Maciej Buś

Lista 12 najczęstszych grzechów w obsłudze klienta. Ranking CX
Czy zdarzyło Ci się kiedyś stać przed ścianą w siedzibie dużej firmy, czytając pięknie wykaligrafowane hasła o tym, że „klient jest w centrum naszej uwagi”, podczas gdy w Twojej kieszeni wibrował telefon z trzecim z rzędu powiadomieniem o niedowiezionym zamówieniu?
Wyobraź sobie taką sytuację: inwestujesz czas, pieniądze i emocje w markę, która obiecuje Ci „fajność” większą niż u konkurencji. Wchodzisz w tę relację z nadzieją, że Twój problem zostanie rozwiązany. A potem następuje zderzenie z rzeczywistością. System „nawalił”, pracownik „nie ma uprawnień”, a Ty zostajesz z poczuciem, że ta wielka miłość do klienta, o której piszą w raportach rocznych, to po prostu… halucynacja.
Jak to możliwe, że w dobie setek konferencji, tysięcy książek i armii specjalistów CX, doświadczenia klientów wciąż tak często bywają po prostu kiepskie? Projektowanie doświadczeń – jak trafnie definiuje to Aga Szóstek – to tworzenie warunków, w których pożądane rzeczy zdarzą się z wysokim prawdopodobieństwem. Skoro tak, to gdzie leżą przyczyny tego, że zamiast pożądanych emocji, serwujemy klientom frustrację?
Poniżej subiektywna „lista przebojów” – 12 najważniejszych przyczyn kiepskich doświadczeń klienta.
Fundamenty: procesy i kompetencje (miejsca 12–10)
W wielu firmach pada zdanie: „u nas nie ma procesów”. To nieprawda. Procesy są zawsze. Tyle że często „pączkowały” dziko, tworzone metodą prób i błędów, doklejane przez pracowników w biegu, bez spojrzenia na całość.
Miejsce 12: brak przemyślanych procesów obsługi
To baza. Jeśli procesy nie są świadome i nie uwzględniają powiązań między działami, stają się pułapką. Pracownik, który dziedziczy proces po poprzedniku, bez znajomości jego logiki, jest skazany na powielanie błędów, których nigdy sam nie wybrałby świadomie.
Miejsce 11: rozproszenie kompetencji
Kompetencje to wiedza, umiejętności, postawy i… uprawnienia. To ten ostatni element kuleje najbardziej. Co z tego, że pracownik chce pomóc, skoro system mu na to nie pozwala? Brak uprawnień przekształca konsultanta w „głosowego brokera” – przekazuje wiadomości w obie strony, ale nie podejmuje decyzji.
Miejsce 10: brak odpowiednich narzędzi
Nie chodzi o brak systemów w ogóle, ale o ich złe dopasowanie. Rozproszenie kanałów (każdy w innym narzędziu) i brak jednego źródła prawdy (CRM), który pokazywałby pełną historię relacji z klientem, to prosta droga do irytacji obu stron. Klient powtarza swoją historię trzeci raz, a pracownik szuka informacji w czterech różnych ekranach.
Gdzie kończy się obsługa? (miejsca 9–7)
Wielu managerów marzy o tym, by powołać dział obsługi klienta i „mieć kłopot z głowy”. To błąd, który można nazwać „gettem obsługowym”.
Miejsce 9: traktowanie Customer Service jako wyłącznego miejsca do kontaktu
Obsługa klienta jest wszędzie. Od portiera, który wpuszcza gościa na parking, po prezesa. Każdy punkt styku buduje relację. Zamknięcie obsługi w jednym dziale daje fałszywe poczucie kontroli – kosztem realnego doświadczenia, które rozgrywa się w setkach mikrokontaktów rozsianych po całej organizacji.
Miejsce 8: brak przewidywania zdarzeń
Obsługa w Polsce jest wciąż głównie reaktywna. Reagujemy, gdy klient krzyczy (reklamacja). A przecież shit happens – jeśli wiemy, że coś pójdzie nie tak, warto uprzedzić klienta. To buduje zaufanie silniej niż bezbłędne działanie. Klient, którego firma proaktywnie poinformuje o opóźnieniu zanim on sam to zauważy, traktuje firmę inaczej niż taką, która milczy do momentu reklamacji.
Miejsce 7: zbyt wiele kanałów kontaktu
„Be everywhere” to niebezpieczna moda. Każdy kanał (Messenger, czat, telefon, e-mail) wymaga ludzi i kompetencji. Lepiej mieć jeden kanał (jak Zenbox, który postawił na e-mail) i robić to perfekcyjnie, niż pięć kanałów, w których nikt nie odpowiada. Wielokanałowość bez zaplecza operacyjnego to obietnica bez pokrycia – klient próbuje wszystkimi kanałami, w żadnym nie dostaje odpowiedzi, i wychodzi z przekonaniem, że firma go ignoruje.
Psychologia i obietnice (miejsca 6–4)
Tu wchodzimy w obszar emocji i etyki marki. Jak pisze Piotr Bucki w „Sapiens na zakupach”, nasze decyzje są często sterowane, a marki nadużywają tego mechanizmu.
Miejsce 6: nadmiarowe obietnice
„Jesteś dla nas najważniejszy” słyszane podczas 20-minutowego oczekiwania na infolinii to kognitywny dysonans. Im wyższa obietnica, tym większy upadek, gdy rzeczywistość jej nie dorównuje. Przestańmy obiecywać „zajebistość”, zacznijmy dowozić „wystarczająco dobrą” jakość – konsekwentnie i przewidywalnie.
Miejsce 5: brak dostępności informacji
To pochodna punktów 10 i 11. Konsultant bez wiedzy o statusie zamówienia jest jak żołnierz bez karabinu – może tylko przeprosić, a to nie wysyła klienta w dalszą podróż. Klient nie potrzebuje empatii, gdy potrzebuje informacji. Empatia bez kompetencji jest tylko dobrze zaprojektowaną bezradnością.
Miejsce 4: brak zaufania (do klienta i pracownika)
To narodowa bolączka. Traktujemy klienta jak potencjalnego oszusta, a pracownika jak kogoś, kogo trzeba nieustannie kontrolować. Jeśli 2% klientów oszukuje, dlaczego pozostałe 98% musi przechodzić przez upokarzające procesy weryfikacji?
Koszt nieufności jest podwójny. Klient płaci czasem i frustracją. Firma płaci utratą uczciwych klientów, których nie chce traktować jak podejrzanych. A pracownik, który nie ma uprawnień do prostych decyzji, uczy się, że jego rola sprowadza się do bycia filtrem między klientem a właściwym decydentem – który zawsze jest „gdzieś indziej”.
Podium: kluczowe bariery (miejsca 3–1)
Te trzy elementy są absolutnie krytyczne. To one najczęściej „zabijają” doświadczenie klienta w ostatniej chwili.
Miejsce 3: brak opcji samoobsługowych poza godzinami pracy
Świat nie kończy się o 17:00. Jeśli Twoja firma zamyka się o 16:00 w B2B, a klient ma problem o 19:00, daj mu narzędzia, by pomógł sobie sam (baza wiedzy, FAQ, status zamówienia online). Nie musisz być dostępny 24/7 z żywym konsultantem, ale daj klientowi ścieżkę informacyjną.
Najgorsze, co można zrobić, to mieć infolinię „dostępną 24/7″, która faktycznie zna odpowiedzi tylko w godzinach 8–16. Brak samoobsługi to jedno – udawana dostępność to dwa.
Miejsce 2: brak uprawnień
Decyzje należy przesuwać jak najbliżej frontu. Jeśli reklamacja dotyczy 50 zł, a koszt jej procesowania to 100 zł – daj konsultantowi prawo do natychmiastowej wymiany produktu. Klient będzie zachwycony, Ty zaoszczędzisz pieniądze i zmotywujesz pracownika, dając mu realny wpływ.
Brak uprawnień to nie tylko problem operacyjny – to też problem motywacyjny. Pracownik, który wielokrotnie w ciągu dnia musi mówić klientowi „muszę to skonsultować”, powoli przestaje się angażować. Bo i po co, skoro decyzja zapada gdzie indziej?
Miejsce 1: brak świadomości pełnionych ról
To „król” wszystkich przyczyn. Możesz mieć najlepszy CRM i procesy, ale jeśli pracownik nie rozumie, dlaczego jego praca jest ważna i jaki ma wpływ na życie klienta, zawsze będzie traktował go jak „zło konieczne”.
Świadomości nie nauczysz na szkoleniu – ją wypracowuje się poprzez kulturę organizacji. To różnica między „zadaniem do wykonania” a „misją”. Pracownik, który widzi, że jego rozmowa z klientem zamyka konkretny problem w czyimś życiu, pracuje inaczej niż ten, który wypełnia ticket i zamyka kartę.
Świadomość roli zaczyna się od liderów. Jeśli zarząd traktuje obsługę klienta jako koszt, pracownik traktuje klienta jako kłopot. Jeśli zarząd traktuje obsługę jako miejsce, w którym buduje się przewagę konkurencyjną, pracownik traktuje klienta jak okazję do tego budowania.
Trzy pytania na własny użytek
Audyt zaufania. Przejrzyj swój proces reklamacyjny. Ile kroków w nim służy wyłącznie „zabezpieczeniu się” przed klientem? Co by się stało, gdybyś je usunął?
Pytanie do frontu. Zapytaj pracownika pierwszej linii: „Czego nie możesz zrobić dla klienta, choć wiesz, że to by mu pomogło?”. Odpowiedź na to pytanie to Twoja lista zadań do wdrożenia uprawnień.
Test świadomości. Zapytaj losowego pracownika obsługi, dlaczego jego praca ma znaczenie dla klienta. Jeśli odpowie „bo tak każe procedura” – wiesz, gdzie zaczynają się problemy.
Podsumowanie
Bycie firmą klientocentryczną to nie „słodzenie” klientowi. To świadomość, że Twoje działanie ma realny wpływ na to, jak on żyje i jak korzysta z Twojego produktu. Większość 12 grzechów wymienionych powyżej można zredukować jedną zasadą: traktuj klienta i pracownika jak dorosłych, którym możesz zaufać. Reszta to konsekwencje.