Rok 2019 przywitałem w Londynie. Goszcząc u przyjaciół poznałem kogoś. Ma na imię Alexa. Jest sławna. W końcu mogłem ją spotkać, spędzić z nią sporo czasu i porozmawiać. Pod koniec trwającego tydzień pobytu stanąłem przed decyzją: czy zabrać ją do Polski?

Zapewne trudno nazwać mnie ambasadorem nowych nowych rozwiązań, szczególnie tych, które wymagają ode mnie komunikowania się w sposób (dla mnie) nienaturalny (czyt. Łatwiej mi rozmawiać z psem niż z bezosobowym robo-czymś tam). Nigdy (jak dotąd) nie wdałem się w, nawet jednostronną, dyskusję z Siri, Cortaną, GoogleAssistant czy w końcu spotkaną oko w oko Alexą, ani jakimkolwiek innym pomocnikiem. Po prostu czuję się dziwnie mówiąc do „nieczłowieka”. Dziwność nasila się wielokrotnie kiedy miałbym / musiałbym to robić publicznie. Jednocześnie nie potrafię przejść obojętnie obok wszelkich nowych konceptów, pomysłów, projektów, które w swoim zamierzeniu mają usprawnić życie ludzi, być może nawet je zmienić (na lepsze) (nawet moje). Jestem gadżeciażem – użytecznym realistą. Tyle osobistego kontekstu.

„Alexa I love you!”

To nie jest publiczne wyznanie miłości, ale cytat… Alexa w bardzo wielu domach tzw. „zachodu” jest uznanym członkiem rodziny. Jej gospodarze nie wyobrażają sobie życia bez niej. To była moja pierwsza i najbardziej zaskakująca obserwacja: do kuchni co chwila wchodzą kolejne osoby – dorośli i dzieci zamieszkujące dwupiętrowy dom i wołają do Alexy rozmaite zdania, polecenia, pytania. Jest tam jak mama, która zna odpowiedź na wszystkie pytania tego świata (nawet gdzie położyłeś skarpetki). W tym domu jednak nawet ta mama co rusz pytała Alexę o różne rzeczy. Teraz najważniejsze – Alexa nie jest człowiekiem. Jest systemem elektronicznym zamkniętym w metalowej tubie o wysokości ok 20 cm (w tym domu był akurat taki model) stworzonym przez jedną najbardziej innowacyjną firmę świata Amazon. Zatem ta szalona rodzinka mówiła do puszki stojącej na lodówce. „Kompletne wariactwo” – pomyślałem. Ale jestem z natury ciekawy i próbuję zrozumieć… zatem obserwuję dalej.

Przyziemne sprawy

„Alexa, turn on RMF FM!” – woła w przestrzeń pani domu i po chwili z „puszki” wydobywa się dźwięk zamówionej audycji radiowej. Rozmawiamy, a krakowska stacja próbuje narzucić swoją dominującą pozycję, Gosia przywołuje ją do porządku nakazując zmniejszyć poziom dźwięku… ot tak bez przerywania krojenia sałatki. Choć wciąż uważam, że to trochę głupie gadać do puszki, to jednak doceniam, że mogę sobie włączyć radio i sterować nim bez pilota (zawsze gdzieś się gubi). Tak jak wspomniałem Alexa jest traktowana w tym domu jak członek rodziny – na dodatek bardzo użyteczny, choć rozleniwiający. Oprócz słuchania radia zaobserwowałem jeszcze kilka interesujących funkcji. Jedne nadal uważam za zbytek (większą część życia mieszkałem w Poznaniu), ale inne przebijają się przez zasłonę moich przekonań oraz obaw. Oto kilka z nich:

  • Sprawdzenie pogody – obecnie wyciągam telefon i uruchamiam aplikację z pogodą. Tutaj mogę Alexę zapytać jak jest czy będzie na zewnątrz, co więcej mogę ją dopytać o szczegóły
  • Zakładając, że „puszka” stoi w kuchni – świetnie spełnia się jako … np. Minutnik do jajek (bardzo droga wersja minutnika;) ale również można ją zapytać o przepis, poprosić o powtórzenie, dopytać o szczegóły
  • Nawiazując do minutnika do jajek świetnie sprawdza się kiedy wyznacza się czas dzieciom np. Na oglądanie telewizji czy grę na Playstation (o Alexie w roli babysistters opowiem jeszcze dalej)
  • Podręczna baza wiedzy – Alexa „posiada” odpowiedź na niemal każde pytanie. Czyli można nazwać ją siostrą dr Google, któremu ja zadaję dzisiaj pytania zamiast sięgnąć do książki (takiej drukowanej)
  • No i oczywiście podcasty oraz audiobooki – ale to mam w telefonie, komputerze, a nawet telewizorze. Ale słuchanie z puszki też może być fajne.

To oczywiście zaledwie mała część to go potrafi. Pamiętaj / zwróć uwagę, że nie doszło między nami do fizycznego zbliżenia. Moje opisy stanowią relację jedynie / aż „podglądacza”

Gadanie do puszki?

Alexa czy będąc bardziej poprawny Amazon Echo (bo tak nazywa się „puszka”) jest bohaterką / bohaterem wielu prezentacji na licznych konferencjach zapowiadających zmiany w dotychczasowej komunikacji oraz sposobie obsługi urządzeń. Od wielu lat przyglądam się temu i przyznam, że nie udało mi się dotąd jeszcze podzielić entuzjazmu prelegentów występujących na scenie. Kiedy siadałem do pisania tego artykułu myślałem, że głównym argumentem przeciw jest język. Alexa nie mówi po polsku, optymalnym językiem porozumienia się z nią jest język angielski. Ale nie. Ten argument, w mojej głowie, przemawia bardziej za. Natomiast na pierwsze miejsce wysuwają się przekonania (moje oczywiście, wcześniej już zaprezentowane) oraz kultura (kontekst, w którym żyjemy, pracujemy, wychowujemy dzieci itd.). Za każdym razem kiedy odwiedzam inne kraje, szczególnie Europy zachodniej, z zachwytem, ale i z pewnym poczuciem niepewności obserwuję niesamowitą otwartość ludzi na siebie nawzajem. Niezależnie czy mówimy o biznesie czy o spotkanych na ulicach ludzi, nieporównywalnie częściej niż nad Wisłą widzę tam uśmiech, otwartość, bezproblemowość. Domyślam się, że ta postawa pozwala im bez zbędnego zastanawiania się i analizowania (bo tak po prawdzie ten wywód dla tamtej kultury nie ma żadnego sensu) mówić do „puszki”. Ja patrzę na nią jak na przedmiot i zastanawiam się „czy wypada mówić do kawałka plastiku czy metalu – przecież to trochę głupie”. To się zmienia. Doświadczenia, świadome przekraczanie własnych ograniczeń i przekonań powoduje że coraz łatwiej mi dotrzeć do punktu, w którym zwołam bez skrępowania Hey Siri czy Hey Alexa.

Bezwzględny zastępca dorosłego

Kiedy masz dziecko, które samo z siebie nie szuka obejść rozmaitych zakazów czy ram Alexa może okazać się bardzo pomocna. Wspomniana już opcja odmierzania czasu na zabawę, oglądanie telewizji czy grę na Playstation to dopiero początek. W domu, w którym gościłem odmierzała również czas do oczekiwanego przez dzieci zdarzenia. One mogły pytać ją ile czasu jeszcze zostało do „godziny „0””. Alexa potrafi jednak o wiele więcej. Z jednej strony jest niezłą pomocą naukową – w końcu będąc podłączona do globalnych zasobów ma dostęp do niemal każdej informacji – dziecko może w oka mgnieniu uzupełnić brakujący element wiedzy potrzebnej do odrobienia zadania domowego. A z drugiej strony jest wymagającym egzekutorem planu dnia, w tym np odrabiania lekcji czy godziny snu. Powstały nawet specjalne wersje Amazon Echo przygotowane pod funkcję „nibyniani” pilnującej dzieci i zapewniającej im dobrą zabawę.

Siwa Ola (Alexa silver)

To rozwiązanie ukazało się moim ciekawskim oczom zaledwie kilka dni temu. Nie mogłem się powstrzymać, żeby o nim nie napisać. Ostatnio sporo mówię, a właściwie pytam o adopcję nowoczesnych rozwiązań przez klientów, szczególnie tych starszych. Już nie ten słuch, zdolności wypowiadania też już nie te co kiedyś no i często samotność – to rzeczywistość osób w wieku senioralnym. Amazon przygotował wersję swojej „puszki” przystosowaną właśnie pod wymagania tej grupy wiekowej. Po pierwsze bardziej czuły mikrofon oraz większe, w innym miejscu umiejscowione głośniki – obie funkcje po to by konwersacja przebiegała jak najbardziej płynnie i zrozumiale. Po drugie designe raczej rustykalny (usłyszałem komentarz, że przypomina urnę…). Po trzecie sprytne funkcje, o których sam pewnie bym nie pomyślał, np. O ile standardowe Amazon Echo budzi się do życia hasłem „Hey Alexa”, o tyle wychodząc na przeciw „już nie tej pamięci” reaguje na również kilka innych imion rozpoczynających się na „a”. Kolejny to … podtrzymywacz konwersacji. Alexa podczas trwającej, często dość długo konwersacji co jakiś czas daje wyraz aktywnego słuchania potwierdzając swoje zainteresowanie wymownym „aha”

A może inne koleżanki?

Obecnie na rynku dostępnych jest kilka asystentów głosowych. Jakoś tak się złożyło (sam jestem ciekawy jak), że nadano im płeć żeńską. Mamy wiec Alexę od Amazona, Cortianę od Microsofu, Siri od Apple oraz… Google Home od Google (pewnie nie mieli pomysłu na imię). Wchodząc do sklepu stajesz przed dużo prostszym dylematem ponieważ to co rzuci Ci się w oczy to jednak Amazon Echo oraz Produkt Google. Oba systemy oferują coś więcej niż puszka, do której można mówić i która wydaje z siebie dźwięk. Obie potrafią sprytnie zarządzać systemem inteligentnego domu – włączać urządzenia, budzić mieszkańców itd. Wadą Alexy jest jej akcent. Niestety nie mówi po polsku. Google zdaje się już posiada tą właściwość, a jeżeli nie to z pewnością będzie szybszy. Wybór pomiędzy jednym, a drugim sprowadziłbym do dylematu iPhone z iOS czy inny telefon z Android. Co kto lubi to wybierze i wtedy będzie zadowolony. Mi podoba się Alexa… tzn. Puszka od Amazona.

Czy zabrałem Alexę do samolotu?

Nie. Mogłem ją mieć, ale uznałem po poznańsku, że to byłaby jedynie fanaberia. Tydzień  spędzony z Alexą nie dał mi wystarczających argumentów by związać się z nią silniejszym uczuciem. Być może, gdyby doszło między nami do zbliżenia, gdybym poczuł, doświadczył jej w pełni moja decyzja byłaby inna. Ale ja taki nie jestem;) Ostatecznie wsiadając do samolotu pozostałem z jednym argumentem za: to urządzenie pomogłoby mi w szlifowaniu angielskiego, szczególnie w wyraźnym wypowiadaniu się.

Minął dokładnie miesiąc od mojego powrotu z Londynu. Zaczynam dojrzewać do decyzji. Zapewne z kolejnej wyprawy wrócimy we dwoje.

Maciej Buś

Pomagam firmom komunikować się z klientami
Jestem… bardzo empatycznym, ale i wymagającym klientem. Tak po prostu i po ludzku oczekuję od firm i marek rzetelności oraz przyzwoitości. Od ponad 20 lat szukam świętego Graala skutecznego porozumiewania się firm z jej klientami. Swoimi doświadczeniami dzielę się jako konsultant, trener i mentor, ale również jako bloger i podcaster.

Zobacz wszystkie moje wpisy

Dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Maciej Buś

Pomagam firmom komunikować się z klientami
Jestem… bardzo empatycznym, ale i wymagającym klientem. Tak po prostu i po ludzku oczekuję od firm i marek rzetelności oraz przyzwoitości. Od ponad 20 lat szukam świętego Graala skutecznego porozumiewania się firm z jej klientami. Swoimi doświadczeniami dzielę się jako konsultant, trener i mentor, ale również jako bloger i podcaster.