka się.

Tak, Alior wyszedł z tego projektu.

Jest ta koncepcja, że do najmłodszych klientów trzeba inną markę, inne podejście, inne produkty, inny język, inna komunikacja, bank w komórce dla młodych. Tu jest zrobiony duży bank, gdzie jako swoje wartości mówią, że u nas nie ma kolejek w Call Center, ponieważ nie mamy Call Center. Mnie zawsze takie stwierdzenia fascynują i lubię się dogrzebać co tam jest naprawdę wewnątrz. Z jednej strony to jest duża wartość, bo ludzi jednak wkurza czekanie aż ktoś odbierze telefon.

Granie na czekanie.

Albo przedzieranie się przez IVR, zwłaszcza źle zaprojektowany. Ale jednak też mają potrzebę porozmawiania z tym człowiekiem. Jak nie porozmawiają to usiłują znaleźć najbliższą placówkę. Więc stwierdzenie, że u nas się czatuje tekstowo, czy można do nas napisać, a nie mamy Call Center to jest takie dyskusyjne. Ja raczej to przytoczyłem to jako tezę do dyskusji, a nie jako coś, z czym się w 100% zgadzam.

Czyli tu jest gra pojęciem. Call Center jako dzwonienie, a nie Contact Center jako miejsce obsługi, więc będą próbowali to rozegrać inną nazwą.

Contact Center mają i tak jak wszyscy na świecie teraz usiłują zainstalować tam czatboty i jakość zmniejszyć tę obsługę ludzką, co tutaj jest o tyle trudne, że w Polsce jest już dość trudne, bo z tym polskim specyficznym językiem musimy na własnym podwórku uczyć te czatboty i nie możemy skorzystać z globalnego doświadczenia angielskiego czatbota. A tutaj jeszcze z tym arabic jest jeszcze trudniej. To jest wyzwanie.

Akurat a propos voice bota telekom Orange jest dobrym przykładem. Zrobili voicebota korzystając z doświadczeń polskiej firmy. Z tego, co już mówią ciężko było, ale już działa i są zadowoleni. Pokazują rzeczy, gdzie działa dobrze, pokazują rzeczy, gdzie muszą się nauczyć. Co fajnego powiedzieli, że mogli się zająć czatbotem, bo to jest prostsze, ale ich klienci przede wszystkim dzwonią, dlatego musieli się zdecydować na tego voicebota. Pewnie tak, jak mówisz rynek arabski jest trudniejszy i powstanie rozwiązanie jakies lokalne niż przyjdzie ze stanów. Mówimy o Bliskim Wschodzie. Siedzisz tam trochę. Na ile to bankowanie jest podobne do naszych przyzwyczajeń, a na ile różne? Mówiłes o bankowaniu zgodnym z islamem. Co to znaczy? Dla większości z nas jest to coś science-fiction. Słyszeliśmy może, ale nie wiemy o co chodzi.

Też nie jestem super ekspertem od bankowości islamskiej, natomiast są takie podstawowe różnice praktyczne, że zakazane jest zarówno czerpanie korzyści z kapitału pieniężnego, czyli nie można ani pożyczać na procent, ani przyjmować od klientów depozytów i płacić im pieniądze. I oczywiście przez stulecia banki islamskie wyrobiły sobie mnóstwo zgodnych z religią sposobów, żeby to ominąć. Na ile to jest skuteczne, to tylko Ci powiem, że systemy centralne, które tutaj działają to sa takie same systemy jak Flexcube i inne. One produktowo są niemodyfikowane, również karty kredytowe. One obliczają odsetki od depozytów, rat i tak dalej, tylko cała zabawa zaczyna się w tej warstwie komunikacyjno-prawnej. Inne są umowy, inaczej się nazywa odsetki, oprocentowanie. Czasem nie płaci się oprocentowania tylko często są takie oferty, że na savingu masz 0%, ale za to jest loteria, którą wygrywasz.  Zawsze. I ta wygrana jest wielkości tych procentów.

Naliczonych przez ten system.

Tak. To jest dodatkowe wyzwanie jeżeli chcę scyfryzować. Powiem Ci jak wygląda najprostsza lokata, którą my oferowaliśmy jako pierwsi w komórce, gdzie nic nie musisz podpisywać, nigdzie iść. Klient zleca nam, żebyśmy w jego imieniu kupili cement, ponieważ potrzebuje ten cement i załóżmy, że oprocentowanie jest 1% rocznie i on mówi kupcie mi cement za 100. Podpisujemy taką umowę, oczywiście cyfrowo, jeżeli to jest cyfrowy bank, że jeżeli on przez jakiś przypadek nie będzie budował tego domu i nie zużyje tego cementu, to my ten cement odkupimy od niego za 101. Rozumiesz? Tu jest to oprocentowanie. Nagle robi się z jednej umowy o założenie rocznego depozytu robi się kilka umów, bo pełnomocnictwo dla nas na kupno cementu, umowa, która nas zobowiązuje do odkupienia tego cementu i jeszcze jakaś umowa, której sensu nie rozumiem, bo nie jestem ekspertem od bankowości islamskiej.

Taki lokalny compliance tego pilnuje.

To jest różnica w strukturze organizacyjnej, że każdy bank ma compliance, unit department, czy w zależności od wielkości jakiś zespół compliance, a ma drugi zespół bankowości islamskiej, który tego pilnuje. Każdy bank ma swoją radę mędrców i tu banki w zatoki są najbardziej islamskie, bo tu rady mędrców szariatowych są w Mekce lub Medynie, czyli w tych świętych miastach i są najbardziej szariatowe i nie wolno powiedzieć, że najbardziej koszerne jakbyśmy powiedzieli, bo wiesz…

W innej części świata!

W tej samej części świata, ale po drugiej strony muru ideologicznego, więc raczej niebezpieczenie. Jak ci mędrcy klepną, że te umowy są zgodne to to działa. To jest ciekawe, że tu wszystko się dzieje, a potem masz w Core systemie masz lokatę na rok z 1%.

Słuchaj, ale to nie zaburza potem statystyk sprzedaży cementu?

A no właśnie! Ten cement musi istnieć, bo tak to by Ci nikt nie podpisał, więc jest np. w Arabii Saudyjskiej specjalna firma, która trzyma na hałdach ten cement i bierze swoje fee za to, że ta tona cementu należy do tego klienta. I Ty musisz z tą firmą też przez interfejs, przez API spiąć, żeby rzeczywiście kupić ten cement. Zobacz jaki to jest potencjał cyfryzacji bankowości. Do tej pory wszystko chodziło na papierach. Przychodził klient, mówił to jest moje 1000, czy 100 tysięcy waluty danej, powiedzmy dinarów i wtedy ruszała ta maszyna. Oni wysyłali listy do tej firmy z umową, ta firma odsyłała, wszystko podpisywałeś, a teraz jak to jest Digital, to to jest normalnie super produkt.

To też jest niebezpieczne. Papier może zginąć, a tu w logach systemu wszystko zapisane.

No to tak, cała cyfryzacja na tym polega. Masz tu trochę smak tej sytuacji. Inaczej trochę.

Jakbyś tak odsiał te rzeczy, które trudno by było zrobić w Polsce. Co byś z tych doświadczeń przeniósł do Polski, gdybyś miał zbudować nowy bank w Polsce?

Patrząc przez pryzmat tego, czego się nauczyłem, to nauczyłem się patrzeć i dostrzegać różnice w miękkich wartościach. Zawsze chodzi o taki leadership management. Wiem, że to się w Polsce zmienia, ale my mieliśmy tradycję orientacji na cel, takiego twardego, specyficznego stylu zarządzania. Albo ja pracowałem w takich organizacjach, gdzie trzeba było coś zrobić i zarządzanie przez cele było takie dominujące i inaczej by się nie zrobiło nowych dużych projektów. Tutaj wszelkie wpływy anglosaskie jest miękki leadership nowego typu. Wielokierunkowe oddziaływania, negocjacje werbalne, pozawerbalne. To jest bardzo nowe doświadczenie. To jest taka kultura. Jak jechałem tutaj, to Ci powiem, że kolega mój, przedstawiciel bardzo wysokiego szczebla dużej globalnej firmy IT, który sprzedawał i kiedyś był szefem tego regionu mówił, że musze się przygotować, że aby zacząć cokolwiek rozmawiać o biznesie, to muszę 4, czy 5 spotkań odbyć na herbatę, czy kawę. To faktycznie wszystko się dzieje w kuluarowych, powolnych rozmowach, ale przez to wszyscy są bardziej uzgodnieni.

Fajnie, bo poznajesz kogoś i zaczynasz z nim inaczej pracować, a nie szybko szybko, bo właśnie chciałem zrobić z Panem biznes.

Tak i to jest coś takiego, co miałoby szansę przynieść inną i może lepszą jakość na naszych projektach. Ja bym raczej bardziej powiedział nie tyle produkty, czy jakiś proces, tylko właśnie wewnętrzną kulturę organizacyjną można by bardzo ubogadzić przez te doświadczenia stąd. Ale to też się mówiło, że zachód, wschód się nawzajem ubogacają i dopiero te mieszanki są dopiero ekscytujące.

Powstają różne ciekawe rzeczy, nie tylko te złe. Myślę, że to wartość istotna, że ludzie podróżują, poznają, wymieniają doświadczenia.

A to na pewno, że podróże kształcą to jest stare, ale w dalszym ciągu w moim przypadku super prawdziwe.

W moim też. Miałem okazję popracować w innej części świata na Ukrainie, bo na początku okazało się, że moja wiedza do niczego się nie przyda, bo nie ma rachunku bankowego, tylko jest karteczny szczot i klient nie wybiera sobie banku, gdzie przelewa wynagrodzenie, tylko mu pracodawca wybiera. Był taki moment, gdzie trzeba było się zrozumieć jak rynek wygląda i jak Ty możesz wykorzystać swoje doświadczenie, żeby próbować ten rynek zmieniać. To jest taki ciekawy element. Na tym chyba też parę takich projektów zachodnich poległo i w Polsce i na Ukrainie, bo przyjechali i nie próbowali zrozumieć lokalnych uwarunkowań tylko mówili „my tak zawsze bankowaliśmy i Wy będziecie robili dokładnie tak samo”. I wtedy takie projekty kończą się porażką.

I my nie widzieliśmy na oczy czeków jako Polacy.

O ja widziałem, nawet płaciłem!

Oczywiście przerysowałem na potrzeby rozmowy. To są na przykład takie podobieństwa. Tutaj też większość akwizycji detalicznej polega na akwizycji pracodawcy. Tu też są bardzo popularne te kioski, takie standy, gdzie wpłacasz gotówkę i możesz opłacić różne rzeczy.

Ukraina, Rosja tak samo. Doładowujesz konto i możesz kupić rożne rzeczy.

Tu jednak z jednej strony jest nowoczesna infrastruktura, w Arabii Saudyjskiej jest największy mindframe rządowy i tutaj nie mają się czego wstydzić, ale z drugiej strony jest duża kultura gotówki w stałym obiegu, bardziej intensywnie niż u nas. Podobnie jak na Ukrainie. Niby są to odległe kraje, a pojawiają się podobne rozwiązania. To jest fascynujące, bardzo ciekawe.

Wspomniałeś o Apple Card. Ja też tam gdzieś z Tobą dyskutowałem na ten temat. Też się jej przyglądam. Dla mnie ok., jest fajne podejście do niej. Na pewno jest estetyczna, ładna. Na pewno jest parę fajnych rozwiązań, ale Ty sprawiasz wrażenie jakbyś był nią zachwycony. Widzisz coś w niej więcej? Tam jest fajna integracja z mobilem, to ukrycie numeru karty, CVV, świetnie. Co jest takiego, czego może jak nie zauważam, bo nie siedzę?

Nie wiem, czy nie zauważasz, ale uważam, że to jest super produkt i właśnie to jest super produkt z powodów pozaproduktowych. Dla mnie fascynujące jest, że Apple, mimo, że nie ma już Jobsa, cały czas umie zrobić to samo. Bierze rzeczy stare lub nowe, ale nie jakieś super nowoczesne, które zrobili inni, składa je razem, nie dodaje wielu rzeczy, które wydają się innym super niezbędne i składa z tego nową value proposition. To zawsze było, popatrz. Wzięli iPhone, wyrzucili z niego klawiaturę, która w czasach Nokii wydawało się niezbędna, dali touch screen, to wszystko było znane. Nie było slotu na kartę, nie było radia, MMSów, technologii. I zobacz, zrobili go estetycznie. Ja mówię tak – do not underestimate the Power of beauty. Jeżeli spojrzysz na metalową kartę Revoluta, a na to przynajmniej jak wizualizowali Tytan, to to jest różnica estetyczna. Zobacz, to jest Goldman Sachs, to nie są ludzie low market. Założę się, że na początku każdy ją będzie chciał mieć.

Ja mam wrażenie, że to będzie taki przykład, że ludzie będą woleli płacić kartę niż w tym przypadku iPhonem. Jednak zapłacenie tą kartą to będzie 10 punktów do lansu.

Dokładnie. Mimo, że Payback, czy cashback jest zwrot 3%, czy 2% jak płacisz telefonem, a nie tylko 1% jak płacisz to jest taki target klienta, że mimo wszystko będzie ich na to stać. A właśnie krytyka idzie z tego kierunku, że właśnie ta karta nie jest NFC. To nie jest rola tego kawałka tytanu, żeby płacić zbliżeniowo. Musisz tę kartę dać w recepcji hotelu, czy w lounge na air porcie. To jest ten mechanizm. Mi się wydaje, że doskonale czyta klientów. Oczywiście można dyskutować, że PFM od dawna był i nawet ludzie mają lepszy ten PFM, że identyfikacja transakcji merchanta, to też jest coś, co znamy od dawna. Ale złożenie tego w takiej Appce to znowu polega na tym, że Apple wzięło i zrobiło lepszy tablet, komputer, ipoda lepszego od walkmana niż inni nie dlatego, że bardziej innowacyjny, ale dlatego, że potrafi robić rzeczy dla klientów. Jeżeli rozmawiamy dla Klientomanii to jest to bardzo dobry przykład produktu. To jest produkt dla klienta. Oczywiście możemy mówić nie dla polskiego klienta przyzwyczajonego do lepszych technologii, ale wydaje mi się, że na Amerykę to jest killer. Popatrz – ile razy organizacja umie zrobić? Najczęściej mamy przykłady, że ta siła wypala się i już nie ma nowych propozycji, a tu Apple mnie zaskoczyło.

Wydaje mi się, że oni nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Natomiast to, co mówisz, że robią pewne rzeczy na nowo, kiedyś na studiach mnie uczyli o reingeneering, czyli wzięcie starych rzeczy i zrobienie ich od nowa, że masz cel co to ma być, ale robisz to inaczej. Pamiętam tez taką sytuacje, że w Polsce czytałem opinię na jednym z portali, że jak się pojawi 3G, iPhone to nie będzie sukcesu, bo zrobiono badania i w ogóle kobiety z tipsami mają problem z korzystaniem z iPhone i to na pewno będzie klęska iPhone. I pytanie, czy zauważyłeś, żeby jakimś paniom przeszkadzały tipsy w korzystaniu ze smart fonów?

No to jest ciekawe. Oczywiście że nie. Ale tak to jest jak się produkty robi tak teoretycznie. W tym banku, w którym przeszedłem, placówki były pełne takich stołów zbudowanych z touch screenów, na których klienci mieli wprowadzać swoje dane. Taka nowoczesność, że nie na papierze, tylko tak. No i wiesz, w smart fonie nie przeszkadzają Ci tipsy, jak się przyjrzysz albo masz sam, to wiesz, to możesz ustalać kąt. A w stole nie możesz. I widziałem te arabki, które tak się męczyły nad stołami i typowo nieklientocentryczny design. Wzięty 1:1 z bankowość 2.0, ale zupełnie niepraktyczny. Te stoły były męką, nie przestawisz tego stołu. Kończyło się tym, że te wszystkie sensytywne dane wprowadzał pracownik placówki, bo nie miał tipsów. No i jemu zależało, a cała idea była taka, że klient po swojej stronie stołu wprowadza dane sensytywne, żeby ten pracownik nie widział, a nie na papierze, żeby od razu było w systemie. To jest właśnie ten przykład, że trzeba jeszcze wszystko przesiać przez taki filtr co klient na to, tej adopcji przez klienta. Czasem powody odrzucenia mogą być nieoczekiwane.

W jednym ze swoich artykułów, łącząc temat Apple Pay, pisząc czy Revolut wygra z Apple Pay stawiasz takie pytanie, że co, jeśli karty wielowalutowe będą rozwijać się lepiej, niż rozwiązania tylko mobilne? Skąd w ogóle takie pytanie? Dlaczego tak stawiasz pytanie i szukasz na nie odpowiedzi?

Uważam, że takie pytania a co jeśli biznes bankowości pójdzie nie w tym kierunku, w którym wszyscy myślimy, że teraz pójdzie? Myślę, że warto zadać sobie takie pytanie wcześniej zanim nas ten nieoczekiwany zwrot, jeżeli nastąpi, zaskoczy. Wtedy będziemy przed konkurencją o zrozumienie tego, co się stało. Im mniej prawdopodobny scenariusz, tym ewentualnie potem zysk na takim pytaniu większy. Ja oczywiście uważam, że rozwiązania typu Apple Pay będą dominować, ponieważ też są w stanie zassać karty wielowalutowe. Jeżeli to się teraz nie dzieje i to jest bardzo kwestia finansowa podziału marży niż techniczna. Ale co by było gdyby jednak okazało się, że karty takie są ważniejsze? To są takie pytania, które pozwalają się zastanowić. Czasem tak się zdarza, że się pojawia taki nieoczekiwany rozwój wypadków. Na przykład ja bym powiedział tak – w mBanku przez lata nie można było otworzyć rachunku w kioskach, czy placówkach nawet, jak były te placówki. Te kioski były do otwierania kredytów, kart kredytowych i kredytów konsumpcyjnych. W pewnym momencie mBank zdecydował się, że ok., ludzie mogą otwierać w kioskach. Wtedy ja bym zadał takie pytanie – a co, jeśli okaże się, że większość ludzi będzie otwierało w kioskach? Jaki z tego wniosek? I wtedy można spekulować, że ludzie tak wolą, że mają czas w galeriach handlowych, albo że to, siamto. No i patrz. Zdumiewające – nie wszyscy o tym jeszcze wiedzą do dzisiaj, ale parę lat temu jak miałem te informacje, więcej rachunków w mBanku otwierało się w kioskach niż przez Internet.

Wydawało się, że Internet, gdzie siedzisz sobie w domu, spokojnie, masz wszystko pod ręką. Ciekawe.

To jest wartość takiego pytania, bo jak spotykasz tę daną, to wtedy zaczynasz proces myślowy. A dużo ekonomiczniej jest moim zdaniem jak zmieniasz ten projekt, w tym wypadku kanały dystrybucji od razu rozważyć takie scenariusze. Generalnie bankowość nie chcę powiedzieć, że jest nudna, ale jest przewidywalna i żeby przytrzymać wartościowych ludzi to ja przynajmniej wierzę, że trzeba mieć inspirującą pracę i np. takie spojrzenie z boku na rzadkie scenariusze, nieprawdopodobne sytuacje daje większą satysfakcję z pracy. Może rzutuje swoje potrzeby, ale ja bardzo wierzę w wartość takich spekulacji, co jeśli ten projekt pójdzie nie tak, jak się spodziewano.

Może to jest tak, jak to było ze stworzeniem Kinde’a, bo Bezos wręcz powiedział swoim ludziom, że mają pracować nad nim tak, jakby to miała być konkurencja dla jego biznesu. Może to jest kwestia postawienia tych pytań, żeby ludzie nawet wymyślali coś, co jest zagrożeniem dzisiaj. No bo jak nie oni, to ktoś inny to wymyśli. Jeżeli oni wpadli na ten pomysł to znaczy, że w innym miejscu świata ktoś siedzi, drapie się po głowie i mówi, że ja tez zrobię taki inny bank.

Poruszyłeś bardzo ważną i poważną kwestię, że rzeczywiście cała ta Digital transformation w swoim jądrze uruchamiamy organizację, która jest zupełnie inna niż ta, w której teraz jesteśmy. Której uruchomienie powoduje zagrożenie dla tego, co dzisiaj robimy, która jest kanibalizacją naszych stanowisk pracy, naszych dotychczasowych produktów i być może naszych segmentów klientowskich i to jest bardzo ważne pytanie jak do tego podejść, jak to zrobić, żeby to się udało. Pierwszą reakcją jest oczywiście odrzucenie. To jest bardzo istotny temat i wiele takich Digital transformation to moim zdaniem idzie powoli z tego powodu, że to pytanie nie jest zagospodarowane.

To są przykłady, gdzie wiele firm poległo, bo bało się zmiany. Kodak, Nokia. Nokia poległa na polu telefonów, bo ona jest z głównych liderów z infrastrukturze i to jest kolejny przykład jak Nokia się przekształciła. Kiedyś producent gumowców, potem telefonów, teraz infrastruktury, ale są przykłady, gdzie szefowie popatrzyli na pewne rozwiązania i uznali, że to zagraża ich biznesowi. I zagroziło, mieli rację, tylko teraz nie oni robią ten biznes.

Tu pocieszające jest wbrew temu, bo powiedziałem przy bitcoinie jednak ludzie uczą się na swojej historii. Czytam cały ten nurt, że banki teraz starają się wciągnąć do dialogu fintechy, robią akceleratory, robią hackatony, kupują całe fintechy lub ich rozwiązania. Jest ta świadomość, że jeżeli nawet my nie wymyślimy czegoś, co nas zniszczy, to już ktoś obok nad tym pracuje….

I należy się zaszczepić. Rozmawialiśmy się o tych AliPayach, Wechatach, potem Apple. Nasunęło mi się w takiej sytuacji czy Visa i MasterCard mają się czego bać? Bo może się okazać, że ktoś inny przyjdzie i całkiem inaczej wymyśli ten system?

Po pierwsze jest tak, że na pewno każda firma powinna się bać. Pycha kroczy przed upadkiem. Jeżeli ktoś się nie boi, to jest to najlepszy sygnał, że powinien się bać. Myślę, że organizacje kartowe mają świadomość, że jest dla nich krytyczny czas. Zresztą od lat próbują forsować swoje różne rozwiązania czy to e-commerce, czy dematerializacji, tokenizacji kart, HCE. Próbują i nie działa im to za bardzo samotnie. Wyciągnęły moim zdaniem wnioski z tego i pójście pod rękę w Apple Pay i z Google w G-Pay to są projekty, w których rola kart jest bardzo ważna. Może nie jest monopolistyczna jak karty są przyzwyczajone, ale one są dalej w biznesie. Również banki jako wydawcy kart są też w biznesie. Ten model jest całkiem optymistyczny dla kart i banków. Dużo gorzej jest z tym azjatyckim modelem AliPaya. Co ten model nam mówi? Każdy, kto ma odpowiednio dużo lojalnych klientów typu miliard, pół miliarda może wypchnąć banki, oferować płatności, rozliczenia bez banków. To jest dużo bardziej groźne. Ale to, o czym mówiliśmy odnośnie M-Pesy tu są bardziej bariery infrastruktury, przyzwyczajeń, tego, co już działa i że trudno oczekiwać, że nagle ten azjatycki model podbije cały świat, jak również trudno oczekiwać, że Apple Pay będzie popularnym środkiem płatności, jeżeli mamy Alibabę i Wechat.

Ale może ta karta tytanowa jest na ten rynek.

Tak, zwłaszcza, jeżeli jest skierowana do wyższego segmentu, to w Chinach to paręset tysięcy lub milionów się znajdzie tego segmentu. Przynajmniej w naszej części świata ta presja na Visę i MasterCarda jest trochę mniejsza niż parę lat temu. Widzą przynajmniej jakąś ścieżkę, która prowadzi w przyszłość. Chociaż próbują, Revolut otrzymał doskonałe warunki od organizacji kartowych. Być może w tym aspekcie, że on przetrze drogę do przyszłości.

Wojtek, będziemy zbliżali się do końca i takie pytanie – czego powinny się obawiać banki, tak jak Ty to widzisz na bazie doświadczeń, Twojej wiedzy, próby przewidywania przyszłości, a nawet jej tworzenia? W końcu jesteś twórcą, a nie tworzywem w całym systemie.

Przede wszystkim to, że zmiana idzie przez sektor bankowy i będzie jeszcze większa to jest oczywiste. Ja nie jestem takim wielbicielem coachingowej zasady, że każda zmiana jest dobra, bo zawsze wtedy odpowiadam to dlaczego zwalczamy zmiany klimatyczne?

To dlaczego zmienili trenera w Lechu Poznań?

Jestem daleko od polskiej piłki. Muszę Ci powiedzieć, że jednym z najgorszych momentów towarzyskich były mistrzostwa świata. Ile musiałem się natłumaczyć dlaczego Lewandowski bramek nie strzelił, a Polska wygrała jeden mecz. To Anglosasi, oni żyją ta piłką, wiedzieli, że Polska dobrze awansowała.

To teraz wytłumacz czego powinny się obawiać banki.

Moim zdaniem sytuacja jest o tyle trudna, że do końca nie wiemy jeszcze jaka będzie pełna natura tej zmiany. Na razie rozumiemy, że to jest zmiana technologiczna, digitalizacja, że klient się bardzo zmienił, że nowe generacje klientów. Tak naprawdę sytuacja jest niepewna. Nie ma strategicznej zgody gdzie to prowadzi. Wydaje mi się, że to są właśnie takie ryzyka, na które banki stosunkowo są dobrze przygotowane. Cały biznes bankowy polega na zarządzaniu ryzykiem. Tutaj mamy ryzyko globalne, ryzyko makro. Należy się tego obawiać, ale trzeba konstruktywnie uczestniczyć. Najlepszą metodą zaadresowania tej zmiany jest uczestniczenie w niej. Banki to robią, są te transformacje cyfrowe. Jak ja bym miał powiedzieć, że większe zagrożenie niż dla banków jako takich jest dla ludzi pracujących w bankach. Jaka by to nie była zmiana, ona wymusi zmianę charakteru pracy w banku. A w związku z tym zmianę liczebności różnych etatów. Mówiliśmy o Call Center, a także back Office, analitycy kredytowi. Wiele tych rzeczy jest zagrożonych przez sztuczną inteligencję, deep learning, automatyczne procesy i to jest powód do obaw, bo nie każdy jest tak elastyczny, że po prostu jest mu obojętne gdzie będzie pracował i co będzie robił. Upraszając, nie każdy chce być programistą i testerem, czy pracować ze sztuczną inteligencją. To jest zagrożenie.

Drugim zagrożeniem jest malejący zwrot z inwestycji, bo jeżeli utrzyma się ten trend, że banki będą mało dochodowymi inwestycjami, to inwestorzy nie będą tam kładli pieniędzy, będzie mniej pieniędzy i będzie mniej pieniędzy na R&E w porównaniu z takim Facebookiem, Amazonem, czy tymi chińskimi gigantami. Wtedy można łatwo przewidzieć, że banki w pewnym momencie odpadną z wyścigu.

I wtedy oferta banku za złotówkę stanie się ofertą zwykłego, czyli taki Facebook sobie kupi bank.

To, co najbardziej zagraża bankowości jaką teraz znamy to jest trend bankowości przezroczystej. Banki będą mogły sobie schować do kieszeni marki, w które inwestowały przez dziesięciolecia, swój wizerunek itd. i staną się takimi dostawcami w tle infrastrukturalnym usług finansowych. Wtedy takich dostawców na świecie może  być kilka, kilkanaście, ponieważ są regulacje w każdym kraju jeden, dwa. To nie będzie to, co teraz i bankowość przestanie być interesem B2C jak bankowość detaliczna. To, o czym niektórzy mówią o tym zachwycie smooth banking, niewidzialnej płatności. To niesie egzystencjalne zagrożenie dla banków, ale oczywiście nie dla ludzi, którzy to robią i są bankowcami, bo praca dla nich się znajdzie, jest bardzo ciekawa. Zanim to się stanie, to mnóstwo przed nami roboty. W sumie programiści też niszczą sobie miejsca pracy programując sztuczną inteligencje, ale póki co mają w tym dużo frajdy, nie?

Trochę kończąc naszą rozmowę, bankowanie nadal będzie ważne. Banki może mniej, może będą inne. Na pewno jest tak, że ci, którzy pracują w tych bankach z czasem będą musieli się zastanowić jakie sobie znaleźć inne miejsce pracy, ale dalej ważne będzie zwracanie uwagi na tego klienta i szukanie takich rozwiązań, że ten klient, tutaj podawałeś przykłady montowania monitorów, żeby umiał z nich skorzystać albo dostosowania nowej oferty, czyli tworzenia tak naprawdę produktów na miarę nowej epoki. Nie tylko udawanie, że wpakowaliśmy je w nowe ciuchy, ale po prostu robienie ich na nowo. Tego Państwu życzę. Tutaj żegnam serdecznie z Wrocławia. A Ty, Wojtku masz coś dla nas z tego dalekiego kraju?

Cóż, mam oczywiście pozdrowienia i życzenia, żebyśmy my, Polacy, zachowali trochę dystansu, zwłaszcza do tego, co się dzieje u nas w kraju, bo to, co do mnie dociera z polskiego Internetu to jest niewiarygodne rozedrganie emocjonalne. Niewiarygodne. Wydaje mi się, że mogę zaoferować taką perspektywę, że nie jest to koniec świata co tam się u nas dzieje, a w dalszym ciągu Polska jest tu postrzegana jako bardzo dobrze prosperujący gospodarczo kraj o świetlanej przyszłości, więc bym życzył nam wszystkim dużo optymizmu.

Tego się trzymajmy. Tobie, Wojtku życzę sukcesów w uruchamianiu kolejnych banków. Kiedyś powrotu do Polski i zrobienia też jakichś ciekawych rozwiązań.

Marzę, marzę, marzę. Marzę o tej chwili, kiedy polskie banki nie tylko zrozumieją, bo to już rozumieją, ale podejmą praktyczne kroki, że ich przyszłość jest za granica. Przyszłość polskich banków jest poza Polską i jeżeli to się zacznie przekuwać w realne projekty to można na mnie liczyć.

Czego tym bankom życzymy. Z Wrocławia żegna Arek.

A z Bahrajnu Wojtek.

Arek Cempura

Arkadiusz R. Cempura – obecnie pracuje w Euro Bank SA, gdzie jest dyrektorem Departamentu Bankowości Codziennej – odpowiedzialnym za ofertę banku dla klienta korzystającego z konta osobistego.

Arek posiada wieloletnie doświadczenie w sprzedaży i marketingu. Zarówno w obszarze B2B, jak i B2C. W latach 2005-2010 pracował dla Lukas Banku (obecnie Credit Agricole Bank Polska), gdzie był Dyrektorem Sprzedaży i Bankowości Elektronicznej.

Od 2014 jest ekspertem w Radzie Programowej Finance Contact Center Forum organizowanym przez Związek Banków Polskich.

Zobacz wszystkie moje wpisy

1 komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Ja uwielbiam Cinkciarz.pl i te szybkie przewalutowania i możliwość wysyłania przelewów. Daleko jeszcze wszystkim bankom do takiej elastyczności i mobilności!

Maciej Buś

Pomagam firmom komunikować się z klientami
Jestem… bardzo empatycznym, ale i wymagającym klientem. Tak po prostu i po ludzku oczekuję od firm i marek rzetelności oraz przyzwoitości. Od ponad 20 lat szukam świętego Graala skutecznego porozumiewania się firm z jej klientami. Swoimi doświadczeniami dzielę się jako konsultant, trener i mentor, ale również jako bloger i podcaster.