Maciej Buś

Czy Twoja obsługa klienta jest naprawdę dla każdego? O złudzeniu standardu i sile inkluzywności
Wyobraź sobie, że budujesz most. Projektujesz go dla „standardowego” pieszego — kogoś, kto ma sprawne nogi, dobry wzrok i nie dźwiga ciężarów. Most jest piękny, dopóki na jego początku nie stanie matka z wózkiem, osoba niewidoma czy turysta z gigantyczną walizką. Wtedy Twój projekt, choć poprawny technicznie, staje się barierą nie do przejścia.
W obsłudze klienta robimy dokładnie to samo. Projektujemy procesy pod „statystycznego Kowalskiego”, który mówi po polsku, sprawnie klika w aplikacji i nie ma gorszego dnia. A co z resztą? Co z milionami osób, które już dziś lub za chwilę znajdą się poza tym wyidealizowanym nawiasem?
Mit „standardowego klienta”
Marki uwielbiają kategoryzować. Segmentują, tworzą persony, tną bazę danych na plasterki. Ale w tym procesie często gubią człowieka. Skupiają się na większości, bo tak jest prościej i „kasa musi się zgadzać”. Każdy dodatkowy proces to przecież inwestycja, która według arkuszy Excela może się „nie opłacać”, jeśli dana grupa zostawia na ladzie zbyt mało pieniędzy.
Tymczasem rzeczywistość jest bezlitosna. Według danych firmy doradczej Kearney skala wyzwania jest ogromna. Seniorzy — do 2050 roku może ich być w Polsce nawet 14 milionów, a to grupa, do której prędzej czy później dołączy każdy z nas. Imigranci — prognozy mówią o wzroście do 5 milionów w perspektywie najbliższych dekad. Osoby w trudnej sytuacji ekonomicznej mogą stanowić grupę 6 milionów, a samotni rodzice i niepełne rodziny — kolejne 4 miliony. Kiedy dodamy do tych danych osoby z niepełnosprawnościami, okazuje się, że „niestandardowi” stają się nową większością.
Pytanie brzmi wprost: czy Twoja marka może sobie pozwolić na ignorowanie potrzeb ponad połowy społeczeństwa?
Inkluzywność to nie tylko piękne hasła na ścianach
Wiele firm traktuje inkluzywność jako modny trend — coś, co warto wpisać w strategię CSR, żeby „się klikało”. Ale prawdziwa inkluzywność to nie tęczowe logo raz w roku. To kultura organizacji, w której eliminujemy bariery i akceptujemy każdego człowieka bez względu na jego cechy czy tożsamość.
„U nas klient jest na pierwszym miejscu” — to zdanie słychać w wielu firmach. I często jest to bolesne kłamstwo. Marki nie potrafią spełnić tej obietnicy, ponieważ ich procesy są zbyt sztywne i sformalizowane. Im bardziej organizacja jest „silosowa”, tym bardziej pracownicy boją się wychylić poza regulamin. Jeśli standardowy klient ma problem z przejściem procedury reklamacyjnej, to klient „niezaopiekowany” (underserved) odbije się od niej jak od ściany.
Kluczem jest różnorodność wewnątrz organizacji. Badania pokazują, że zespoły sprzedażowe cechujące się różnorodnością mają o 70% większą szansę na właściwe dotarcie do grup dotąd zaniedbanych. Otwarci pracownicy, z miksem własnych doświadczeń, potrafią lepiej zrozumieć niestandardowe sytuacje i rozwiązywać sprawy, które nie mieszczą się w tabelkach.
Pizza od sprzedawcy butów, czyli o sztuce reagowania
Pamiętasz historię Tony’ego Hsieha z Zappos? Ktoś z jego znajomych postanowił sprawdzić legendarną obsługę klienta tej firmy i zadzwonił z prośbą o pomoc w zamówieniu pizzy, bo hotelowa kuchnia była zamknięta.
Zappos sprzedaje buty, nie pizzę. Ale konsultantka nie powiedziała: „To nie moja sprawa”. Poświęciła dwie minuty, by znaleźć otwarte pizzerie w okolicy klienta. To jest właśnie sedno inkluzywności: autonomia pracownika i skupienie na dostarczeniu szczęścia (Delivering Happiness), nawet jeśli wymaga to wyjścia poza standardowy skrypt.
Inkluzywna obsługa nie zawsze wymaga wielkich inwestycji. Wymaga jednak otwartości na postawy — premiowania pracowników, którzy słuchają i chcą pomóc, zamiast bezmyślnie recytować procedury. Wymaga sztuki reagowania — traktowania „trudnego” klienta jako kogoś, kto może być po prostu w specyficznym momencie życia: żałoba, choroba, stres. I wymaga mądrego kierowania — czasem pomoc to nie rozwiązanie sprawy u siebie, ale wykonanie małego wysiłku, by wskazać klientowi właściwe miejsce.
Od idei do strategii: zadanie domowe dla odważnych
Budowa inkluzywnego ekosystemu Inclusive Sales & Care to przejście od romantycznej idei do strategii biznesowej. Można zacząć od małych kroków.
Po pierwsze — przejrzyj swoje skrypty i procedury. Ile w nich jest „nie da się”, a ile przestrzeni na ludzką kreatywność? Po drugie — zrób audyt dostępności. Czy osoba niesłysząca lub obcokrajowiec jest w stanie załatwić u Ciebie sprawę bez barier? Po trzecie — zaufaj swoim ludziom. Daj im autonomię w podejmowaniu decyzji i pozwól na błędy, które są nieodłącznym elementem rozwoju.
Różnorodność to fakt, inkluzywność to wybór
Możesz dalej projektować mosty tylko dla „standardowych” ludzi, ale świat zmienia się szybciej niż Twoje procesy. Twoja marka albo nauczy się słuchać każdego klienta — z jego niewypowiedzianymi potrzebami i ograniczeniami — albo zniknie w tłumie tych, którzy obiecywali dbałość, a dostarczyli wykluczenie.
Każdemu, bez wyjątku, należy się szacunek. To banał, który wciąż pozostaje największym wyzwaniem współczesnego biznesu.